Wyższe opłaty lotniskowe odczujemy w cenach biletów.

O ok. 400 mln zł więcej zostawią od przyszłego roku w portach linie lotnicze. Operatorzy lotnisk będą chcieli odzyskać od przewoźników nakłady, które sami muszą ponieść, a eksperci nie mają wątpliwości, że ci ostatni zostaną zmuszeni do przerzucenia części kosztów na pasażerów. Można więc oczekiwać, że ceny biletów pójdą w górę, nawet jeśli nie będzie drożeć paliwo, które w ostatnich latach było głównym winowajcą podwyżek.

Nawet 200 mln zł rocznie może kosztować lotniska zmiana przepisów nakładająca na nie obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa odpraw i kontroli granicznych. Muszą przejąć na siebie zadania, które dotychczas realizowała Straż Graniczna. W Warszawie, w największym porcie lotniczym w kraju, w grę wchodzi dodatkowy wydatek rzędu 50 mln zł. To jedna dziesiąta rocznych kosztów. Tylko z tego tytułu linie lotnicze będą musiały zapłacić za obsługę przynajmniej o 5 proc. więcej niż do tej pory. W innych portach kwoty będą niższe – np. w Krakowie i Katowicach (numery 2 i 3 na krajowym rynku) mówi się o dodatkowych 10 mln zł, ale Jacek Klaudziński, odpowiedzialny za kontrakty ochroniarskie na lotniskach w Konsalnecie, największej firmie ochroniarskiej w Polsce, szacuje, że we wszystkich portach koszty wzrosną łącznie o ok. 200 mln zł. O tyle więcej zapłacą więc linie lotnicze, a w konsekwencji pasażerowie.

– Nie ukrywajmy. Opłaty zostaną przerzucone na linie lotnicze, a potem na pasażera – mówi Jan Pamuła, szef MPL Kraków Balice.

Tyle że ochrona to nie wszystko. Kolejne 200 mln zł – według szacunków ekspertów – to koszty związane z inwestycjami na lotniskach, którymi ich właściciele też będą chcieli się podzielić.

Lotniska przeszły w ostatnim czasie gruntowną modernizację i szykują się do kolejnych inwestycji. Na przykład w Warszawie przez ostatnie lata wydano ok. 1,3 mld zł, a następne prace będą kosztować kolejne kilkaset milionów. W Krakowie w najbliższych dwóch latach na rozbudowę terminalu trzeba przeznaczyć około 800 mln zł. W innych portach, tak jak we Wrocławiu, nowy terminal już działa, ale prezes Dariusz Kuś nie ukrywa, że inwestycja, która pochłonęła ponad 450 mln zł, musi się zwrócić lub odbić na wyniku finansowym.

W PP PPL koszty obsługi finansowania już w ubiegłym roku znacznie przekroczyły 20 mln zł, wobec kilku milionów w 2010 r., i będą coraz większe. Inni właściciele lotnisk też muszą płacić za realizowane przedsięwzięcia.

W górę pójdą więc opłaty lotniskowe, a wraz z nimi ceny biletów. Na szczęście nie będzie to wzrost dramatyczny, bo na trasach europejskich opłaty lotniskowe po polskiej stronie stanowią ok. 10 proc. ceny biletu. – Podwyżki najbardziej odczują pasażerowie tanich linii – uważa ekspert lotniczy Sebastian Gościniarek.

Przewoźnicy na razie nie chcą komentować sprawy. Mimo wszystko liczą na to, że porty nie podniosą jeszcze opłat w przyszłym roku. – Będzie to uzależnione od wyniku przetargu na firmę, która zajmie się ochroną na lotnisku. Przetarg chcemy rozstrzygnąć do końca roku – mówi Przemysław Przybylski, rzecznik prasowy PPL. Jeżeli konkurs zostanie rozstrzygnięty w grudniu, to szanse na wprowadzenie podwyżek w Warszawie od przyszłego roku są mizerne. Port musi bowiem jeszcze w tym roku postarać się, by podwyżki zaakceptował Urząd Lotnictwa Cywilnego.

– Nie widzimy żadnych przeciwwskazań do podwyżek – mówi tymczasem Katarzyna Krasnodębska, rzecznik ULC. Urząd ma prawo odmówić takich podwyżek w przypadku gdy propozycje będą rażąco wysokie. Z drugiej strony przyznaje, że trudno będzie zastopować wzrost opłat lotniskowych, bo te nie były zmieniane już od 4 – 5 lat.


Polska nie jest droga

Opłaty lotniskowe to niejedyne koszty, jakie ponoszą linie lotnicze. Muszą one zapłacić też za usługi Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, a także za obsługę samolotów przez spółki serwisowe zajmujące się m.in. bagażem czy tankowaniem. Z zestawienia opracowanego przez portal analityczny www.airportcharges.com, który porównuje wysokość opłat w tysiącu portów lotniczych na całym świecie, wynika, że na tle regionu Polska wcale nie jest droga. Samolot średniego zasięgu lądujący w warszawskim porcie im. F. Chopina zostawia średnio 1,5 tys. euro. Tymczasem w Pradze czy Budapeszcie są to kwoty o 300, a nawet 500 euro wyższe.