GUS podał także, że w lipcu w przedsiębiorstwach było zatrudnionych 5,5 mln osób, czyli tyle samo, co przed rokiem i w czerwcu br.:

"Po nieznacznych, ale jednak wzrostach zatrudnienia w kolejnych miesiącach 2012 r., lipiec nie przyniósł żadnych zmian. Natomiast przeciętne wynagrodzenie realnie spadło. Rynek pracy wyraźnie wchodzi w słabszą fazę.

Prognozy dotyczące rynku pracy nie są najlepsze. Trudno oczekiwać wzrostu zatrudnienia w całym 2012 r. wyższego niż 0,2-0,3 proc. rok do roku. Wpływ na tę sytuację ma oczywiście pogarszanie się koniunktury w polskiej gospodarce, będące wynikiem słabnięcia gospodarki światowej.

Przedsiębiorcy, jeżeli mają potrzebę zwiększenia liczby pracujących, ograniczają ryzyko poprzez wykorzystywanie elastycznych form zatrudnienia: praca tymczasowa, umowy cywilno-prawne. Nie są bowiem w stanie przewidzieć, czy uda im się utrzymać zamówienia, które realizują. Wyraźnie widać to było w czerwcu, gdy wzrost zapotrzebowania na pracowników związany z Euro 2012 nie przełożył się na wzrost zatrudnienia.

Niemiłą niespodzianką jest spadek dynamiki wynagrodzeń. W części sytuację tę wyjaśnia wypłata premii w górnictwie w czerwcu, a nie w lipcu, jak to z reguły ma miejsce.

Przyczyn słabszego wzrostu wynagrodzeń należy szukać także w obawach firm dotyczących ich sytuacji finansowej, która pogarsza się - zmniejsza się płynność finansowa, coraz silniejsza jest także konieczność sięgania po kapitał zgromadzony przez firmy na kontach bankowych. Od grudnia 2011 r. do lipca 2012 r. przedsiębiorstwa zmniejszyły wartość depozytów w bankach o prawie 24 mld zł, czyli o prawie 12 proc.

Efektem słabego wzrostu wynagrodzeń i braku wzrostu zatrudnienia, a także ciągle wysokiej inflacji, jest realne zmniejszenie się w lipcu 2012 r. funduszu płac w stosunku do lipca 2011 r. o prawie 0,5 mld zł. Nie może to pozostać bez wpływu na konsumpcję - główny czynnik wzrostu PKB."

>>> Czytaj też: Statystyczny Polak zarabia 3 700 zł. Pensje rosną coraz wolniej, będą zwolnienia