Daleko idące embargo na handel z Syrią za łamanie praw człowieka w walce z rebeliantami wprowadziły do tej pory Stany Zjednoczone i Unia Europejska. Analogiczne kroki na poziomie ONZ są jednak blokowane przez Rosjan, dzięki czemu za pośrednictwem instytucji zarejestrowanych w krajach trzecich Syryjczycy są w stanie ominąć zachodnie restrykcje. Zdaniem dziennikarzy „WSJ”, którzy dotarli do dokumentów syryjskiego rządu, w tym celu Syria utworzyła w Rosji i Malezji kilka firm, które handlują syryjską ropą i rozliczają się za pośrednictwem kont założonych m.in. w rosyjskich Gazprombanku oraz Nowikombanku.

Według gazety w tym celu wysłannicy centralnego banku Syrii spotykali się w tej sprawie z Rosjanami podczas marcowej wizyty w Moskwie. Rosyjski bank centralny zaprzeczył, jakoby był zaangażowany w interesy z reżimem Asada. Oba banki komercyjne nie skomentowały doniesień amerykańskich dziennikarzy. To jednak nie wszystko: dostawy ropy miały być urzeczywistnianie za pośrednictwem rosyjskich tankowców. Syryjski koncern paliwowy Sytrol miał już nawet znaleźć potencjalnych odbiorców na terenie Rosji. Ropa miała być dostarczona za pośrednictwem rosyjskich tankowców, a w dokumentach zamiast Sytrolu w charakterze dostawcy miały widnieć... rosyjskie firmy ubezpieczeniowe.

Damaszek nie należy do największych eksporterów ropy naftowej (zaledwie 1 proc. światowego wydobycia), ale dla walczącego o przetrwanie reżimu Baszara al-Asada każdy zastrzyk gotówki jest na wagę złota. Pokątny handel ropą może przynosić 380 mln dol. miesięcznie. Z korespondencji między Sytrolem z bliskowschodnimi traderami wynika nawet, że Syryjczycy oferują surowiec po zaniżonych cenach, niższych od rynkowych o prawie 10 proc.