Nie jest to fragment utworu literackiego klasy C czy D mojej własnej produkcji. To próba oddania spotkania z klientką Bezpiecznej Kasy Oszczędności. Był rok 1990, jako dziennikarski stażysta otrzymałem zadanie porozmawiania z ofiarami ówczesnej piramidy finansowej. Jedną z nich była załamana starsza pani, która, o ile dobrze pamiętam, włożyła w BKO wszystkie swoje oszczędności. Nawiasem mówiąc, nie zrobiła tego wyłącznie z chęci ponadprzeciętnego zysku, znacznie bardziej istotna była chęć ucieczki od galopującej wówczas inflacji.

Ale ofiary piramid finansowych nie mają wyłącznie oblicza niezamożnych polskich emerytów. Steven Spielberg, John Malkovich czy gwiazda bejsbolu Sandy Koufax zaufali sympatycznemu gościowi, znającemu na wylot świat finansów, niejakiemu Bernardowi Madoffowi. Ba, zaufali! Na siłę wciskali mu swoje pieniądze, gdyż Madoff – i w tym nie można mu odmówić taktycznego geniuszu – do swojej piramidy nie wpuszczał byle kogo. Zresztą osobistości z Hollywood znalazły się w potrzasku Madoffa w znakomitym towarzystwie czołowych światowych instytucji finansowych.

Dzisiaj Madoff odsiaduje wyrok 150 lat więzienia. Jego historia przycichła, a w Stanach coraz rzadziej zadaje się pytanie, jak jego twórcza działalność w ogóle była możliwa. Przecież fundusz Madoffa corocznie wypracowywał zyski niezależnie od koniunktury na rynku, w dodatku były to zyski powtarzalne i oscylowały wokół 12 proc. I tak przez ponad 20 lat. Dalej – istniało całe grono ludzi, które twierdziło, że w tej historii coś jest nie tak. Najbardziej zawzięci wyliczyli, że utrzymywanie takiego poziomu corocznego zysku jest po prostu niemożliwe. Powiadomili SEC, amerykański odpowiednik polskiego nadzoru finansowego. I co? I nic, piramida Madoffa musiała się rozpaść sama, dobita światowym kryzysem. Inwestorzy stracili około 35 mld dol.

Piszę o tym wszystkim oczywiście w kontekście tego, co się dzieje na naszym własnym podwórku z Amber Gold. Piszę, życząc klientom tej instytucji, żeby wykaraskali się z kłopotów. Ale jednocześnie ze zdziwieniem słuchając głosów pojawiających się tu i ówdzie, że piramidy należy całkowicie wyplenić z rzeczywistości, po prostu wyrwać chwasta.

Oczywiście wyplenić trzeba, trzeba wyrwać chwasta, tylko że, jak to z chwastami bywa, całkowicie pozbyć ich się nie da. Przede wszystkim dlatego że pożywką dla nich jest arcyludzkie zjawisko, które możemy nazwać żądzą zysku, ale które też nieco spokojniej określić jako dążenie do jak najbardziej skutecznego pomnożenia swoich oszczędności. I będzie ono istniało niezależnie od poziomu wykształcenia społeczeństwa, zdarzało się tak wśród polskich emerytów, jak i amerykańskich elit, gdzie przecież historia Madoffa nie była jedyną. Ludzie po prostu chcą mieć więcej pieniędzy i tyle.

Dobrze, wprzęgnijmy zatem w proces pielenia instytucje państwa. Być może KNF czy prokuratura zrobiły w sprawie Amber Gold zbyt mało. Być może nadzór finansowy powinien trąbić na prawo i lewo, że ta firma nie daje żadnych gwarancji obecnych w systemie finansowym nadzorowanym przez KNF i być może narusza prawo. Niewykluczone, że ma sens pomysł, by tego typu instytucje miały wręcz obowiązek informować o swojej „pozasystemowości”, tak jak koncerny tytoniowe donoszą o szkodliwości palenia na paczkach papierosów.

Oby to ograniczyło skalę ludzkiej naiwności. Trzeba jednak pamiętać o triku, jaki stosował Amber Gold. Pieniędzy tam się nie wkładało na pospolitą lokatę, tylko inwestowało w złoto. Szyte grubymi nićmi? Być może, jednak parę tysięcy ludzi to przekonało, nie tylko w wymiarze kilkunastoprocentowych zysków z „lokat”, lecz także w wymiarze bezpieczeństwa.

Będziemy mieli tutaj do czynienia ze swoistym wyścigiem. Z jednej strony restrykcje i nasilona propaganda administracji, z drugiej – coraz bardziej wyrafinowany schemat piramid proponujących zysk z superatrakcyjnych i absolutnie bezpiecznych nieruchomości gdzieś na świecie, inwestycji w kopalnie kruszców w Afryce czy obligacje chwilowo mało znanych, ale bardzo przyszłościowych korporacji.

Nie znaczy to oczywiście, że nie należy robić niczego. Ale zakładanie, że na przykład KNF jest w stanie zmienić ludzką naturę, jest naiwnością. Co najmniej taką samą jak wiara w ponadprzeciętne zyski.