Europejski Bank Inwestycyjny uruchomi 60 mld euro na kredyty, ale będzie się mogło o nie ubiegać zaledwie siedem państw, które budują w ekologicznych technologiach.

Bruksela otwiera nowe możliwości dla firm budowlanych z UE. Komisja Europejska proponuje, aby fundusze strukturalne przeznaczone na inwestycje w rozwój infrastruktury uzupełnić od 2014 roku wieloletnimi pożyczkami Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI) oraz obligacjami inwestycyjnymi gwarantowanymi przez rządy krajów UE. Pojawia się jednak pytanie: kto miałby spłacać długi? I czy propozycja Komisji nie jest nowym sposobem na zwiększenie długów państw? Wątpliwości budzi również cel, na który mają być wydawane pieniądze – chodzi o ograniczenie energochłonności przemysłu i budownictwa. Takimi technologiami zajmuje się jak do tej pory jedynie 7 z 27 państw UE. Polski na tej liście nie ma.

– Dzięki temu w UE pojawi się przeszło dwa razy więcej pieniędzy na projekty budowlane w nadchodzących 7 latach (do 2020 roku) – mówi DGP Sara Tironi, rzeczniczka Komisji Europejskiej.

W dotychczasowym projekcie nowego budżetu Unii fundusze strukturalne przeznaczone na rozwój infrastruktury miały wynosić 55 mld euro. Teraz będą one uzupełnione o 60 mld euro kredytów EBI oraz 4,5 mld euro obligacji inwestycyjnych. Do dyspozycji beneficjentów będzie więc łącznie na lata 2014 – 2020 120 mld euro.

Zasady otrzymywania pomocy się nie zmienią. Nadal pomoc z funduszy strukturalnych będzie mogła łącznie pokryć do 85 proc. kosztów projektu, przy czym w części wsparcie będzie się składało z darowizn, a w części z wieloletnich kredytów – dodaje Tironi.

Nowy system finansowania, który ma już wstępną zgodę przywódców UE, spowoduje jednak, że znacznie więcej firm będzie mogło korzystać ze wsparcia.

W obecnym budżecie Unii Polska jest tym krajem, który dostał największą część funduszy strukturalnych (łącznie 67 mld euro). Jednak zwiększenie puli nie oznacza, że środki na rozwój inwestycji w Polsce automatycznie się zwiększą. Nasz kraj wciąż potrzebuje funduszy na budowę zupełnie podstawowej infrastruktury: autostrad, szybkich linii kolejowych, oczyszczalni ścieków. Tymczasem, jak tłumaczy Sara Tironi, priorytety nowego programu zostały ustawione w taki sposób, aby uwzględnić potrzeby wszystkich krajów Unii.

Po załamaniu rynku nieruchomości w takich krajach, jak Hiszpania czy Irlandia uznaliśmy, że odbudowa budownictwa jest kluczowa dla przełamania kryzysu. W tym sektorze wciąż pracuje 20 mln osób i dostarcza on 10 proc. dochodu narodowego Unii – podkreśla rzeczniczka KE.

Nowym priorytetem programu inwestycyjnego Brukseli ma być w szczególności ograniczenie energochłonności przemysłu i budownictwa. To dziedzina, w której Polska ma duże zaległości.

– W ciągu minionych 10 lat energochłonność polskiej gospodarki zmniejszyła się o 1/3, ale wciąż jest dwukrotnie większa niż średnio w UE – tłumaczy prof. Krzysztof Żmijewski ze Społecznej Rady Narodowego Programu Redukcji Emisji.

Nowy program UE ma w szczególności wspierać przebudowę budynków w taki sposób, aby radykalnie ograniczyć energię potrzebną do utrzymania ich bilansu cieplnego. Jednak pomoc na takie projekty będą otrzymywały firmy tylko z tych krajów, które przejęły przepisy wprowadzające ulgi podatkowe i dopłaty do kredytów dla wdrażania technologii ograniczających zużycie energii. Na razie ten warunek spełnia tylko siedem państw UE: Austria, Czechy, Dania, Wielka Brytania, Finlandia, Francja i Niemcy. Przepisy w Danii zakładają np., że do 2020 roku normy budowlane zostaną zaostrzone w taki sposób, aby ograniczyć zużycie energii o 75 proc. W Holandii ten współczynnik ma spaść o 50 proc. do 2015 roku.

Projekt Komisji zakłada jednak także ujednolicenie przepisów budowlanych w UE (tzw. eurocode), co ma ułatwić zdobycie przez firmy z jednego kraju zamówień na kontrakty w innym państwie. O takie rozwiązanie od lat starał się polski rząd w nadziei, że pomoże to firmom budowlanym rozwinąć skrzydła w całej Unii.

Nasz kraj wciąż potrzebuje środków na rozwój dróg czy oczyszczalni.