Nie, nie chodzi o kolejną odsłonę światowego kryzysu, trzydzieste czwarte posiedzenie liderów strefy euro w sprawie jej ocalenia i tym podobne przygnębiające rzeczy. Problem jest pasjonujący i dotyczy tego, czy rozwiązanie – wydawałoby się bardzo korzystne dla konsumentów – może działać na ich niekorzyść. Jak kilka innych – jak by się mogło zdawać niezwykle pożytecznych – rozwiązań.

Chodzi o technologię z angielska zwaną smart grid, czyli mówiąc w pewnym uproszczeniu, inteligentne sieci energetyczne. Dla konsumenta największe znaczenie ma to, że taka inteligentna sieć składa się również z inteligentnego licznika (smart meter). To cudo potrafi pokazać, ile energii zużywamy w danej chwili, zidentyfikować włączone urządzenia i tak dalej. Cel wydawałoby się jest jeden: zracjonalizowanie zużycia prądu. Czyli wyłączenie niektórych urządzeń, kiedy są one niepotrzebne, włączenie pozostałych, gdy energia jest najtańsza, słowem: pełna kontrola nad zarządzaniem prądem w domu. Ten luksus polega również na tym, że urządzenie jest połączone – najczęściej przy pomocy sieci GSM – z firmą energetyczną, która nie musi już zatrudniać armii inkasentów i doskonale wie, ile energii zużywamy, co znakomicie upraszcza rozliczenie z klientem.

I tu jest pies pogrzebany. Wspomniani Holendrzy tak się tego przestraszyli, że administracyjnie wyhamowali prace nad smart gridem. Doszli bowiem do wniosku, podobnie jak przeciwnicy inteligentnych sieci energetycznych z innych części świata, że mamy do czynienia z kolejnym wcieleniem Wielkiego Brata. Przecież taka elektrownia będzie dzięki inteligentnej sieci wiedziała o nas wszystko – łącznie z tym, czy w danej chwili mamy włączone radio. A skoro będzie wiedziała firma energetyczna, to mogą wiedzieć i inni. Czyli ci, którym przekaże nasze dane lub którzy je ukradną. Lub ci, którzy po prostu przechwycą i odczytają transmisje danych z naszego licznika poprzez sieć komórkową.

Najgroźniejsze oblicza energetycznego Wielkiego Brata są dwa: bandyckie i marketingowe. Bandyckie, bo dzięki inteligentnej sieci złoczyńcy są w stanie poznać nasze zwyczaje, ba, nawet włamać się, gdy zidentyfikują, że w domu nie ma żadnego poboru prądu. Marketingowe, bo ktoś może stwierdzić, że nasza lodówka żre dużo energii, czyli jest stara, a zatem być może potrzebujemy nowej. I dawaj napuszczać na Bogu ducha winnych ludzi tabun przedstawicieli handlowych wciskających sprzęt AGD. No cóż, smart grid jest również doskonałym rozwiązaniem dla wszelkiego rodzaju służb, ale przyjmijmy, że zwykłymi ludźmi służby interesują się jednak w ograniczonym stopniu.

Przyznam, że obserwuję tę epidemię strachu przed inteligentnymi sieciami z dużą dozą rozbawienia. Nie tylko dlatego, że jak się wydaje, jesteśmy na nieco innym etapie rozwoju. W kraju nad Wisłą kontakty z firmą energetyczną jakoś mało się opierają na rozwiniętych technologiach, raczej zwykle pochłaniają duże ilości najzwyklejszego papieru. Ale i tak smart grid szybko do nas przyjdzie. Co wtedy?

Nic. Zachodnie protesty przeciwko nowemu Wielkiemu Bratu, jeżeli nie są groteską, to przynajmniej próbą obrony sprawy już dawno przegranej. Ludzkość jakiś czas temu – chcąc tego czy nie – zafundowała sobie Wielkiego Brata. Z aparatu komórkowego, który mamy w kieszeni, można uzyskać znacznie więcej danych niż z najbardziej nawet inteligentnej sieci energetycznej. Dokumentacja karty kredytowej czy płatniczej to prawdziwe dossier klienta. Miasta (i nie tylko) zostały poobstawiane kamerami. Skarbnicą wiedzy o człowieku jest to, gdzie i kiedy surfuje w internecie. To też da się namierzyć.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze pytanie z gatunku fundamentalnych: czy to, że od kilkudziesięciu lat mamy do czynienia z różnymi wcieleniami Wielkiego Brata, sprowadziło na tzw. zwykłego człowieka jakąś katastrofę? Czy mamy poczucie nieustannej presji i kontroli? Poza paroma telefonami od jakichś akwizytorów Wielki Brat zostawił moją skromną osobę w spokoju, podobnie jak chyba większość ludzkości. Może zatem nie jest taki groźny, a narzędzia prawne, które służą ochronie naszej prywatności, działają całkiem skutecznie?

Zobaczymy, jak będzie ze smart gridem. Zachód na razie przejawia pewien popłoch przed inwigilacją. Ciekawe, co się wydarzy u nas. Czy tak jak tam prąd stanie się tym nośnikiem, który Wielkiemu Bratu pozwoli rozwinąć skrzydła? Jeżeli nie w rzeczywistości, to przynajmniej w ludzkich głowach?