We wtorek po południu Amber Gold na swojej stronie internetowej poinformował, że "w dniu dzisiejszym (we wtorek - PAP) rachunek bankowy jest zakładany". Jednocześnie firma zapewnia, że "po jego otwarciu rozpocznie wypłatę środków klientom". Firma przypomina, że realizacja wypłat będzie trwać do trzech dni roboczych. W komunikacie przypomina, że "Amber Gold do poniedziałku pozostawał bez rachunku bankowego".

Zespół Amber Gold "przeprasza za wszelkie niedogodności i prosi o cierpliwość".

Klienci oddziału Amber Gold w Gdańsku byli informowani, że w przypadku zakończenia lokaty otrzymają pieniądze w 2-3 dni, a w przypadku zerwania lokaty środki wpłyną na ich konta w ciągu 45 dni.

Prezes Amber Gold Marcin Plichta poinformował w poniedziałek, że dziennie ok. 300 klientów zrywa umowy z Amber Gold. Dodał, że pieniądze, ze względu na zerwanie umowy, będą wypłacane m.in. bez odsetek i pomniejszone o 19,5 proc. We wtorek jeden z klientów w Gdańsku mówił, że od pracowników firmy usłyszał, że otrzyma ok. połowy zainwestowanej kwoty.

Gdański oddział Amber Gold przy ul. Stągiewnej w ciągu kilku godzin odwiedziło kilkudziesięciu klientów.

Natomiast w łódzkim oddziale Amber Gold nie było we wtorek ok. południa tłoku. Do placówki przychodzili klienci, ale niechętnie rozmawiali z mediami.

Te osoby, które zdecydowały się na rozmowy przyznały, że nie wiedzą jeszcze, czy będą wycofywać wkłady. Jak mówiły, zostały poinformowane w placówce, że jeśli zerwą umowę, to stracą ok. 30 proc. wkładu.

Jedna z nich stwierdziła, że czuje się oszukana przez firmę, bo przy podpisywaniu umowy nikt nie zwrócił na to uwagi. Ma też pretensję do siebie, że przed założeniem lokaty nie przeczytała dokładnie umowy.

Inny z klientów, który wyszedł z placówki powiedział, że nie zamierza wypłacać pieniędzy przed upływem terminu. Jak mówił, umowę ma do grudnia i do tego czasu poczeka, bo podobnie jak pozostali straciłby ok. 30 proc. zainwestowanej kwoty. "To dla mnie zbyt duża strata" - mówił. Cały czas liczy, że sytuacja się uspokoi, a on w najgorszym układzie w grudniu dostanie to, co wpłacił.

Przyznał, iż nie wini za całą sytuację Amber Gold, ale te "osoby i instytucje, które do tej sytuacji doprowadziły". Nie chciał podać nazwisk i nazw.

Do wrocławskiego oddziału Amber Gold rano we wtorek zgłosiło się kilkanaście osób. W rozmowie z PAP wszyscy deklarowali, że chcą wypłacić pieniądze powierzone spółce.

"Nie można wypłacić pieniędzy od razu, trzeba czekać ponad 40 dni. Nie było tego w umowie, którą zawarłem z Amber Gold i teraz zostało to zmienione" - twierdził w rozmowie z PAP mężczyzna, który chce wycofać swoje pieniądze.

Pod wrocławskim oddziałem stali przede wszystkim starsi ludzie.

Prezes Amber Gold Marcin Plichta powiedział w poniedziałek: "od jutra (od wtorku - PAP) powinniśmy operacyjnie rozpocząć wypłatę środków klientom". Dodał, że wypłata może potrwać trzy dni robocze.

Nie zdradził jednak, w jakim banku miałby być założony rachunek bankowy firmy. Zapewnił, że Amber Gold jest w stanie spłacić wszystkich swoich klientów. "Udowodnimy to we wtorek" - zapewnił.

Prokurator Wojciech Szelągowski z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku poinformował PAP, że do wtorku do prokuratury wpłynęło ok. dziesięciu zawiadomień od klientów spółki, które dotyczą niekorzystnego rozporządzenia mieniem. Klienci uważają, że mogli paść ofiarą oszustwa.

KNF umieściła Amber Gold na tzw. liście ostrzeżeń publicznych, ponieważ ma wątpliwości, czy spółka nie wykonuje czynności bankowych bez licencji.

Amber Gold to firma inwestująca w złoto i inne kruszce, działająca od 2009 r. Klientów kusiła bardzo wysokim oprocentowaniem inwestycji - przekraczającym nawet 10 proc. w skali roku, które znacznie przewyższało oprocentowanie lokat bankowych.