W pierwszym półroczu działalność zawiesiło prawie 33,2 tys. firm. W rezultacie uśpionych przedsiębiorstw jest już ponad 287,4 tys., czyli o 13,1 proc. więcej niż w końcu ubiegłego roku – wynika z krajowego rejestru podmiotów gospodarki REGON, prowadzonego przez GUS.

Od stycznia do końca czerwca najwięcej firm zawiesiło działalność w handlu i branży napraw samochodowych (8,3 tys.), w budownictwie ( 7,3 tys.), edukacji (3,9 tys.) oraz transporcie i gospodarce magazynowej (3,7 tys.).

Do tego dochodzi spora liczba całkowicie zlikwidowanych firm – w pierwszych sześciu miesiącach tego roku wyrejestrowano ich ponad 138 tys. Niepowodzenie w biznesie jest więc coraz częstszym zjawiskiem.

– To efekt pogarszającej się koniunktury w wielu branżach gospodarki – nie ma wątpliwości Piotr Bujak, główny ekonomista Nordea Bank. Potwierdzają to także wyniki finansowe średnich i dużych firm. Z danych GUS wynika bowiem, że w pierwszym półroczu ich koszty rosły o 1,6 pkt proc. szybciej niż przychody. A firmy zarobiły na czysto 46,2 mld zł – o 17,7 proc. mniej niż przed rokiem.

Zdaniem Bujaka zawieszanie działalności firm i ich likwidacja będzie się jeszcze nasilać. – Przed nami jeszcze 2 – 4 kwartały, w których pogarszać się będą warunki prowadzenia działalności gospodarczej. Należy oczekiwać między innymi słabnięcia popytu nie tylko zagranicznego, ale i krajowego – wyjaśnia ekonomista.

Jednak na gruzach likwidowanych firm często powstają nowe przedsiębiorstwa. W pierwszym półroczu zarejestrowano ich ponad 171,2 tys. To wprawdzie mniej niż przed rokiem, ale tylko o 2,6 proc. – Bo są też takie firmy, które w dekoniunkturze widzą swoją szansę i potrafią działać na kurczącym się rynku – przekonuje Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista banku Millennium. Dotyczy to np. przedsiębiorstw, które postanawiają omijać szerokim łukiem pogrążoną w kryzysie strefę euro i szukają rynków zbytu w rozwijających się krajach Azji i Europy Środkowo-Wschodniej. Nawet to nie jest jednak w stanie powstrzymać niekorzystnych zmian na rynku pracy.

– Nowe firmy nie będą w stanie uzupełnić miejsc pracy zlikwidowanych w tych zamykanych i takich, które zmniejszają swoją aktywność z powodu słabnącej koniunktury – twierdzi Bujak. Eksperci nie mają więc wątpliwości, że bezrobocie będzie rosło. Najbardziej pesymistyczne prognozy mówią, że jeszcze w końcówce tego roku może osiągnąć poziom 14 proc.

– Dopiero od połowy przyszłego roku nasza gospodarka zacznie powoli przyspieszać w wyniku poprawy sytuacji w strefie euro – przewiduje Bujak. Ale jego zdaniem do wzrostu PKB na poziomie 3 proc. wrócimy dopiero w 2014 r. Jeśli ta prognoza się sprawdzi, to część firm, które zawiesiły swoją działalność, wznowi ją dopiero za około półtora roku, gdy wyraźnie odbije popyt krajowy i zagraniczny.