Minęły już cztery lata od momentu wybuchu globalnego kryzysu finansowego a nadal wiele regionów gospodarczych na świecie próbuje się z niego podnieść. Tymczasem w Kanadzie można zaobserwować te same trendy co w Stanach Zjednoczonych w dwa lata przed wielkim załamaniem – pisze portal "Business Insider". 

Do globalnej recesji w 2008 roku doprowadził krach na rynku kredytów hipotecznych wysokiego ryzyka tzw. „subprime mortgage”. Upadek banku Lehaman Brothers odbił się echem na całym świecie. Do tej pory wskaźniki wzrostu w niektórych krajach nie wróciły do poziomów sprzed kryzysu. 

Półtora roku przed tym wydarzeniem w USA można było zaobserwować gwałtowny wzrost cen nieruchomości i równoczesny boom na pożyczki typu subprime. Dzisiaj to samo dzieje się w Kanadzie – alarmuje portal finansowy. Od 2000 roku ceny mieszkań w tym kraju wzrosły o 100 proc. a średnia cena domu wynosi 348 tys. dolarów (ponad 1 mln zł). To prawie dwa razy więcej niż w sąsiedniej Ameryce. 

W wyniku zawirowań na globalnych rynkach i presji międzynarodowych regulatorów duże banki w Kanadzie zaostrzyły przepisy kredytowe i podniosły stawki dla zainteresowanych finansowaniem hipotek pożyczką. To stworzyło szansę na rozwój gigantycznego rynku kredytów wysokiego ryzyka, które są z reguły udzielane osobom o mniejszych dochodach i mniej rzetelnych. Oprocentowanie takich kredytów jest na dużo wyższym poziomie niż stopa procentowa przy standardowym kredycie. Ryzyko, że kredyty nie zostaną spłacone jest większe. 

Wcześniej zjawisko nie istniało, ponieważ pożyczki na własne cztery kąty były bardziej dostępne. Teraz rynek „subprime martgages” w Kanadzie wydaje się rozkwitać.