W najgorszej sytuacji są długotrwale bezrobotni, oni szukają nowego zatrudnienia najdłużej – ponad 17,5 miesiąca – wyliczyło Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Im dłużej, tym mniejszą mają szansę na sukces. Tracą wiarę w siebie, kompetencje, a nierzadko także umiejętność codziennego mobilizowania się do wstania z łóżka. Dla potencjalnego pracodawcy z tych właśnie powodów długotrwale bezrobotny jest ostatnim kandydatem do przyjęcia.

Na drugiej pozycji tego przygnębiającego rankingu znalazły się kobiety, które nie wróciły do pracy od razu po urodzeniu dziecka. Potem wydają się nowym pracodawcom tak nieatrakcyjnymi pracownikami, że średni czas szukania zajęcia wynosi w ich przypadku aż 15,5 miesiąca.

Kolejna grupa trudno zatrudnialnych to osoby w wieku 50 plus. Jako bezrobotni pozostają 13,4 miesiąca. Niepełnosprawni starają się wyrejestrować jako szukający pracy przez 13 miesięcy, a rodzice (przeważnie jest to matka), samotnie wychowujący dziecko – równy rok z małym haczykiem.

Młodzi, do 25. roku życia, a braku pracy dla nich mówi się coraz więcej, na tym tle znajdują się wręcz w komfortowej sytuacji – szukają pracy przeciętnie przez 7,9 miesiąca. Marnują potencjał zawodowy, będąc w najlepszym wieku.

Nadchodzi kolejna fala kryzysu, jesień może więc być trudna. Zwłaszcza dla tych, którzy już stracili albo też wkrótce stracą pracę. Tymczasem urzędy pracy, gdzie skierują swoje pierwsze kroki, niewiele mają im do zaoferowania. Na liście obowiązków zatrudnionych tam osób prawdziwe poszukiwanie zatrudnienia dla bezrobotnych nie jest zajęciem najważniejszym. Najważniejsza jest rejestracja. Jako bezrobotni rejestrują się bowiem ludzie, którzy niekoniecznie szukają pracy. Główny powód to prawo do bezpłatnej opieki zdrowotnej. Zaświadczenie musi być aktualne, więc udają się po nie do urzędu każdego miesiąca. Ich biurokratyczna obsługa zajmuje coraz więcej czasu i pieniędzy. Szacuje się, że około 300 mln zł rocznie. Właściwie są to pieniądze zmarnowane. Po co na przykład każdego miesiąca naliczać wysokość składki zdrowotnej, skoro nie ma ona żadnego znaczenia? Ani dla NFZ, ani dla zainteresowanego? Co z tego, że po jakimś czasie urzędnik zorientuje się, że delikwent pracy nie chce, bo odrzuca kolejne oferty od razu albo dopiero w trakcie wizyty u potencjalnego pracodawcy (tych ofert jest zresztą coraz mniej, więc proces odsiewania szukających pracy od jej unikających wydłuża się).

Przepisy mówią, że w takiej sytuacji powinno się go z rejestru bezrobotnych wykreślić i pozbawić na kilka miesięcy prawa do bezpłatnej opieki zdrowotnej. Jeśli jest to matka, która pracy nie chce, bo nie ma z kim zostawić dziecka? Urzędnik, zamiast doskonalić się w aktywizacji bezrobotnych, traci czas na tego typu wybory moralne. Decyzja jest prostsza, gdy dotyczy osoby, którą ściga komornik i z tego powodu jest ona zdeterminowana, by pracować wyłącznie na czarno. Sporo w tym gronie tatusiów unikających płacenia alimentów. Są przeważnie w wieku, w którym chwilowa utrata prawa do bezpłatnego leczenia nie wydaje się tragedią.

Kolejnym priorytetowym obowiązkiem urzędu pracy jest obsłużenie klientów pomocy społecznej. Oni także przychodzą tylko po zaświadczenie, że są bez pracy, a bez niego nie mogą ubiegać się o żaden zasiłek. Pełna obsługa biurokratyczna należy się też cudzoziemcom, którzy pracy nie szukają, ponieważ ściąga ich do Polski firma zagraniczna na z góry ustalone stanowisko. Ale w urzędzie pracy także muszą się zameldować. To urząd pracy występuje do odpowiednich organów o nadanie numeru PESEL osobom niemającym w Polsce zameldowania.

Krótko mówiąc – urzędnicy państwowych służb zatrudnienia mają pełne ręce roboty nawet wtedy, gdy nie znajdą czasu na prawdziwą pracę z bezrobotnymi mającymi szczególnie marną pozycję na rynku. I to jest raczej reguła niż wyjątek. MPiPS ocenia, że takich osób jest już ponad 1,8 mln. Ci najbardziej mobilni i najkrócej bezrobotni już wiedzą, że pracy nie szuka się w urzędzie, tylko w prywatnej agencji. Do urzędu pracy idzie się po zasiłki i zaświadczenia. Idą ciężkie czasy, takich klientów służby zatrudnienia będą miały coraz więcej. Tylko kto zajmie się prawdziwą aktywizacją najtrudniej zatrudnialnych? Chociaż najdłużej pozostają w rejestrach bezrobotnych, to tak naprawdę państwo skreśliło ich już dawno temu.