Nadeszło wiele niepomyślnych danych z chińskiej gospodarki. Międzynarodowy Fundusz Walutowy ostrzega, że jej stan może się pogarszać. Czy nadal warto inwestować w Państwie Środka?

Jesteśmy optymistyczni, jeśli chodzi o najbliższą przyszłość chińskiej gospodarki. Niepokoimy się raczej tym, czy Chiny będą w stanie utrzymać tempo wzrostu gospodarczego w dłuższym terminie. Na pewno ta gospodarka jest w stanie wciąż rosnąć w tej dekadzie po 6 – 7 proc. rocznie, tak jak była w stanie w ubiegłej dekadzie rosnąć po nieco ponad 10 proc. rocznie. Liderzy polityczni tego kraju zdają się rozumieć wagę problemów związanych z zadłużeniem krajów Zachodu, które biją w chiński eksport. Boom nieruchomościowy skończył się, bo zaostrzyły się warunki udzielania kredytów, a rząd stopniowo przeznacza coraz więcej środków nie na nowe drogi czy mosty, tylko na sferę socjalną. Poziom oszczędności, które są przecież paliwem dla depozytów i pożyczek, raczej nie wzrośnie. Prędzej spadnie z obecnych, niewiarygodnie wysokich poziomów.

Co będzie kluczem do utrzymania wysokiego tempa wzrostu chińskiej gospodarki?

Najważniejszą kwestią jest pobudzenie konsumpcji wewnętrznej. Obecnie, na tle kolosalnej gospodarki, ma ona bardzo małą skalę. Ale w wartościach absolutnych jest już gigantyczna. Szczególnie szybko zwiększa się liczba chińskich bogaczy i ich siła nabywcza. Do 2015 r. połowa chińskich gospodarstw domowych uzyska dochód roczny w wysokości 100 tys. juanów, a to już będzie blisko średniego PKB przypadającego na gospodarstwo w niektórych południowych stanach USA. Rośnie więc morze konsumentów, dla których już teraz zapewne ulubionymi informacjami są te o lokalizacjach nowych sklepów takich marek jak Louis Vuitton. Sprzedaż detaliczna rośnie w tempie, o którym marzą firmy działające na Zachodzie. W pierwszych dwóch miesiącach tego roku wzrosła o 15 proc. w porównaniu z ubiegłym, a to i tak było poniżej prognoz. By wywołać efekt turbo, można obniżyć cła, które są w Chinach relatywnie wysokie, szczególnie jeśli chodzi o dobra luksusowe.

Co to oznacza dla tych, którzy zainwestowali w chińskie akcje i obligacje? Od początku roku indeks Shanghai Composite poszedł w dół o 4,3 proc. licząc w euro, licząc w złotych o 8,3 proc. Chiny przyzwyczaiły do zgoła innych wyników.

Te firmy, które działają na skalę globalną, oraz te, które wytwarzają produkty o wysokim stopniu technicznego skomplikowania pozostają atrakcyjnymi celami inwestycyjnymi. Również te spółki, które korzystają na wzroście cen surowców, powinny być wspierane popytem ze strony Chińczyków. Prawdą jest, że większość chińskich firm pokaże w tym roku słabe wyniki finansowe, ale ich wyceny wyglądają niezmiernie atrakcyjnie. Jest jak najbardziej możliwe, że ten rok chińskie indeksy szerokiego rynku zamkną około 25 proc. wyżej niż ubiegły.

Jeśli chodzi o chiński dług to pamiętajmy, że wraz z otwieraniem się Chin na świat staje się on coraz bardziej dostępny na rynku międzynarodowym. To może sprawić, że relacja chińskiego długu do PKB radykalnie wzrośnie. A przejście do gospodarki opartej na konsumpcji spowoduje spadek popytu na amerykańskie obligacje ze strony chińskich inwestorów. To wszystko nie wróży dobrze ocenie wiarygodności Chin w przyszłości, a więc i cenie chińskich obligacji.

Przywołuje pan imponujące dane z chińskiej gospodarki, ale nieco ponad miesiąc temu amerykańska prasa zakwestionowała ich prawdziwość...

Nikt nigdy nie miał pełnego obrazu Chin i teraz też go nie ma. To dlatego państwowe biuro statystyczne używa zdjęć satelitarnych. Stara się w ten sposób weryfikować dane pochodzące od lokalnych władz. Jedni uważają, że PKB Chin jest niedoszacowane o około 30 proc. ze względu na olbrzymią szarą strefę, inni mówią o przeszacowaniu o około 30 proc. z powodu ukrytego problemu złych kredytów. Jedno jest pewne: politykom chińskim wciąż udaje się dostosowywać do obrazu gospodarczego Chin i podejmować właściwe decyzje. Jest to główny powód dla którego system polityczny Państwa Środka wykazuje się elastycznością, czyli odpornością na kryzysy.