Nie udało się zawrzeć kompromisu w sprawie obniżki interchange i jeden po drugim powstają projekty ustawowego cięcia prowizji. Jakie będą tego skutki dla rynku?

Partie prześcigają się w pomysłach, o ile więcej zabrać bankom z opłaty interchange oraz jak jeszcze uregulować nawet te części rynku, które nie potrzebują dodatkowych regulacji. Dla banków porozumienie było lepszym rozwiązaniem, bo redukcja przebiegłaby stopniowo i zarządy miałyby jasność co do przyszłych przychodów. Teraz tej jasności nie mają. Nie wiadomo, co i w jakim stopniu posłowie ostatecznie wprowadzą do regulacji.

Ma pan na myśli radykalne ścięcie interchange do 0,5 proc. czy jakieś dodatkowe zapisy?

Mówi się o wprowadzeniu możliwości selektywnej akceptacji kart. Sklep mógłby sam decydować, które karty przyjmuje, a które nie – być może nawet, którego banku karty akceptuje lub nie. Karty z wysoką prowizją interchange po prostu nie byłyby akceptowane. Ale w takiej sytuacji powstałby ogromny zamęt na rynku dla posiadaczy kart. Klienci nie wiedzieliby, w którym sklepie ich karty są, a w których nie są akceptowane. Najczęściej dopiero przy kasie okazywałoby się, że terminal nie pozwoli przyjąć płatności danym plastikiem. Myślę, że większość sieci handlowych nie zdecydowałaby się na ograniczenie akceptacji kart, zwłaszcza jeżeli byłaby górna granica interchange.

Wspomina się także o wprowadzeniu surcharge, czyli dodatkowej prowizji dla płacących kartą.

Nie spodziewam się, aby to było aż tak straszne dla rynku, pod warunkiem że nie wszystkie duże sieci wprowadziłyby takie opłaty. Na pewno usankcjonowanie tej prowizji spowoduje mniejszy zamęt na rynku niż możliwość wybiórczej akceptacji na poziomie poszczególnych kart. Dla konsumentów będzie to łatwiejsze do zrozumienia.

Banki mówią, że nie będą w stanie zaakceptować obniżki interchange do 0,5 proc., jak zakłada najbardziej radykalny poselski projekt.

Prawda jest taka, że banki mogą zrekompensować sobie spadek, podnosząc czy wprowadzając różne opłaty, czy to za kartę, czy rachunek – oczywiście w rozsądnych granicach, by klientów nie odstraszać od posiadania kart lub kont. Dodatkowa opłata za używanie karty w wysokości 3 zł rocznie oznacza dla banków 100 mln zł dodatkowych wpływów. Pełna rekompensata obniżki interchange do 0,5 proc. oznaczałaby jednak konieczność uzyskania dodatkowo 30 zł na kartę rocznie. Klienci specjalnie nie odczują dodania tej mniejszej kwoty, inaczej jednak będzie z wyższą. Są kraje jak Wielka Brytania, gdzie interchange jest bardzo niski, a banki nie rezygnują z wydawnictwa kart, a poziom innowacyjności pozostaje wysoki. Ponadto koszty działalności bankowej w Polsce są niższe niż w większości starych krajów Unii Europejskiej. Warto też zauważyć, że jeżeli interchange zostanie obniżona wystarczająco nisko, to kilka sieci handlowych, które dziś kart nie akceptują, może wprowadzić płatności kartami. Do obsługi kart mogłyby powrócić też punkty, które wcześniej z tego zrezygnowały ze względu na wysokie koszty.

Dużo było takich punktów?

Połowa klientów odchodzących od nas to firmy deklarujące zakończenie działalności, a jedna czwarta jest podkupywana przez konkurencję. Reszta to ci, którzy rezygnują z kart, bo się im akceptacja nie opłaca. Myślę, że w skali rynku są to tysiące firm.

Dlaczego First Data nie poparła ostatniej próby wypracowania przez NBP kompromisu w sprawie interchange, czyli przyjęcia programu redukcji bez zgody MasterCardu?

Były to jednostronne deklaracje, więc nie mogliśmy tego zrobić, nie wiedząc, kto z naszych konkurentów i innych uczestników rynku podpisze się pod tym projektem, a kto nie. Podjęlibyśmy pewne zobowiązania, nie mając pewności, że interchange na pewno spadnie na wszystkich kartach. Wystarczyłoby, że na kilku z nich interchange wynosiłby 2 proc., by generowało to dla nas straty ze względu na niemożność przerzucenia go na akceptantów. Poza tym obawialiśmy się, że te jednostronne deklaracje, które ograniczą koszty akceptantów, bez jednoczesnego uregulowania pozostałych opłat na rzecz organizacji kartowych, byłyby nierynkowe i krzywdzące dla agentów oraz rynku.