Samorządy wiedzą, że w czasach, gdy fundusze unijne topnieją, a rząd centralny dokłada im obowiązków, ratunku muszą szukać w kapitale prywatnym. Na różne sposoby przekonują inwestorów, że to u nich, a nie w gminie obok, powinni lokować swoje przedsięwzięcia.

W zeszłym tygodniu międzynarodowa agencja ratingowa Moody’s wystawiła ocenę powiatowi żywieckiemu – BAA2, a więc średni rating na poziomie inwestycyjnym o umiarkowanym ryzyku kredytowym, ze stabilną perspektywą. To plasuje Żywiecczyznę zaraz za takimi miastami, jak Wrocław, Szczecin czy Łódź, które dostały BAA1.

Włodarze Żywiecczyzny sami poprosili agencję o rating. – Przyczynkiem do tego był projekt budowy szpitala powiatowego w formule PPP z kanadyjskim inwestorem. Dzięki ratingowi naszemu partnerowi łatwiej będzie pozyskać finansowanie przedsięwzięcia np. w bankach. My z kolei liczymy na to, że łatwiej będzie nam ściągać inwestorów, mając dowód w postaci wiarygodnej oceny renomowanej agencji – wyjaśnia starosta żywiecki Andrzej Kalata. Dodatkowo cieszy go to, że za rating samorządu zapłacił kanadyjski inwestor.

Miasta coraz chętniej proszą także o pomoc Polską Agencję Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIiIZ). Współpracuje już ona z 22 polskimi samorządami. Kilka dni temu do tej grupy dołączył podlaski Zambrów. PAIiIZ pomaga samorządom w przygotowywaniu ofert inwestycyjnych i późniejszej obsłudze inwestorów. Sprawdzone i wiarygodne miasta PAIiIZ poleca potencjalnym kontrahentom. Władze Zambrowa skusiły się na udział w przedsięwzięciu, widząc pozytywne efekty współpracy pozostałych miast z agencją.

– Z PAIiIZ współpracujemy od 2006 r. Dzięki jej pomocy ściągnęliśmy do siebie takie koncerny jak Dell,Fujitsu czy Nordea. Tylko te trzy firmy zatrudniają u nas 2,5 tys. osób. W ubiegłym roku dołączyła do nich firma informatyczna BMS – wylicza Aleksandra Suszczewicz, dyrektor centrum obsługi inwestora w Łodzi.

Samorządy polują na prywatny kapitał także podczas targów. Niezależnie od koniunktury w gospodarce, co najmniej od 2007 r. rocznie organizowanych jest w Polsce 200 – 230 targów, na których lokalne władze promują się równolegle do przedsiębiorców. Z danych Polskiej Izby Przemysłu Targowego wynika, że w 2010 r. najwięcej takich spotkań na szczeblu biznesowo-samorządowym zorganizowały: Poznań (61), Kielce (54) i Warszawa (28).

Ale liczba imprez niekoniecznie musi przekładać się na spektakularne efekty. – Targów w Polsce jest już na tyle dużo, że imprezy zaczęły się dublować, a inwestorzy nie są w stanie na wszystkie dotrzeć – mówi Michał Kościuszko z portalu Targi i Wystawy w Polsce.

Dlatego bardziej opłaca się latać w samorządowych interesach za granicę. Monika Sasiak z Krajowej Izby Gospodarczej zwraca uwagę, że urzędy marszałkowskie coraz częściej finansują misje zagraniczne dla lokalnych przedsiębiorców i urzędników. W kwietniu do Hanoweru wybrał się Radom, a kilkanaście miast z Górnośląskiego Ośrodka Metropolitalnego w czerwcu uczestniczyło w targach w Mediolanie. Kolejną okazję do wypromowania się samorządy będą miały już w październiku – na targach w Dubaju, Monachium czy Barcelonie. Polecą tam, by tutaj żyło się lepiej.

210 targów zorganizowano w polskich miastach w 2011 r. (dane wg PIPT)

37 podmiotów publicznych (miasta, województwa i spółki) uzyskało rating agencji Fitch

64,5 mld zł wyniosło zadłużenie samorządów w I kwartale 2012 r.