Zdaniem analityków walutowych po ostatnim znaczącym umocnieniu się złotego nie widać ryzyka większej utraty wartości naszej waluty. A nawet pojawiają się szanse na dalsze umocnienie. – Uważam, że na koniec tego roku za franka będziemy płacić 3,38 zł, a więc blisko dzisiejszych poziomów – prognozuje Marek Nienałtowski z Domu Kredytowego Notus. – Możliwe, że złoty jeszcze się umocni. Realne wydaje się osiągnięcie poziomu 3,18 zł.

Nieco bardziej ostrożny jest Przemysław Kwiecień z Domu Maklerskiego XTB. Jego zdaniem po ostatnim umocnieniu złotego perspektywy na najbliższe miesiące są mniej optymistyczne: złoty może się osłabić do poziomu 3,49 zł za franka. Ale to i tak jest o wiele niżej niż jeszcze dwa miesiące temu, gdy za szwajcarską walutę trzeba było płacić niemal 3,70 zł.

– Nie spodziewam się takich rekordów w dającej się przewidzieć przyszłości. Frank jest związany z euro wyznaczonym przez szwajcarski bank centralny kursem 1,20. Dopóki to się nie zmieni, a raczej nie widzę takiej możliwości, to złoty jest bezpieczny. Chyba że nasza waluta znacznie osłabi się do euro. Ale tego zagrożenia także nie ma – uważa ekspert z XTB.

Takie wiadomości to miód na skołatane serce dla osób zadłużonych w walutach obcych. Ubiegłoroczną przecenę złotego szczególnie odczuły osoby spłacające kredyty we franku szwajcarskim. A najbardziej dała się ona we znaki ludziom, którzy umowy kredytowe podpisywali w pierwszej połowie 2008 roku. Wówczas za franka płacono niewiele ponad 2 zł. Jeżeli ktoś pożyczył wtedy równowartość 300 tys. zł na 30 lat, jego początkowa rata wynosiła ok. 1,4 tys. zł. W ubiegłym roku, po umocnieniu franka w okolice 4 zł, wzrosła do ok. 2,5 tys. zł. Później zrobiło się spokojniej, bo cena franka spadła do ok. 3,40 zł, a rata przykładowego kredytu do ok. 2,2 tys. zł. Ale nerwowość powróciła późną wiosną tego roku, gdy złoty osłabił się do ok. 3,70 zł, a koszty obsługi wspomnianego kredytu urosły do 2,4 tys. zł miesięcznie. Co teraz? Jeżeli zrealizowałby się scenariusz zakładający umocnienie do 3,18 zł za franka w grudniu, miesięczna obsługa zadłużenia spadnie do ok. 2,1 tys. zł.

Specjaliści podkreślają, że w dłuższej perspektywie nasza waluta jest skazana na umocnienie. I nie musi tego zmienić nawet jakaś katastrofa, typu wyjście ze strefy euro Grecji albo nawet kompletny rozpad unii walutowej. – Inwestorzy dysponujący kapitałem muszą gdzieś go lokować. Polska, jako stosunkowo bezpieczny kraj, z wysokimi stopami procentowymi i stabilną gospodarką, może okazać się dobrym miejscem do przeczekania złych czasów. Ostatnie tygodnie pokazują, że tak się dzieje już teraz, bo kapitał płynie do nas szerokim strumieniem – podkreśla Nienałtowski.

Właśnie dlatego spada rentowność polskich obligacji rządowych, giełda rośnie, a złoty się umacnia. Wczoraj po południu za franka trzeba było zapłacić 3,39 zł. Wiosną cena szwajcarskiej waluty była o niemal 30 groszy wyższa.

Optymiści mówią o 3,18 zł za franka. Pesymiści o 3,49 zł. A niedawno było 3,7