Od takiego wyznania Richard M. Bookstaber rozpoczyna swoją książkę „Jak stworzyliśmy demona. Rynki, fundusze hedgingowe i ryzyko innowacji finansowych”. Doktor nauk ekonomicznych MIT, doświadczony inwestor i specjalista od zarządzania ryzykiem, wprowadza czytelnika w sam środek zawirowań na Wall Street, których był świadkiem i uczestnikiem. Przedstawia również własne spostrzeżenia i wnioski, które, krótko mówiąc nie są zbyt optymistyczne.

Skąd się biorą kryzysy finansowe

„Kryzysy najczęściej nie wynikają z nieoczekiwanych załamań gospodarki czy klęsk żywiołowych. Praktycznie wszystkie problemy ostatnich dziesięcioleci miały korzenie w złożonej strukturze samych rynków finansowych” – czytamy. Krach z 1987 r., przed którym, zdaniem autora, nie działo się nic niezwykłego, spowodował dwukrotnie większy spadek amerykańskiej giełdy niż atak terrorystyczny z 11 września.

Podstawowa przyczyna kryzysów leży w złożoności rynków i instrumentów finansowych. „Złożoność to bomba zegarowa, która musi kiedyś wybuchnąć” – stwierdza obrazowo Bookstaber. Zauważa, że wraz z rozwojem rynków, pojawiające się kryzysy stają się coraz poważniejsze. Paradoksalnie dzieje się tak pomimo usilnych prób regulacji i minimalizacji ryzyka.

>>> Czytaj też: 10 wskazówek, jak rozpoznać bańki spekulacyjne i na nich zarobić zanim pękną

Dobrymi chęciami...

„Kroki podjęte w celu spełnienia naszych marzeń o rynkach – szybkie tempo transakcji, integracja rynków finansowych, ogólny i błyskawiczny obieg informacji, dostęp do opcji i innych instrumentów pochodnych – przyspieszyły funkcjonowanie rynku i skomplikowały instrumenty finansowe, przez co kryzysy stały się nieuniknione.”

Każdy innowacyjny instrument finansowy niesie ze sobą ryzyko przyszłego kryzysu. Nie wiadomo bowiem, w jaki sposób zachowa się on w momencie destabilizacji rynku i jak wpłynie na pozostałe komponenty.

Przykładowo krach z 1987 r. był wynikiem nieprzewidzianych skutków ubocznych rozpowszechnienia strategii zwanej ubezpieczeniem portfela. Doprowadziła ona do załamania płynności na rynku. Kiedy wszyscy stosują zbliżoną strategię, a decyzjami inwestycyjnymi rządzą automaty kierowane skomplikowanymi algorytmami, jeden - z pozoru niegroźny czynnik może uruchomić samonapędzającą się spiralę prowadzącą do katastrofy.

Rynki łatwiej poddają się kryzysom ze względu na wzajemne, globalne powiązania. Czasami zaś przyczyna kryzysu może tkwić nawet w tak trywialnych czynnikach jak zbytnia wiara analityków w możliwości określonego programu komputerowego. Niestety zanim odkryje się jego niedoskonałości z rynków mogą wyparować miliardy dolarów. Ale za kłopotami współczesnych finansów stoją nie tylko dobre chęci. Bookstaber przytacza również niepokojąco długą listę przypadków nieuczciwości analityków.

>>> Zobacz też: Insider trading. Na Wall Street rekiny grają znaczonymi kartami

Być jak karaluch

Bookstaber postuluje, by uprościć strukturę rynków i zmniejszyć poziom lewarowania. Prostszy rynek stanie się bardziej odporny na rozmaite kryzysy, podobnie jak na nieprzewidziane zagrożenia środowiska uodpornione są... karaluchy.

„Karaluchy istnieją od setek milionów lat – przetrwały, gdy dżungle zamieniły się w pustynie, a pustynie przekształciły się w miasta. Udało im się to dzięki prostemu, wręcz trywialnemu mechanizmowi obronnemu. Chroniąc się przed niebezpieczeństwem, karaluch nie posługuje się zmysłami wzroku, słuchu ani węchu. Po prostu zawsze przemieszcza się w przeciwnym kierunku niż podmuchy wiatru owiewające mu odnóża.”

Prosty algorytm sprawdza się od milionów lat. Tymczasem analitycy na Wall Street wciąż tworzą coraz bardziej złożone formuły. „Ta książka otwiera oczy i pokazuje, jak zapanować nad demonem, zanim będzie za późno” – napisał prof. Krzysztof Rybiński. Ale to nie jedyny powód, dla którego warto ją przeczytać. Pomimo nagromadzenia fachowej terminologii opowieść autora wciąga, jak dobrze napisany reportaż, a obrazowe porównania przybliżą skomplikowany świat finansów nawet największemu laikowi. 

>>> Polecamy: Ranking najbardziej ryzykownych rynków świata. Polska w czołówce