Maleją szanse na dopłaty do energooszczędnych lodówek i elektrycznych samochodów. Może nie być też ulg na zakup polskich zielonych technologii służących ograniczaniu emisji dwutlenku węgla.

W rządowym sporze o to, jak rozdysponować astronomiczne wpływy z handlu uprawnieniami do emisji CO2, górą zaczyna być Ministerstwo Finansów.

Resort kierowany przez Jacka Rostowskiego chce wykorzystać ekstrapieniądze do ograniczenia deficytu. Jak szacuje Ministerstwo Środowiska, wpływy z aukcji w latach 2013 – 2015 będą rocznie wynosić ok. 3 mld zł, a to bardzo ostrożne szacunki.

Potem pieniędzy jeszcze przybędzie, bo zwiększać się będzie pula uprawnień, którą będą musiały kupować przemysł i energetyka. W górę może też pójść cena uprawnień, bo Komisja Europejska, manipulując podażą uprawnień, chce podźwignąć koszt prawa do emisji 1 tony CO2 z dzisiejszych 7 euro. Zdaniem Macieja Wiśniewskiego, prezesa Domu Maklerskiego Consus, przeznaczenie całości środków z handlu CO2 na walkę z deficytem niekorzystnie wpłynie na rozwój inwestycji w technologie niskoemisyjne w Polsce.

– W dłuższym horyzoncie może osłabić konkurencyjność polskiej gospodarki na tle innych państw Unii – ocenia szef Consusa. Z takim zdaniem zgadza się Krzysztof Żmijewski, ekspert w branży energetycznej z Politechniki Warszawskiej.

– Pieniądze z opodatkowania przestarzałej energetyki i przemysłu powinny zostać skierowane na rozwój nowych technologii. Jeśli tak się nie stanie, stracimy szansę na cywilizacyjny skok – mówi były szef Polskich Sieci Elektroenergetycznych.

O podziale wpływów zadecyduje ustawa szykowana przez Ministerstwo Środowiska. Po pieniądze zgłosiło się Ministerstwo Gospodarki, które całość środków chce przeznaczyć na energetykę, ale ma na to coraz mniejsze szanse. W piśmie do Rady Ministrów Dominik Radziwiłł, wiceminister finansów, uderzył w czułą nutę.

„W kontekście działań konsolidacyjnych w obszarze finansów publicznych i objęcia Polski procedurą nadmiernego deficytu, wprowadzenie ustawowego wymogu przeznaczania 50 proc. wpływów z aukcji uprawnień na cele klimatyczne byłoby działaniem niegospodarnym” – napisał.

Propozycje ulg CIT i PIT na zakup polskich technologii przedstawione przez Waldemara Pawlaka wiceminister nazwał niezrozumiałymi. Na dodatek MF może liczyć na przychylne stanowisko Brukseli. Zapytaliśmy Komisję Europejską, czy rzeczywiście co najmniej połowa wpływów ze sprzedaży praw do emisji CO2 musi zostać przeznaczona na cele klimatyczne. „To raczej zobowiązanie niż wiążący przymus” – czytamy w informacji przesłanej DGP przez biuro prasowe Connie Hedegaard, unijnej komisarz ds. działań w dziedzinie klimatu. Przypomniano, że Komisja wymagać będzie jednak raportów z wykorzystania środków. Zdaniem Macieja Wiśniewskiego bardzo łatwo będzie wykazać, że inwestujemy duże kwoty w ochronę klimatu.

– Jeśli podobne kwoty zostały już wydane na cel wskazany w dyrektywie, kraje organizujące aukcje mogą przychody rozdysponować dowolnie – tłumaczy Wiśniewski. Szef Consusa uważa, że Polska może na przykład potraktować środki wydane z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska jako pieniądze już przekazane na ochronę powietrza. O takie dane do funduszu zwróciło się już Ministerstwo Finansów. Witold Maziarz, rzecznik NFOŚ, poinformował DGP, że z blisko 30 programów prowadzonych przez fundusz jedynie dwa nie są związane z polityką klimatyczną, ale nie potrafił podać wczoraj ich wartości.

W piśmie Radziwiłła do Rady Ministrów pojawia się kwota ok. 2 mld zł rocznie wydatkowanych jedynie na ochronę atmosfery. Daje to bardzo dobrą perspektywę do wywiązania się z obowiązku sprawozdawczego i realizacji postanowień dyrektywy – pointuje Radziwiłł. Resort finansów w sprawie wskazania wydatków na cele klimatyczne zwrócił się jeszcze do ministerstw środowiska, gospodarki, transportu i rolnictwa. Biuro prasowe MF nie odpowiedziało wczoraj na pytanie DGP o łączną wartość przedsięwzięć, które będzie mogło zaliczyć na poczet celów klimatycznych.