Do głośnych bankructw doszło w tym roku w Rosji. Jako pierwsze upadłość ogłosiło w styczniu jedno z największych biur na rynku – Lanta Tour. Za granicą utkwiło 9,5 tys. turystów. Działo się to w czasie kampanii prezydenckiej, a płynności finansowej firmie nie udało się utrzymać nawet po interwencji Władimira Putina. Ówczesny premier nakazał państwowemu bankowi WTB udzielić operatorowi nisko oprocentowanej pożyczki. W ciągu ostatniego półrocza upadły także agencje ITC, Idealny Świat czy działająca od pięciu lat Dookoła Świata.

Z usług operatorów rosyjskich w ubiegłym roku skorzystało o 22 proc. mniej Rosjan – tak problemy tłumaczą firmy. A gdy ceny ropy podskoczyły z 80 dol. za baryłkę w IV kwartale 2010 r. do ponad 120 dol. na początku 2011 r., koszty transportu sięgnęły 50 proc. wartości wycieczki. Aby wyjść z dołka, rosyjskie agencje rozpoczęły ze sobą wojny na ceny.

Jak wynika z szacunków Rosyjskiego Stowarzyszenia Przemysłu Turystycznego, 45 proc. ofert ma charakter dumpingowy. Wycieczki do Europy często sprzedawane są o 120 euro taniej niż realny koszt. W przypadku Dominikany do progu rentowności średnio brakuje 230 dol., wycieczki do Indii czy Tajlandii operatorzy sprzedają ponad 300 dol. taniej, niż wynosi realny koszt. – Wszystko po to, by przyciągnąć turystów i zwiększyć obroty – uważa Irina Tiurina z Rosyjskiego Stowarzyszenia Przemysłu Turystycznego.

Podobnym tropem poszły biura z Czech. W efekcie w ciągu tego sezonu turystycznego zbankrutowało aż sześciu operatorów. Wśród nich CK Asteri Tour, CK Redgreentours, CK Filip czy Global Tour. – Nie dały rady z konkurencją. Czeski rynek to jedna czwarta polskiego, a działa tu 1,4 tys. operatorów. Zamiast wywalczyć miejsce na rynku za pomocą atrakcyjnego produktu, firmy postawiły na cięcie cen. Dumpingowcom udało się zdobyć 1 proc. rynku. Potem upadli – mówi w rozmowie z DGP Jan Papez ze Stowarzyszenia Czeskich Biur Turystycznych.

Niewiele lepiej jest w przypadku Wielkiej Brytanii. W ubiegłym roku na Wyspach upadło aż 41 touroperatorów.

Zbankrutowali głównie ci, którzy specjalizowali się we wczasach w Tajlandii. Po tym jak państwo nawiedziła katastrofalna w skutkach powódź, wiele osób zrezygnowało z wyjazdów. Według agencji monitorującej rynek turystyczny Wilkins Kennedy traciły też agencje wysyłające ludzi do państw Bliskiego Wschodu, ogarniętych zamieszkami lub ich groźbą. Z kolei jak szacuje firma Euromonitor, popyt na wczasy w Egipcie spadł w Europie o 37 proc., a w Tunezji o 35 proc. w 2011 r. Z tego powodu płynności finansowej niemal nie utraciła największa brytyjska firma Thomas Cook. Dyrektor generalny firmy Sam Weihagen powiedział, że od czasu rewolucji w Tunezji „Francuzi przestali podróżować”. Operator wpadł w miliardowe długi. Firma poniosła najwyższe straty w Belgii, Holandii i we Francji.