Owa rewolucja nie wynika jednak – jak można było początkowo sądzić - z przyznania się do winy zwolenników starych szkół. Transformacja ta jest bowiem elementem długotrwałej zmiany w kierunku ekonomii bardziej empirycznej, która zadaje pytanie o to, co twarde dane mogą nam powiedzieć o świecie.

Nowe dane na wyciągnięcie ręki

Twoja karta miejska zapisze czas, w którym podróżowałeś metrem. Twoja przeglądarka zapamięta, jak ci idzie praca i jak wiele czasu marnujesz i odkładasz rzeczy na później. Popołudniowy zakup kawy w sieci kawiarni wskaże twoje upodobanie do tego typu napojów i ciastek, zaś ruch na skrzynce pocztowej pozwoli zrekonstruować sieci zarówno zawodowych jak i prywatnych kontaktów. 

W tym samym czasie wzrost możliwości obliczeniowych komputerów uczynił niezwykle łatwą analizę wszystkich danych, które w ten sposób wyprodukujesz. Ekonomista z laptopem w ciągu kilku sekund może je przeanalizować. Zaledwie kilka dekad temu ekonomiści, aby móc analizować takie dane, musieli natrudzić się znacznie bardziej.

Dzięki nowym, wyłaniającym się w ten sposób możliwościom obliczeniowym niejaki Raj Chetty, profesor ekonomii z Uniwersytetu Harvarda, na podstawie obserwacji zeznań podatkowych (łącznie około 6 mld obserwacji) mógł m.in. zbadać, w jaki sposób twój nauczyciel z przedszkola może wpływać na wysokość twoich zarobków w długim terminie. Z kolei Roberto Rigobon i Alberto Cavallo, ekonomiści z Sloan School of Management przy MIT stworzyli “Billion Prices Project”, który umożliwia codzienne sczytywanie cen od sprzedawców online, natomiast w naszym ostatnim badaniu udało nam się przeanalizować na podstawie milionów respondentów, czym jest dla nich szczęście.

Zmiana roli teorii

Przesunięcie w kierunku jeszcze bardziej empirycznej ekonomii nie oznacza jednak, że teoria stała się mniej ważna. W czasach, kiedy zdobycie danych było kosztowne i wymagało wielu poświęceń, teoria pełniła rolę uzupełnienia dla brakujących danych. Dziś jej zadaniem jest uporządkowanie istniejących terabajtów informacji tak, aby z chaosu dostępnych informacji zbudować sensowną całość. 

Ekonomiści przez dekady zakładali, że ludzie w swoich zachowaniach dokonują racjonalnych, przemyślanych decyzji. Bez dostępu do danych, które pomogłyby nam zrozumieć, jak jest naprawdę, wybór teorii racjonalnego wyboru uchodził za bezpieczny i przekonujący, nawet jeśli teoria ta mijała się z prawdą.

Wraz z pojawieniem się nowych danych na praktycznie każdy temat, od informacji dotyczących naszych wyborów co do inwestycji na emeryturze, po informacje związane z rozgrywkami NBA, nauczyliśmy się, że prosty, racjonalny homo economicus jednak nie wyjaśnia wszystkiego.

Mamy znacznie większą możliwość uchwycenia błędów w rozumowaniu, które częstokroć wiodło ludzi na manowce. Wiemy też, że spędzali oni nad podjęciem decyzji wiele czasu, zastanawiając się, czy pójść na basen, odchudzać się, oszczędzać. Dzięki temu możemy tak zmodyfikować nasze polityki, aby pozwalały nam one zmieniać nasze zachowania w dobrym kierunku.

Jednak pomimo tego, że dziś wszystkie te odkrycia wydają się oczywiste, przez ostatnie dekady tak nie było. Wówczas garstka „ekonomicznych odszczepieńców” spod znaku ekonomii behawioralnej, takich jak Daniel Kahneman, Richard Thaler czy Matthew Rabin zajmowali się propagowaniem tej wiedzy. Dziś podejście behawioralne dominuje prawie we wszystkich badaniach ekonomicznych.

Kiedyś, dzięki modelom matematycznym, które miały pomóc ekonomistom zrozumieć świat, uczyniono jeszcze jedno, osobliwe założenie. Mianowicie, że zachowanie grupy jednostek, np. amerykańskich konsumentów, może być modelowane w taki sposób, jakby ta grupa tworzyła jedną całość. Dziś, kiedy mamy już znacznie więcej danych opisujących indywidualne decyzje, takie modele możemy zastosować do każdej jednostki z osobna.

Ekonomiczne soczewki

Być może największą konsekwencją eksplozji różnych danych jest zrozumienie, w jaki sposób myślenie ekonomiczne przenika prawie każdy aspekt naszego życia. Założenie „ekonomicznych soczewek” może być bardzo pomocne w wyjaśnianiu strategicznych interakcji, przyczyn dyskryminacji, wzorów zawierania związków i rozwodów, a także tego, w jaki sposób działa machina polityki.

Wchodzenie ekonomistów w nowe obszary działalności nie zawsze były witane z otwartymi ramionami przez siostrzane nauki społeczne. Istnieją tu dwie postawy. Z jednej strony socjologia, nauki polityczne czy psychologia wielokrotnie odgrywały ważną rolę w analizie ekonomicznej – świetnie pokazuje to przykład psychologa noblisty – Kahnemana.

Z drugiej jednak strony ten nowy rozdział ekonomii może nie podobać się tym, którzy po kryzysie finansowym oczekiwali, że nabierze ona pokory.. Bez wątpienia – kryzys spowodował pewne zakłopotanie wśród ekonomistów. Wielu z nich faktycznie wstąpiło na drogę publicznego „poszukiwania wartości”. Inni, tacy jak Paul Krugman, zaproponowali narrację, która przeżywa obecnie regres.

Nasza nowa historia jest jednak inna. Rewolucja technologiczna przyniosła ekonomii możliwości, o których nasi przodkowie mogli tylko pomarzyć. W efekcie zrodziła się nauka, która ma lepszy kontakt z rzeczywistością. Pozostaje nam mieć nadzieję, że nowe możliwości pozyskiwania i analizy danych poprawią naszą zdolność do rozumienia ekonomii i pomogą uniknąć następnego kryzysu.

Betsey Stevenson jest profesorem polityk publicznych (public policy) na Uniwersytecie Michigan. Justin Wolfers jest profesorem ekonomii i polityk publicznych na Uniwersytecie w Pensylwanii, związany z Brookings Institution.