“Nie ma mowy, żeby Niemcy nie ucierpiały na tej sytuacji. Hiszpania nie będzie w stanie przetrwać bez zewnętrznej pomocy, a bailout będzie kolejnym ciężarem dla Niemiec” – mówi Thomson, zarządzający 109 miliardami dolarów w funduszu Ignis Asset Management z siedzibą w Glasgow w Szkocji.

Coraz bardziej przychylne stanowisko Merkel wobec planu ratowania Hiszpanii i Włoch odstrasza inwestorów, którzy wcześniej kupowali niemieckie obligacje ze względu na fiskalną czujność Merkel. Poszukując bezpiecznych alternatyw dla załamującego się rynku obligacji, inwestorzy byli gotowi akceptować ujemne oprocentowanie niemieckich 3-letnich papierów skarbowych. Wierzyli w obietnice Merkel, że nie pozwoli znów obciążać długiem swojego kraju w imię rozszerzania programów pomocowych dla słabszych sąsiadów.

Odwrót od niemieckiej przystani

Teraz fundusze zarządzające ponad 4 bilionami dolarów zaczynają odwracać się od niemieckich bundów. Boją się o rosnący rachunek za ratowanie Eurolandu, który będzie musiał zapłacić Berlin. Jak szacuje firma analityczna Graham Fisher & Co., pomoc dla najbardziej zadłużonych członków unii walutowej może kosztować Niemcy nawet 500 miliardów euro. To równowartość 45 proc. obecnego długu Niemiec – wynika z wyliczeń Bloomberga.

“Ryzyko tego, że Niemcy będą musieli wyemitować jeszcze większą ilość długu, by sfinansować bailout, jest realne” - mówi Johannes Jooste, analityk Merrill Lynch Wealth Management z Londynu, który od zeszłego roku systematycznie redukuje swoje pozycje na niemieckich bundach. „Pozostaję sceptyczny w kwestii inwestowania w papiery wartościowe o zerowym oprocentowaniu. Nie jestem przekonany, czy taki poziom rentowności jest uzasadniony” – dodaje.

Oprocentowanie niemieckich 10-latek wynosi teraz 1,43 proc. Rentowność 2-letnich niemieckich papierów spadła poniżej zera 1 czerwca tego roku i od 6 lipca nieprzerwanie utrzymuje się na ujemnym poziomie. W poniedziałek oprocentowanie 2-latek sięgało minus 0,047 proc. Ujemne rentowności obligacji oznaczają, że w momencie wykupu obligacji inwestorzy otrzymają mniej, niż początkowo zainwestowali. 

Pęcznieje nowa bańka

Niemcy mogą stracić swoją przewagę jako bezpieczna przystań w czasie kryzysu, jeśli nie zaakceptują kosztów związanych z dążeniem do ściślejszej integracji europejskiej – uważa Josh Rosner, nowojorski analityk bankowy z Graham Fisher. Jego zdaniem, liderzy polityczni powinni umożliwić EBC ratowanie banków, stworzyć program gwarancji depozytów i pozwolić EBC dodrukowywać pieniądze – tak jak zrobiła to Rezerwa Federalna w celu wspierania ożywienia.

“Kiedy już wszyscy uświadomią sobie koszty, jakie poniosą Niemcy, będziemy świadkami odpływu kapitału do bezpiecznych przystani poza strefą euro” – mówi Rosner. „Niemiecki rząd powinien otwarcie powiedzieć swoim obywatelom: Słuchajcie, każde z tych rozwiązań pociąga za sobą pewne koszty: zarówno pełna integracja, jak i całkowity rozpad strefy euro” – dodaje.

Przedstawiciele Pimco Total Return Fund, największego funduszu obligacji na świecie, twierdzą, że niemieckie bundy są przewartościowane i formuje się na nich kolejna bańka spekulacyjna.

Atrakcyjne alternatywy dla niemieckich bundów

“Jeśli zamykasz się na Europę, będziesz wolał zaangażować w się bardziej atrakcyjne aktywa niż bundy. Na świecie istnieją znacznie lepsze alternatywy dla niemieckich obligacji. Euro przeżywa teraz kryzys egzystencjalny” – mówi Myles Bradshaw, wicedyrektor wykonawczy w Pimco w Londynie.

Analitycy Pimco preferują „wybrane” rynki rozwijające się i obligacje Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Australii i krajów skandynawskich, które nie są obarczone tak dużą „niepewnością polityczną” – wymienia Bradshaw.

Albo kosztowna pomoc, albo gospodarczy Titanic

Niemcy są największym dostarczycielem funduszy ratunkowych dla pogrążonych w kryzysie zadłużenia państwach. Merkel będzie miała nie lada trudności z przekonaniem swoich wyborców do wyłożenia kolejnych pieniędzy na pomoc partnerom ze strefy euro.

„Niemcy są w sytuacji bez wyjścia” – twierdzi Brett Wander, główny analityk inwestycyjny w dziale obligacji w Charles Schwab Investment Management w Chicago. „Albo wykonają nieproporcjonalnie wielką ilość pracy w celu utrzymania systemu euro i zapłacą za to nieproporcjonalnie wysoką ceną, albo odmówią i będą długo cierpieć. To nie jest sprawiedliwe, ale nie mają wyboru. Mogą albo unosić się na powierzchni z pozostałymi krajami strefy euro, albo razem zatonąć” – dodaje Wander.