W wypadku, do którego doszło 12 sierpnia ub. roku w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego, zginęły dwie osoby, a prawie 80 zostało poszkodowanych. Z raportu PKBWK wynika, że przyczyną wypadku było przekroczenie dopuszczalnej prędkości pociągu i nie zastosowanie się przez maszynistę do wskazań semaforów. Raport trafił już do piotrkowskiej prokuratury, która prowadzi śledztwo w tej sprawie.

Z raportu Komisji wynika, że bezpośrednią przyczyną wypadku było przekroczenie dopuszczalnej prędkości pociągu podczas wjazdu z toru szlakowego nr 2 na tor nr 1 na stacji Baby na sygnał zezwalający na semaforze wjazdowym i jazda z prędkością 113,1 km/h na kierunek zwrotny po rozjazdach nr 101 i 102, przy dopuszczalnej prędkości jazdy dla tego kierunku do 40 km/h.

Analiza - w ocenie Komisji - przeprowadzonych badań urządzeń sterownia ruchu pociągów po wypadku, zapisów rejestratorów łączności pociągowej, rejestratora prędkości lokomotywy pociągu oraz analiza wysłuchań pracowników, w szczególności maszynisty pociągu "z całą stanowczością przemawiają, że wypadek był konsekwencją czynnika ludzkiego - nie zastosowania się przez maszynistę do wskazań urządzeń sterowania ruchem kolejowym tj. semaforów". Nakazywały one zmniejszenie prędkości do 40 km/h.

>>> Zobacz też: Katastrofa kolejowa pociągu TLK Warszawa-Katowice (ZDJĘCIA)

Jak wskazano w raporcie, maszynista podczas pierwszej rozmowy radiotelefonicznej, którą nawiązał z dyżurnym ruchu stacji Baby "potwierdza ten stan rzeczy używając sformułowania +w rozjazd wjechałem z za dużą szybkością, nie, coś z semafora chyba nie przyuważyłem+". Według raportu podczas późniejszego dochodzenia maszynista nie był w stanie wytłumaczyć, dlaczego użył takiego sformułowania i nie przyznał się do przyczynienia się do zaistnienia wypadku.

Z ustaleń Komisji wynika, że maszyniści innych pociągów, które jechały tego dnia w tym samym kierunku, nie zgłaszali nieprawidłowości w działaniu urządzeń sterowania ruchem kolejowym.

Zdaniem zespołu powypadkowego na zdarzenie miała również wpływ "niedostateczna koncentracja uwagi i brak skutecznej obserwacji drogi przebiegu, w szczególności wskazań semaforów przez maszynistę, co mogło wynikać ze zmęczenia". Ustalono, że do wypadku doszło w dziewiątej godzinie pracy maszynisty.

O niedostatecznej koncentracji - według komisji - ma świadczyć też fakt, że podczas jazdy pociągu maszynista przeprowadził cztery rozmowy telefoniczne przez prywatny telefon komórkowy.

W ocenie Komisji przewoźnik PKP Intercity nie zapoznał maszynisty z regulaminem tymczasowego ruchu pociągów na szlaku Rokiciny-Baby. Maszynista - jak podaje raport - nie mając aktualnego rozkładu jazdy mógł mieć świadomość opóźnienia pociągu o 6-7 minut, podczas gdy w stosunku do zmienionego rozkładu jazdy pociąg dojeżdżał do stacji Baby bez opóźnienia.

Do wypadku - według raportu Komisji - przyczynił się również fakt, że maszynista nie założył okularów korekcyjnych, mimo że ich stosowanie było zalecone przez okulistę, który sprawdzał jego wzrok podczas badań okresowych.

>>> Czytaj też: Najtragiczniejsze wypadki kolejowe w Polsce (kalendarium)

Z raportu wynika, że pomimo adnotacji w dokumentacji medycznej o konieczności stosowania przez maszynistę podczas pracy okularów korekcyjnych, uprawniony lekarz orzecznik kolejowej medycyny nie wpisał takiej adnotacji w końcowym orzeczeniu lekarskim o zdolności do pracy w charakterze maszynisty.

W ocenie zespołu powypadkowego brak okularów podczas prowadzenia pociągu również mógł "przyczynić się do trudności w odczytaniu sygnałów semaforów, szczególnie z dużej odległości i w warunkach dużego natężenia światła słonecznego, przy jednoczesnym zmęczeniu pracą".

W raporcie zwrócono uwagę, że przepisy ruchu kolejowego obowiązujące u zarządcy infrastruktury PKP PLK nie obligują dyżurnych ruchu do dodatkowego informowania maszynisty o zmianie toru wjazdowego na stację w stosunku do toru wynikającego z rozkładu jazdy pociągów w przypadku, gdy wiąże się to z koniecznością ograniczenia prędkości pociągu z uwagi na jazdę na kierunek zwrotny rozjazdów, wchodzących w skład drogi przebiegu. Komisja zwróciła uwagę, że dla podniesienia bezpieczeństwa dyżurni ruchu często z własnej inicjatywy dodatkowo informują maszynistów o zmianie toru i związanej z tym konieczności ograniczenia prędkości.

