Ponadto zmienność na rynkach zagranicznych jest najmniejsza od sześciu lat, co skutkować powinno zatrzymaniem zwyżek rozpędzonego indeksu WIG20.

Wszystkie te oczekiwania szybko jednak spaliły na panewce. Od samego rana handel na warszawskim parkiecie był wyjątkowo aktywny, a obroty zadziwiająco wysokie. Ponadto lokalni inwestorzy nie przejmowali się marazmem panującym na największych giełdach kontynentu i już o poranku popędzili indeks krajowych blue chipów w kierunku istotnego poziomu 2350 pkt, który zdobyty został z dziecinną łatwością. Podaży było jak na lekarstwo, ale najwyższe notowania indeksu od połowy marca zobowiązywały i nie wystarczyło sił na więcej. Na uwagę zasługiwały także zmiany indeksu WIG, który w przeciwieństwie do WIG20 uwzględnia wypłacane dywidendy. Otóż ten indeks szerokiego rynku ocierał się o poziomy najwyższe od 4 sierpnia minionego roku, co musiało sprowokować podaż do działania. W końcu miejsce do realizacji zysków na rozgrzanych do czerwoności spółkach finansowych wydawało się znakomite.

Popołudniem rzeczywiście kursy dotychczasowych lokomotyw zwyżek nieco się obniżyły i towarzyszyły temu bardzo wysokie obroty. Najwidoczniej nie brakowało osób, które obecne poziomy wykorzystały do sprzedaży, ale z drugiej strony wiele inwestorów wciąż chciało po obecnych kursach kupować. Wszystko to sprawiło, że ciężko było o typową realizację zysków i indeksy tkwiły na wysokich poziomach.

Podczas tego zatrzymania niepostrzeżenie na rynek napłynęły dane makro, które jednak ostatnim zwyczajem nie miały wpływu na postępowania kupujących. Warto jednak wspomnieć, że publikacje z amerykańskiego rynku nieruchomości tryskały optymizmem. Co prawda ilość rozpoczętych budów domów spadła w lipcu o 1,1% w relacji miesięcznej, ale czerwiec był pod tym względem najlepszym miesiącem od października 2008 roku, więc lekka korekta nie mogła dziwić. Z kolei ważniejsza - gdyż wyprzedzająca - liczba wydanych pozwoleń wzrosła znaczniej bardziej niż oczekiwano i osiągnęła poziom 812 tys., co było najlepszym wynikiem od czterech lat. To nie są dane wyzwalające hurraoptymizm, ale świadczące o tym, że dotychczasowa kula u nogi amerykańskiej gospodarki, czyli sektor nieruchomości, powoli wraca do zdrowia. Z innych publikacji wyłaniał się raczej negatywny obraz, ale minięcie się z oczekiwanymi w przypadku cotygodniowej ilości wniosków o zasiłek dla bezrobotnych było śladowe, a słaby odczyt indeks Fed z Filadelfii dobrze wpisywał się w obraz wczoraj zaobserwowany w regionie Nowego Jorku. Wspólny mianownik tych danych jest taki, że maleją szanse na kolejną rundę ilościowego luzowania ze strony Fedu, a uruchomienie pras drukarskich już w przyszłym miesiącu wydaje się wręcz niemożliwe. Tym niemniej inwestorzy się tym nie przejmują lub starają się żyć w błogiej nieświadomości, która ostatecznie wywindowała indeks WIG20 1,1% powyżej wtorkowego zamknięcia. Wydaje się, że byki na parkiecie panują niepodzielnie, ale korekta może czyhać tuż za rogiem. W końcu aktualne poziomy aż proszą o choćby niewielką, ale przynajmniej oczyszczającą rynek realizację zysków. 

Komentarz został przygotowany w Wydziale Doradztwa i Analiz Rynkowych DM BOŚ S.A. tylko i wyłącznie w celach informacyjnych i nie stanowi analizy inwestycyjnej, ani analizy finansowej ani rekomendacji w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005r. (Dz.U. 2005, poz. 206 nr 1715) oraz Ustawy z dnia 29 lipca 2005r. (Dz.U. 2005, Nr 183, poz. 1538 z późn. zm.). Przy sporządzaniu komentarza DM BOŚ SA działał z należytą starannością oraz rzetelnością. DM BOŚ SA i jego pracownicy nie ponoszą jednak odpowiedzialności za działania lub zaniechania Klienta podjęte na podstawie niniejszego komentarza ani za szkody poniesione w wyniku tych decyzji inwestycyjnych. Niniejszy komentarz adresowany jest do nieograniczonego kręgu odbiorców. Został sporządzony na potrzeby klientów DM BOŚ S.A. oraz innych osób zainteresowanych.