– To nie problem. W sieci są serwisy takie, jak WolneLektury.pl, które w domenie publicznej oferują za darmo większość dzieł wydanych przed 1930 rokiem. Bez problemu można je wgrać dziecku na e-czytnik – tłumaczy Robert Drózd, autor specjalistycznego bloga ŚwiatCzytników.pl i ekspert od e-czytników. To pozwoli zdjąć dziecku z pleców trochę kilogramów.

Wolne Lektury to internetowa biblioteka stworzona przez fundację Nowoczesna Polska we współpracy m.in. z Biblioteką Narodową. Serwis oferuje za darmo 1802 książki, z których część to lektury. Można je ściągać w takich formatach, jak HTML, TXT, PDF, EPUB, MOBI czy FB2, czyli w zasadzie czytać na każdym dostępnym czytniku. Serwis dostępny jest też przez aplikacje mobilne na tablety i smartfony z systemem operacyjnym Android i iOS.

– W przypadku lektur wydanych po 1930 roku z legalną, darmową dostępnością jest już większy problem – tłumaczy Robert Drózd. Nie wszyscy wydawcy oferują je w wersji elektronicznej, którą można legalnie kupić. Podobny problem jest z podręcznikami.

Na koniec pojawia się pytanie, jakie wybrać urządzenie – tablet czy e-czytnik. To pierwsze to dotykowy komputer, który ma więcej możliwości niż e-reader. Poza książkami, pozwala też na wygodny dostęp do internetu i rozrywki, np. gier. No i cena: markowe tablety to wydatek od 1400 zł w górę, choć oczywiście w niektórych sieciach handlowych można znaleźć sprzęt za 400 – 600 zł. W przypadku e-czytników lektury bez problemu czytać można w zasadzie na każdym z urządzeń dostępnych na rynku, bez względu na to, czy kosztuje 399 zł, czy 1500 zł. Na najwyższej półce znaleźć można takie urządzenia, jak Kindle Touch 3G, Nook czy Sony e-reader. Ale najtańszy model Kindle’a dostępny jest też za około 500 zł, a w podobnej cenie można dostać też urządzenia takie jak Onyx, a nawet jeszcze tańsze Lark, Trekstor czy Vedia. Ważny jest jednak jeden szczegół: rodzaj matrycy. Kindle ma e-ink, a tańsze urządzenia, jak np. Trekstror – matrycę LCD. – To zasadnicza różnica. Dzięki technologii e-ink ekran nie odbija światła i wyświetlany tekst wygląda podobnie jak na kartce papieru, co nie męczy wzroku – tłumaczy Drózd.

Podsumowując, zakup czytnika można zamknąć w kwocie 400 – 500 zł, a większość lektur będzie darmowa. No i można je wszystkie mieć zawsze przy sobie.