Obywatele mogą skarżyć władze o niedopełnienie obowiązku ochrony ich interesów.

Od początku wakacji wnioski o ogłoszenie upadłości złożyło już dziewięciu touroperatorów. Urzędy marszałkowskie sprowadziły do kraju tysiące rodaków, którzy z dnia na dzień pozostali za granicami na lodzie. W jeszcze gorszej sytuacji znalazło się kilkadziesiąt tysięcy innych osób, które zapłaciły, a nigdzie nie pojechały. Okazuje się jednak, że mimo niewielkich gwarancji, jakie posiadali bankruci, wszyscy mają szansę na odzyskanie swoich pieniędzy. Podstawą jest dyrektywa unijna.

– Komisja Europejska nakazała, aby oddać ludziom wszystkie pieniądze, jakie wpłacili do biura – mówi Jan Korsak, ekspert rynku turystycznego. – Kraj członkowski, który przyjął dyrektywę, powinien zadbać, aby tak się stało. Jeśli tego nie zrobi, obywatele mogą pójść do sądu i domagać się zadośćuczynienia – dodaje. W jego ocenie mają pełne prawo uważać, że państwo nie dopełniło swoich obowiązków.

Resort finansów, który rozporządzenia wprowadzające przepisy dyrektywy przyjął, nie czuje się jednak winny. Małgorzata Brzoza, rzecznik resortu, przyznaje, że dyrektywa przewiduje w przypadku niewypłacalności biura podróży zwrot kosztów i jednocześnie nakazuje państwom wprowadzić obowiązkowe ubezpieczenia lub gwarancje, które mają stanowić zabezpieczenia tych roszczeń. Jednak nic nie mówi o tym, że w przypadku braku wystarczającego zabezpieczenia to państwo powinno oddać pieniądze. – Przyczyną obecnych problemów nie są regulacje prawne, ale ich praktyczne zastosowanie przez przedsiębiorców wykonujących usługi turystyczne – wyjaśnia Brzoza. – Wysokość zabezpieczeń nie została dostosowana do prowadzonej działalności. Nie wydaje się więc w takiej sytuacji możliwa odpowiedzialność państwa – dodaje.

Innego zdania są prawnicy. – Ostatnie wydarzenia pokazują, że sumy ubezpieczeń są niewystarczające, aby zabezpieczyć roszczenia poszkodowanych klientów biur podróży – wyjaśnia Patrycja Dzięgielewska z kancelarii M. Szulikowski i Partnerzy. – Zbyt mała jest kontrola nad touroperatorami. Przepisy nie określają także wymogów kapitałowych biur podróży. Stąd czarna seria bankructw. Można przypuszczać, że wynika to z błędu po stronie ustawodawcy, który zastosował zbyt słaby nadzór nad tym rynkiem – twierdzi prawniczka.

Resort finansów zamierza zmienić przepisy w sprawie minimalnej wysokości sumy gwarancji bankowej lub ubezpieczeniowej wymaganej od organizatorów wyjazdów turystycznych.

Małgorzata Brzoza zaznacza jednak, że ewentualne podniesienie wysokości minimalnych sum gwarancji bankowej i ubezpieczeniowej oraz minimalnej wysokości sumy gwarancyjnej będzie skutkowało podniesieniem składek ubezpieczeniowych i opłat z tytułu wystawienia gwarancji. – Stąd też konieczna jest szczegółowa analiza i uzasadnienie dla odpowiednich zmian, również jeśli chodzi o dokładne oszacowanie skutków tych regulacji dla kosztów działalności biur podróży i pośredników turystycznych – wyjaśnia rzecznik resortu.

KOMENTARZ PRAWNY: Przemysław Hinc, członek zarządu PJH Doradztwo Gospodarcze

Dyrektywy UE wiążą kraje członkowskie pod względem przyjętego celu, jakiemu mają służyć, ale pozostawiają państwom członkowskim wybór sposobu i środków koniecznych do jego osiągnięcia. Jeżeli implementacja nie nastąpiła lub była wadliwa, dyrektywa obowiązuje w kraju członkowskim bezpośrednio. Poszkodowany ma możliwość powoływania się w sporze z własnym krajem bezpośrednio na przepisy dyrektywy.

Co więcej, Trybunał Sprawiedliwości UE uznał, że dyrektywy mają priorytet przed regulacjami prawa krajowego nawet jeszcze przed upływem okresu na implementację. Przyznał też obywatelom Unii roszczenie odszkodowawcze względem swoich krajów z tytułu braku lub wadliwej implementacji dyrektywy.