Jesienią ma powstać fundusz o nazwie Lotus, do którego będą wnoszone cenne aktywa LOT: nieruchomości, prawa do logo, udziały w spółce. Ma to pomóc w ratowaniu przewoźnika przed bankructwem. Czy LOT trzeba ratować?

LOT, jak każde przedsiębiorstwo, musi być dostosowywany do zmian zachodzących na rynku. Słyszałem o procedurze sprzedaży naszych akcji. Takie jest prawo akcjonariuszy, naszym zadaniem jest tylko usprawnianie tego procesu między innymi poprzez przygotowanie analiz.

Jakie zmiany zachodzą na rynku?

Niedawno upadły linie OLT Express. Zarówno ich pojawienie się na polskim niebie, jak i zniknięcie miało dla nas znaczenie. Trudno się cieszyć z czyjegoś nieszczęścia, ale upadek konkurenta jest dla nas korzystny. Część pasażerów OLT korzysta teraz z EuroLOT.

Pasażerowie skarżą się, że po upadku OLT Express podnieśliście ceny.

Nie podnieśliśmy. Po prostu teraz szybciej rozchodzą się te najtańsze bilety. Taryfy rozpoczynają się tak jak wcześniej od 99 zł.

To może EuroLOT zwiększy pulę najtańszych biletów, skoro m.in. dzięki OLT coraz więcej osób z wami lata?

Sztuką nie jest wypełnienie samolotu, a długookresowe prowadzenie działalności. Nie da się latać bardzo tanio, 99 zł to i tak jest bardzo mało.

Jaka jest granica opłacalności?

To zależy od samolotu i działalności pobocznej. Staramy się zarabiać nie tylko na sprzedaży biletów. Na pokładzie sprzedajemy także powierzchnię reklamową. Można powiedzieć, że granicą opłacalności jest 200 zł za bilet.

Czego oczekuje polski konsument? Komfortu, ceny?

Pasażer biznesowy chce mieć wybór godziny lotu, tak by mógł wrócić do domu po spotkaniu w interesach. Inny pasażer potrzebuje przede wszystkim taniego biletu, a pora lotu już nie jest tak istotna.

Czy upadek OLT Express jednak nie zniechęcił ludzi do latania? Wiele osób pozostało z niewykorzystanymi biletami.

Na pewno ma to wpływ. Część osób będzie się wahać, zanim kupi bilet lotniczy. EuroLOT ma jednak piętnastoletnie doświadczenie i dobre wyniki. Osobom, które mają bilety na OLT Express, zaproponowaliśmy bez dopłat na takiej samej lub zbliżonej trasie przeloty naszą linią.

Czy EuroLOT uruchomi nowe połączenia?

Przywracamy połączenie z Krakowa do Poznania, z którego zrezygnowaliśmy, gdy OLT był obecny na polskim niebie. Nowością w EuroLOT jest trasa z Katowic do Gdańska, którą obsługiwał upadły konkurent.

Za kilka lat będzie w Polsce znacznie więcej dobrych i szybkich pociągów. Jak państwo na to odpowiedzą?

Z tego powodu rozszerzamy flotę, aby oferować również połączenia międzynarodowe. EuroLOT jest przewoźnikiem regionalnym, a nie tylko krajowym. W ubiegłym roku zakupiliśmy maszyny marki Bombardier. Przelot z Warszawy do Londynu tym turbośmigłowym samolotem jest tylko o kwadrans dłuższy niż odrzutowym, a koszty są nieporównywalnie niższe. Latamy do Amsterdamu, Florencji. W ciągu dwóch miesięcy staliśmy się największym przewoźnikiem łączącym Polskę z Chorwacją. Wypełnienie samolotów na trasach do miast tego kraju przekracza często 98 proc.

Na rynku przewozów międzynarodowych są tanie linie, jest LOT. Jaka jest przewaga konkurencyjna EuroLOT?

Latamy do lotnisk zlokalizowanych blisko centrów miast. My łączymy Kraków z Amsterdamem, a tania linia z odległym Eindhoven. Podsumowując wszystkie koszty, nie jesteśmy drożsi. U nas nie ma dopłat do bagażu rejestrowanego. Wypełnienie naszych samolotów na tej trasie często przekracza 70 proc. Naszym zadaniem jest wpasowanie się w niszę.

Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych szacuje, że tegoroczne straty linii lotniczych wyniosą ponad miliard dolarów. Czy EuroLOT też zamknie rok pod kreską?

To dla nas szczególny rok. Pojawiło się OLT i zniknęło, wymieniamy flotę. Zamkniemy rok blisko zera.

Czym zaskoczycie konkurencję?

W zimie otworzymy połączenia do Austrii i Włoch, staramy się o połączenie do Słowenii. Narciarze będą mieli zatem duży wybór.

Jak będzie się rozwijał rynek lotniczy w przyszłym roku?

To będzie dobry rok dla naszego rynku. Poprawienie się infrastruktury to dla nas szansa, kwestia dopasowania produktu do wymagań pasażera. Pracujemy nad wprowadzeniem internetu na pokład. Ruch lotniczy będzie niższy, ale nieznacznie.