Przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Barroso zaapelował w kolejnym liście do rumuńskiego premiera Victora Ponty o przestrzeganie zasad demokracji. W praktyce ze zdaniem szefa KE liczy się niewielu polityków regionu (Barroso krytykował również szefa węgierskiego rządu). Znacznie skuteczniejsze są naciski Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

„Jestem głęboko zaniepokojony ostatnimi wydarzeniami związanymi z oceną ważności referendum przez Trybunał Konstytucyjny, stojącymi w sprzeczności z zapewnieniami, które składał mi pan osobiście” – napisał Barroso. Chodzi o plebiscyt, który miał pozbawić władzy skonfliktowanego z Pontą prezydenta Traiana Basescu. Do urn poszło jednak mniej niż połowa wyborców, co powinno spowodować, że referendum zostanie uznane za niewiążące.

Od czasu ogłoszenia wyników rząd wywiera presję na sędziów, by ci ponownie ustalili rzeczywistą frekwencję. Decyzja ma zapaść 31 sierpnia. Rząd argumentuje, że spisy wyborców są niedokładne i uwzględniają np. osoby zmarłe. Socjaldemokraci premiera Ponty myślą nawet nad zorganizowaniem tylko na tę okazję minispisu powszechnego. Udowodnienie, że frekwencja jednak przekroczyła 50 proc., nie będzie łatwe. Liczba martwych dusz na listach musiałaby bowiem przekroczyć 1,37 mln.

Niepokój Brukseli wzbudzają też pogróżki, jakie otrzymują sędziowie. Wielu z nich miano w ostatnich dniach grozić śmiercią, jeśli uznają wyniki referendum za niewiążące ze względu na niedopełnienie wymogu frekwencji. O zapewnienie sędziom niezbędnej ochrony wezwała niedawno także luksemburska komisarz sprawiedliwości UE Viviane Reding.

Problem polega jednak na tym, że rząd Ponty – podobnie jak władze sąsiednich Węgier – jest znacznie bardziej podatny na zachodnie naciski, jeśli stoi za nimi perspektywa utraty dużych pieniędzy. To właśnie – zdaniem wielu komentatorów – groźba zamrożenia współpracy z Międzynarodowym Funduszem Walutowym skłoniła Pontę do pierwszego ustępstwa, czyli wpisania do ordynacji wymogu frekwencji w przededniu referendum. Bez tego Basescu nie byłby już głową państwa.

Analogicznie przedstawia się sytuacja sąsiednich Węgier. Krytyka ze strony brukselskich polityków wobec premiera Viktora Orbana (Barroso również wysyłał do niego listy), związana z jego przebudową systemu politycznego i gospodarczego kraju, jest najczęściej przeciwskuteczna i prowadzi do usztywnienia stanowiska Budapesztu. Co innego presja MFW, z którym Węgrzy negocjują właśnie porozumienie kredytowe. Najnowszym przykładem był zwrot w sprawie podatku od transakcji finansowych. Pierwotnie Orban planował, by obłożyć nim także transfery dokonywane przez bank centralny. Pod presją funduszu węgierski rząd – jak podała przed tygodniem gazeta „Magyar Nemzet” – uczyni dla niego wyjątek.