Wyrok zapadł dwie dekady temu, gdy Państwo Środka pogodziło się z kapitalizmem: jezioro będące rezerwuarem pitnej wody dla 5 mln okolicznych mieszkańców zaczęło pracować na potrzeby szybko rozrastającego się przemysłu. Fabryki wypompowywały wodę, w zamian zrzucały do niego ścieki. Dziś w pozostałościach Chaohu lepiej się nie kąpać (o piciu wody nie ma mowy), na dodatek każdego lata tafla jeziora pokrywa się grubą warstwą alg. Błyskawicznemu namnażaniu glonów sprzyjają związki azotu, które znajdują w ściekach.

Chińskie władze próbują jeszcze uratować Chaohu przed całkowitą biologiczną śmiercią. Ostatnim pomysłem jest zainstalowanie systemu pomp, które mają odessać algi – szacuje się, że jest ich kilkaset tysięcy ton – i umożliwić oczyszczenie jeziora.