Zdaniem zespołu należy rozważyć sformalizowanie w instrukcji Ir-1 zarządcy infrastruktury takiego sposobu postępowania dyżurnych ruchu jako obowiązującego dla całej sieci i jako elementu przyczyniającego się do poprawy bezpieczeństwa ruchu kolejowego. W ocenie zespołu nie należy wykluczyć, że w tym przypadku "takie działanie mogłoby zapobiec lub ograniczyć skutki zdarzenia".

To jedna z rekomendacji Komisji. Wśród innych jest także m.in. zalecenie dla PKP Intercity dot. podjęcia działań, które mają na celu wprowadzenie wewnętrznych procedur informowania zainteresowanych pracowników o zmianach w rozkładach jazdy pociągów we wszystkich jednostkach organizacyjnych przewoźnika oraz procedury zapoznawania zainteresowanych pracowników z tymczasowymi regulaminami prowadzenia ruchu w związku z planowanymi robotami torowymi wymagającymi zamknięcia torów lub ograniczenia prędkości pociągu.

>>> Zobacz też: Kazimierowski: Polska kolej jest bezpieczna, bo jeździ wolno

Inne zalecenie Komisji, to wprowadzenie w regulaminach przewoźników zakazu używania telefonów komórkowych przez prowadzących pojazdy w trakcie jazdy, za wyjątkiem sytuacji szczególnych, tj. wypadek czy brak łączności.

Natomiast Centrum Naukowe Medycyny Kolejowej ma zobowiązać lekarzy orzeczników dopuszczających do pracy osoby na stanowiskach maszynistów i pomocników maszynistów do wpisywania w zaświadczeniu lekarskim konieczności noszenia okularów korekcyjnych w przypadku, jeśli lekarz okulista wskaże na taką konieczność podczas profilaktycznych badań lekarskich.

Jak poinformowała w piątek w komunikacie dla mediów spółka PKP Intercity, zalecone przez PKBWK procedury zostaną wdrożone w najbliższych miesiącach. "Do części z nich spółka już się zastosowała, m.in. procedury dot. przebywania nieuprawnionych osób w kabinie maszynisty" - poinformowano w komunikacie przewoźnika.

PKP Intercity złoży po wdrożeniu zaleceń raport w tej sprawie do Państwowej Komisji Badania Wypadków Kolejowych oraz Urzędu Transportu Kolejowego.

"Wszelkie działania, które mogą mieć wpływ na podniesienie poziomu bezpieczeństwa pasażerów oraz załóg pociągów będą przez PKP IC realizowane w trybie pilnym. Wypadek w Babach badaliśmy także niezależnie od postępowania Komisji, a wnioski posłużyły nam do wprowadzenia zmian w istniejących procedurach" - wyjaśniono w komunikacie.

Rzecznik PKP PLK Krzysztof Łańcucki powiedział, że spółka otrzymała raport Komisji. "Zalecenia skierowane do nas oczywiście będziemy wykonywali zgodnie z zaleceniami państwowej komisji. W przypadku aktu prawnego musi być on przygotowany w ten sposób, żeby mógł zostać wprowadzony przez właściwe władze, a to nie może odbywać się z dnia na dzień" - zaznaczył Łańcucki.

12 sierpnia ub. roku w wyniku wypadku pociągu pasażerskiego TLK relacji Warszawa Wschodnia-Katowice wykoleiła się lokomotywa i cztery wagony. Lokomotywa uderzyła w nasyp, a jeden z wagonów wypadł z torów i przewrócił się. W katastrofie na miejscu zginął 52-letni mieszkaniec Częstochowy; kilka tygodni później w szpitalu zmarła 63-letnia mieszkanka tego miasta. W wyniku wypadku 33 osoby zostały poważnie ranne, a 45 odniosło lżejsze obrażenia.

Piotrkowska prokuratura ostatecznie przedstawiła maszyniście pociągu Tomaszowi G. zarzut sprowadzenia katastrofy w ruchu kolejowym, której następstwem była "śmierć dwóch osób oraz doznanie obrażeń ciała różnego stopnia przez szereg innych osób". Mężczyzna nie przyznał się do zarzucanego mu czynu. Grozi mu kara do 12 lat więzienia.

Śledczy otrzymali już raport PKBWK. Jak powiedział PAP rzecznik piotrkowskiej prokuratury okręgowej Witold Błaszczyk, wnioski z raportu nie będą miały wpływu na ewentualne rozszerzenie zarzutów podejrzanemu. Natomiast - jak mówił - szereg okoliczności opisanych w raporcie, a które wskazują "na dość swobodne podejście maszynisty do swoich obowiązków", powinny mieć wpływ na wymiar kary.

Błaszczyk zwrócił uwagę, że - podobnie jak śledczy - także raport wskazuje, iż bezpośrednią przyczyną wypadku było przekroczenie dopuszczalnej prędkości pociągu. "Z raportu wynika również, że maszynista w trakcie jazdy prowadził rozmowy telefoniczne. Robił zdjęcia osobie, która znajdowała się w elektrowozie, jak kieruje ona tym pociągiem" - zaznaczył.

Dodał, że śledztwo ws. katastrofy - ze względu na potrzebę uzyskania opinii biegłych różnych specjalności - potrwa co najmniej do końca tego roku.