Z informacji, jakie uzyskaliśmy w firmach zrzeszonych w Polskim Związku Windykacji, wynika, że pierwszym półroczu tego roku zwiększyły one zatrudnienie o 10 – 20 proc. I w dalszym ciągu szukają ludzi.

Firma Kruk gotowa jest przyjąć niemal natychmiast 30 osób, a Ultimo, Euler Hermes, EGB Investments, IMA czy Euleo od kilku do kilkudziesięciu.

– To efekt rosnącej liczby podpisywanych kontraktów, a także coraz większego pakietu długów, które firmy windykacyjne skupują – mówi Radosław Ciecierski z Polskiego Związku Windykacji i prezes spółki IMA specjalizującej się w ściąganiu zaległych płatności. Z wyliczeń Ciecierskiego wynika, że tylko w jego firmie liczba zleceń windykacyjnych wzrosła w ciągu roku o 40 proc. Podobne jest w innych firmach. Windykację długów zlecają im zarówno firmy telekomunikacyjne czy energetyczne, które nie mogą same poradzić sobie z niepłacącymi klientami, jak i spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe. To efekt coraz większej kwoty zaległych należności, która na koniec czerwca przekroczyła 36 mld zł i była o 330 mln zł wyższa niż pod koniec pierwszego kwartału tego roku.

Zapotrzebowanie na pracowników jest tak duże, że na niektóre stanowiska firmy gotowe są przyjmować osoby bez doświadczenia i bez dyplomu wyższej uczelni. – Znacznie łatwiej jest wyszkolić sprawnego windykatora od podstaw, niż zmieniać złe przyzwyczajenia – tłumaczy Marcin Kozłowski, dyrektor EGB Investments. Największe zapotrzebowanie jest na pracowników call center, którzy telefonicznie przypominają klientom o opóźnieniu w płatnościach. Oraz na osoby, które piszą pisma upominające, a jeśli to nie działa, odwiedzają klientów w domach.

Zarobki w branży zaczynają się od 1,5 tys. zł brutto plus prowizja od wyegzekwowanego długu, a najlepsi wyciągają nawet po 4 – 6 tys. zł. Od windykatorów firmy wymagają przede wszystkim odporności na stres, umiejętności radzenia sobie w trudnych sytuacjach i nieulegania emocjom.

– Niestety, nie każdy się do zawodu nadaje – mówi Marcin Kozłowski, dyrektor EGB Investments. – Wiele osób nie zalicza okresu próbnego, bo np. są zbyt porywcze. Na forach internetowych aż roi się od skarg na nieokrzesanych egzekutorów. „Pracownik jednej z firm przychodzi do mojego sąsiada średnio dwa razy w tygodniu. Z reguły nikt go nie wpuszcza, więc dobija się do mnie, przyciskając dzwonek kilkanaście razy. Dzisiaj, gdy powiedziałam, że nie życzę sobie obcych osób pod moimi drzwiami, zaczął się ze mną szarpać i wyzywać”.

Takie problemy, jak zapewniają przedstawiciele Polskiego Związku Windykatorów, sprawiają głównie pracownicy małych firm. Drobnica to kilkaset spółek zatrudniających po kilka osób i działających na rynkach lokalnych. Trudno im konkurować np. z Krukiem, który reklamuje się, że odzyska długi nawet za 1 proc. prowizji, za to starają się być jak najbardziej skuteczni. Niestety, ta skuteczność czasami wychodzi poza granice prawa.

Niemal non stop rekrutacje prowadzą również parabanki, które udzielają chwilówek, czyli szybkich pożyczek gotówkowych na wysoki procent. Szukają oni opiekunów, którzy dostarczają pieniądze do domu klienta, podpisują z nim umowę, a także przychodzą do niego po raty.

Branża windykacyjna to nie tylko egzekutorzy. Firmy poszukują również prawników, negocjatorów, analityków, doradców biznesowych, menedżerów czy informatyków.

546 mln zł wyniosły przychody firm windykacyjnych w 2011 r.

30 – 40 proc. wzrosła w tym roku liczba zleceń w stosunku do roku ubiegłego

36 mld zł wynosi kwota przeterminowanych zobowiązań Polaków