Niemiecki T-Mobile i francuski Orange rozpoczęły wojnę wizerunkową. Pierwszy zadał celny cios, ogłaszając wyniki po drugim półroczu. Okazało się, że zwiększył on liczbę aktywnych kart SIM w drugim kwartale o 537 tys., w tym 76 tys. klientów abonamentowych. Zakończył dzięki temu półrocze z ponad 15 mln klientów, wyprzedzając dotychczasowego lidera – Orange – w którego sieci działa 14,7 mln kart. O 49 tys. do 826 tys. wzrosła też w T-Mobile liczba klientów mobilnego internetu.

– To był najlepszy wynik od dwóch lat – twierdzi Miroslav Rakowski, prezes Polskiej Telefonii Cyfrowej, operatora T-Mobile w Polsce. I dodaje, że sieć obserwuje utrzymującą się tendencję wzrostową, jeśli chodzi o przenoszenie do niej numerów. Teraz jest ich trzy razy więcej niż przed zmianą marki z Ery na T-Mobile.

Biznesowo liczby te mają niewielkie znacznie, ale wizerunkowo ogromne. Do tego stopnia, że Orange, przeczuwając wynik konkurenta, poskarżył się wcześniej do Urzędu Komunikacji Elektronicznej na sposób liczenia kart przez T-Mobile. Zarzucił mu zawyżanie statystyki poprzez stosowanie innej definicji aktywnych kart SIM i zliczanie nawet tych, które w ciągu roku przynajmniej raz łączyły się z siecią. Mariusz Gaca, prezes PTK Centertel, poprosił nadzór o ustalenie jednego standardu. T-Mobile broni się, że wszystko robi w porządku, a Orange kontruje: – Gdybyśmy liczyli karty SIM, tak jak oni, mielibyśmy ich na koniec drugiego kwartału aż 16,9 mln.

– Ta zabawa między operatorami będzie trwała w najlepsze, bo liczba kart SIM jest ważna, jeśli można dzięki niej pochwalić się tytułem lidera – tłumaczy Paweł Puchalski, szef analityków DM BZ WBK.

Maciej Witucki, prezes Orange Polska, w skład której wchodzi francuska sieć, nie ukrywa, że różne standardy to jednak na dłuższą metę kosztowny problem. –Teraz T-Mobile ogłasza, że jest pierwszy. Potem, gdy go przegonimy, ja będę musiał ogłosić w mediach, że jestem większy. A to kosztuje – tłumaczył podczas ogłaszania wyników za drugi kwartał szef spółki.

Eksperci podkreślają, że obie sieci stały się poniekąd niewolnikami wojny na SIM-y. Polkomtel, który ma ich 13,8 mln, przyznał, że nie będzie się licytował. Przynajmniej na razie. A Playowi na razie daleko do czołówki z liczbą 7,8 mln klientów.

Poza potyczkami wizerunkowymi, w drugim półroczu zmiany układu sił między Orange a T-Mobile pod względem wyników finansowych raczej nie będzie. – Nie spodziewałbym się znaczących zmian, chyba że któryś z operatorów zdecyduje się na agresywną promocję, co przysporzy klientów, ale odbije się na kosztach – dodaje Paweł Puchalski.

Takiej strategii oczekuje jednak bardziej po Play, który tylko do końca roku będzie czerpał korzyści z asymetrii w stawkach MTR (hurtowych opłatach wymienianych między operatorami), dzięki której za każde rozpoczęte połączenie dostaje od konkurentów więcej, niż sam im płaci. – Spodziewałbym się agresywnych ofert z jego strony, by do końca roku złowić jeszcze jak najwięcej klientów na korzystnych dla siebie warunkach – tłumaczy. Nowości ofertowe zapowiadają także T-Mobile oraz Orange. Maciej Witucki podkreślał, że spółka pracuje nad poszerzeniem oferty Orange Open. Nad własną ofertą pakietową pracuje też Plus, który wystartuje z nią jesienią.

Więcej klientów, mniejszy przychód

T-Mobile ogłosił wczoraj, że w drugim kwartale jego wpływy na polskim rynku spadły o 0,9 proc. do 1,77 mld zł, co daje mu drugie miejsce za Orange. T-Mobile wyprzedza Orange pod względem EBITDY, która wyniosła 592 mln zł, oraz marży EBITDA na poziomie 33,3 proc. Mimo że w stosunku do ubiegłego roku spadła ona o 5,5 pkt proc. w efekcie wysokich kosztów utrzymania i pozyskiwania nowych klientów. Spółka podała, że dzięki rebrandingowi spontaniczna znajomość marki w czerwcu wzrosła do 69 proc., a wspomagana do 95 proc. Przyczyniło się to do zmniejszenia wskaźnika odejść klientów kontraktowych w drugim kwartale o 0,2 pkt proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem; wynosi on 0,8 proc.