Najwięcej osób straciło pracę w związku z bankructwem Sky Clubu. Biuro tylko w Polsce zatrudniało 70 osób. U pozostałych touroperatorów w oddziałach pracowało po 20 osób. Ale drugie tyle bankrutujące biura zatrudniały za granicą – jako pilotów, rezydentów, animatorów. Czy to oznacza, że nadchodzą chude lata dla osób z tej branży? Niekoniecznie. Piloci i rezydenci działający pod barwami Sky Clubu w kilka dni znaleźli pracę u konkurencji. Nie musieli nawet wracać do Polski. – Polski rynek turystyczny wciąż się rozwija. Potrzeby związane z fachową kadrą są większe niż podaż – uważa Krzysztof Piątek, prezes Polskiego Związku Organizatorów Turystyki.

Pracowników szukają zarówno biura podróży, które otwierają nowe kierunki, jak i lokalni organizatorzy wycieczek czy hotelarze. Polacy bowiem coraz więcej podróżują i chcą spędzać ten czas aktywnie. – Wykupują po 2 wycieczki fakultatywne, wydając 50 – 100 euro. Na tle Brytyjczyków czy Niemców wypadamy lepiej, więc lokalne firmy starają się dotrzeć do polskich podróżnych – tłumaczy Krzysztof Piątek.

Hotelarze z kolei starają się przyciągnąć turystów z naszego kraju, organizując animacje w języku polskim, zatrudniając polskiego barmana czy recepcjonistę.

Zatem osoby, które znają obce języki, są otwarte i chętne do pracy z ludźmi, mogą liczyć na zatrudnienie i dobrą płacę. Bez względu na to, ile jeszcze biur podróży zbankrutuje.