Zatory płatnicze są zmorą polskich firm. Z danych wywiadowni gospodarczej Dun & Bradstreet wynika, że w tym roku na 10 faktur tylko trzy zostały opłacone w terminie. Najgorzej sytuacja wygląda w branżach spożywczej i budowlanej, których kwota przeterminowanych należności we wrześniu br. wynosiła ponad pół miliarda złotych i była o prawie 40 proc. większa niż w tym samym miesiącu ubiegłego roku. – Prognozy, niestety, nie napawają optymizmem – mówi Tomasz Starzyk z polskiego oddziału Dun & Bradstreet. – Duża część firm celowo zwleka z uregulowaniem zobowiązań, wymuszając na kontrahentach udzielenie taniego kredytu kupieckiego. Należy się spodziewać, że skala tego zjawiska będzie coraz większa. Terminy spłaty będą się wydłużać nawet powyżej 120 dni, a kwoty długów rosnąć – dodaje.

>>> Czytaj też: Dynamiczny wzrost rynku windykacyjnego

Najpopularniejszym, deklarowanym przez ponad 75 proc. przedsiębiorców sposobem radzenia sobie z niezapłaconymi należnościami jest zaciągnięcie wspomagającego płynność kredytu obrotowego. Coraz popularniejszy jest także faktoring, w ostateczności uruchamiane są firmy windykacyjne. Ale to sposoby drogie, bo prowizje sięgają nawet 30 proc.

Miliony na sprzedaż

Dużo tańsze, choć oczywiście niegwarantujące sukcesu, jest wystawienie niezapłaconych należności na aukcji. – Dobra renoma to obecnie podstawa prowadzenia interesów – mówi Piotr Wajszczak, niezależny ekspert kanałów sprzedaży. – W bardzo wielu przypadkach udaje się odzyskać przeterminowane należności zaraz po zawiadomieniu dłużnika, że jego faktura została wystawiona na aukcji. Wiadomość o tym, że ktoś nie płaci faktur, roznosi się błyskawicznie, zamykając w zasadzie możliwość dalszego prowadzenia interesów.

W Polsce dopiero kilka tygodni temu ruszyła pierwsza rekomendowana przez Polski Związek Windykacji platforma umożliwiająca tego typu aukcje – Internetowa Giełda Długów (IGD, www.dlugi.info.pl).

Być może dlatego, że większość funkcjonalności jest tam całkowicie bezpłatna, ruch w portalu jest spory. Na początku tego tygodnia na IGD trwało 6,5 tys. licytacji na łączną kwotę 41 mln zł. Najwięcej (ponad 4 tys.) dotyczyło dokumentów z terminem płatności, który upłynął od trzech miesięcy do dwóch lat temu. Najmniejsza liczba spraw (312), co wydaje się zrozumiałe, dotyczyła faktur świeżych, przeterminowanych o mniej niż 90 dni.

>>> Czytaj też: Przykazania dłużnika, czyli jak wydostać się z pętli zobowiązań

Na giełdzie sprzedawane są zarówno dokumenty opiewające na drobne, rzędu kilkudziesięciu złotych, kwoty, jak i wielkie należności liczone w setkach tysięcy. – Serwis już dzisiaj cieszy się sporym powodzeniem szczególnie wśród właścicieli małych i średnich przedsiębiorstw, których nie stać na kosztowną egzekucję długu – mówi Piotr Wajszczak.

Półka z napisem „pilne”

Aby sprzedać należność, podobnie jak na innych platformach aukcyjnych, należy się zarejestrować. Faktura będąca przedmiotem obrotu musi być dokładnie opisana. Konieczny jest NIP firmy, która ją wystawiła, osobowość prawna, dokładny adres, data wystawienia dokumentu wraz z terminem płatności itp. Wiarygodność, jak podkreślają osoby prowadzące portal, znacznie podnosi zeskanowany, dołączony obraz faktury. Firma lub osoba wystawiająca fakturę może występować pod pseudonimem, którego rozwinięcie będzie znane jedynie osobom zarządzającym portalem. Potem pozostaje już tylko określenie ceny, jaką wystawca dokumentu chciałby otrzymać, i oczekiwanie na konkretne pytania.

– Wcześniej jednak należy skierować informację do dłużnika, że jego należność została wystawiona na aukcji – mówi Wajszczak. – Psychologiczny efekt jest bardzo silny. Wiele ofert zamykanych jest przed czasem, bo dłużnicy, wiedząc, że ich należności są licytowane, dużo chętniej je regulują. Takie faktury trafiają natychmiast na półkę z napisem „pilne” i opłacane są w pierwszej kolejności.

Im starsza, tym tańsza

Serwis jest jedynie niebiorącym prowizji pośrednikiem między podmiotem sprzedającym a kupującym fakturę. Kontaktuje tylko obie strony potencjalnej transakcji, nie jest jej stroną. Do przeprowadzenia operacji konieczna jest zatem umowa. Odpowiednie formularze znajdują się na stronie serwisu, wystarczy je pobrać.

Nie znaczy to oczywiście, że w ten sposób udaje się wyegzekwować całość należności. Sprzedając dług, należy się liczyć z tym, że jego nabywca będzie oczekiwał premii za podjęcie ryzyka utraty całej zainwestowanej kwoty. W serwisie, bez względu na to, kiedy upłynął termin płatności, wystawiane są zazwyczaj faktury po cenie równej kwocie, na jaką opiewają. Ale to tylko cena wywoławcza. Ostateczna wartość transakcji zależy od przebiegu indywidualnych negocjacji. – Najdroższe są faktury świeże, wystawione do trzech miesięcy temu, bo ryzyko nieopłacenia takiego dokumentu jest stosunkowo niewielkie – mówi Wajszczak. – Za kilkadziesiąt procent można natomiast kupić fakturę, której termin płatności upłynął ponad dwa lata temu. W przypadku wyegzekwowania kwot, na jakie opiewają, od dłużnika zarobek może być naprawdę imponujący. Ale i ryzyko jest spore.