Jego kapitalizacja zaczęła się kurczyć po tym, jak amerykański nadzór finansowy zagroził cofnięciem licencji za rzekomą współpracę Brytyjczyków z objętym sankcjami Iranem.

Według Departamentu Usług Finansowych w Nowym Jorku (DFS) bank w latach 2001 – 2007 wykonał ponad 60 tys. transakcji na łączną sumę 250 mld dol., usuwając uprzednio dane indentyfikacyjne irańskich klientów.

Jeżeli wyniki śledztwa potwierdzą oskarżenia, będzie to koniec obecności brytyjskiego banku na amerykańskim rynku. W reakcji na groźby DFS akcje Standard Chartered na giełdzie w Londynie straciły wczoraj 23 proc. wartości. (ok. 15 mld dol.).

To kolejny bank przyłapany przez Amerykanów w ciągu ostatnich pięciu lat na współpracy z krajami objętymi sankcjami. W lipcu karę w wysokości 700 mln dol. zapłacił brytyjski HSBC, który prał pieniądze m.in. Iranu i karteli narkotykowych z Meksyku. Z kolei bank ING za złamanie amerykańskich sankcji wobec Kuby i Iranu musiał zapłacić 619 mln dol. W przypadku Standard Chartered na grzywnie się nie skończy. Przy okazji 9-miesięcznego śledztwa wyszło też na jaw, że bank prał pieniądze Libii, Birmy i Sudanu, państw również objętych sankcjami. Atak na Standard Chartered to poważny cios dla reputacji banku, uchodzącego za jeden z najbardziej solidnych i stabilnych w Wielkiej Brytanii.