W czerwcu Polacy zapłacili bezstykowo aż 7 mln razy – wynika z szacunków przeprowadzonych na podstawie danych największego w kraju agenta rozliczeniowego, firmy First Data Polska zajmującej się obsługą terminali płatniczych w sklepach.

To może niedużo na tle ogólnej liczby transakcji dokonanych kartami, których co kwartał jest prawie 300 mln. Ważna jest jednak dynamika. A liczba i wartość transakcji zbliżeniowych podwoiła się od stycznia.

Do First Data Polska należy ok. 13 tys. terminali działających w technologii zbliżeniowej pod marką Polcard. W czerwcu obsłużyły one niemal 1,2 mln transakcji bezstykowych. Cały rynek to ok. 70 – 80 tys. takich urządzeń. Zakładając, że transakcyjność w urządzeniach pozostałych agentów jest porównywalna, można szacować, że w czerwcu Polacy pobili zbliżeniowy rekord Europy. Nawet w Wielkiej Brytanii, gdzie kart zbliżeniowych i terminali jest więcej niż u nas, transakcji było mniej. Visa już od kilku miesięcy raportuje, że Polska wyrasta na europejskiego lidera w rozwoju rynku kart zbliżeniowych. Plastikami z logo tej organizacji w maju nasi rodacy zapłacili 3,3 mln razy.

Niestety, wartość tak wydanych pieniędzy nie robi już dużego wrażenia. Szacować można, że w czerwcu bezstykowo Polacy zapłacili rachunki na ok. 100 mln zł. Ale to nic dziwnego, bo w ten sposób płacimy tylko za niewielkie zakupy – średnio kilkanaście złotych.

Specjaliści uważają, że podstawą sukcesu technologii zbliżeniowej w Polsce jest wygoda i szybkość transakcji. Również obsługa sklepów lubi w ten sposób przyjmować płatności, bo nie ma problemu z wydawaniem reszty. Na wzrost popularności kart zbliżeniowych wpływ ma także rosnąca liczba terminali.

Wciąż silne są jednak obawy, że karty tego rodzaju są mniej bezpieczne niż te, które wkłada się do terminala i wstukuje PIN. Zdaniem bankowców obawy te są nieuzasadnione. – Karty zbliżeniowe wydajemy od dwóch lat. Nie zauważyliśmy wzrostu liczby reklamacji i transakcji oszukańczych – twierdzi Paweł Jaszewski z Raiffeisen Banku.