Piątkowe notowania przyniosły zatrzymanie zwyżek w Europie i w USA, ale to pełne gracji lądowanie nie zostało zakłócone kontrą podaży. Sprzedający nadal zachowują się tak, jakby mieli puste portfele, albo uważali dzisiejsze wyceny za obraźliwe. Dzięki temu główne indeksy mogły zakończyć tydzień w pobliżu maksimów trendu wzrostowego utrzymującego się od początku czerwca. 

Poniedziałek na rynkach azjatyckich nie przyniósł kontynuacji sielskiej atmosfery. PKB Japonii w II kwartale wzrósł o 1,4 proc. r/r, a oczekiwano wyniku 2,3 proc. Biorąc pod uwagę, że mówimy o kwartale, który miał przynieść efekty odbudowy po trzęsieniu ziemi z marca 2011 r., już oczekiwania wzrostu były bardzo skromne, zaś ostateczny wzrost PKB wskazuje na słabnącą aktywność rodzimych konsumentów. Nie wyrównany sezonowo PKB spadł o 0,6 proc. Nikkei stracił dziś rano 0,1 proc. (na początku sesji zyskiwał), a Kospi stracił 0,7 proc. Na pół godziny przed końcem handlu indeks giełdy w Szanghaju tracił 1,3 proc., a w Hong Kongu 0,5 proc. 

Przed rozpoczęciem notowań w Europie, pytanie brzmi, czy negatywne nastroje Azjatów mogą przedostać się przez Ural? Ponieważ piątkowa "realizacja zysków" przybrała płaską formę, a w Europie zabranie dziś nowych czynników (brak istotnych publikacji makro, zaś politycy rozmawiają o kryzysie przed kamerami tylko w sytuacjach podbramkowych, a więc nie dziś), zakładam, że mimo wszystko czeka nas mniej lub bardziej wierna kopia sesji piątkowej  - czyli niewielkie wahania i zmiany indeksów. W tej sytuacji nie ma większego znaczenia, czy dzień zostanie zakończony nad czy pod kreską, oczywiście o ile zakładany scenariusz się zrealizuje. W przypadku nadejścia oczekiwanej korekty, jak zwykle da ona wskazania na temat generalnej kondycji rynku.

Choć korekta ostatnich zwyżek jest powszechnie oczekiwana (co jak wiadomo, jest czynnikiem, który wspiera dalsze zwyżki), nie można wykluczyć jej nadejścia w dalszej części tygodnia. Już we wtorek poznamy kolejne dane (indeks ZEW, niemiecki PKB w II kwartale, wydatki detaliczne w USA w lipcu), które raczej potwierdzą niż rozwieją obawy. Inwestorzy na rynku obligacji nadal pozbywają się papierów Hiszpanii i Włoch nie wierząc w efekty jeszcze nie dopracowanej akcji ECB i przejawiają tym samym więcej pesymizmu niż ich koledzy z rynków akcji. Do tej pory - to jest w ostatnich tygodniach - mieszanina słabych danych i strachu o przyszłość Włoch i Hiszpanii, wspomagały rynki akcji więc nie ma powodu, by zakładać, że teraz będzie inaczej. Jeśli jednak kolejne dane nie przyniosą poprawy, a rentowności nie przestaną rosnąć, w którymś momencie iluzja pryśnie.