„Przez pół wieku od zakończenia II wojny światowej amerykańskie rodziny cieszyły się wzrostem zamożności w każdej dekadzie” – czytamy w raporcie The Lost Decade of the Middle Class, autorstwa Pew Research Centre. Od lat 50. XX w. praktycznie nieprzerwanie rosły dochody gospodarstw domowych w USA I to we wszystkich grupach zamożności. Trend ten został przerwany w latach 2000-2010. W pierwszej dekadzie XXI spadły średnie dochody we wszystkich grupach zamożności.

>>> Polecamy też: Stracona dekada klasy średniej w USA. Następne pokolenie będzie miało gorzej

Tempo wzrostu amerykańskich dochodów w drugiej połowie poprzedniego stulecia nie było jednak jednostajne. W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych rosły one średnio ok. 3 proc. rocznie, we wszystkich grupach przychodów. Największym beneficjentem okazywali się najubożsi Amerykanie.

40 lat erozji klasy średniej

W latach 70. średni wzrost dochodu był znacznie mniejszy. Natomiast dwie ostatnie dekady XX w. przyniosły znaczną zmianę w dystrybucji korzyści płynących z gospodarczej prosperity. W tym czasie znacznie szybciej zaczęli bogacić się najbogatsi Amerykanie, zwłaszcza grupa 5 proc. o najwyższych dochodach. Z oficjalnych amerykańskich danych wynika również, że po roku 2000 największy spadek przychodu odczuła najbiedniejsza część amerykańskiego społeczeństwa.

„W okresie powojennym szybki rozwój Ameryki przynosił korzyści głównie średniej i niższej klasie” – komentuje wyniki raportu Jordan Weissmann z The Atlantic. „Później, w latach 70. ze względu na dwa kryzysy energetyczne i inflację trend niemal się zatrzymał. Kraj odłożył na bok powojenny centrolewicowy konsensus – ujęty w komentarzu Richarda Nixona „teraz wszyscy jesteśmy Keynesistami” – i w zamian tego spróbował Reganizmu. Obcieliśmy podatki. Rozwój technologii i zagraniczna konkurencja zagroziły płacom i miejscom pracy robotników fizycznych. Giełda ruszyła. A kiedy znów pojawił się wzrost, korzyści z niego płynęły do klasy inwestującej – do najbogatszych 20 proc., a zwłaszcza do 5 proc.”

>>> Zobacz też: Amerykanie po kryzysie - mniejsze dochody, mniejsze majątki i mniej pracy

W rezultacie tych przemian udział klasy średniej w dochodzie narodowym spadł z 62 proc. w 1970 r. do 45 proc. w 2010 r. W tym samym czasie grupa o największych dochodach zwiększyła swój udział z 29 proc. do 46 proc.

Politycy i finansjera psują, ale praca wciąż się opłaca

Gorsza sytuacja amerykańskiej klasy średniej znajduje również potwierdzenie w nastrojach społecznych. Z badania przeprowadzonego przez Pew Research Centre wynika, że 85 proc. Amerykanów uważających się za członków klasy średniej twierdzi, że obecnie trudniej niż 10 lat temu jest utrzymać standard życia. Za ten stan rzeczy winą obarczają przede wszystkim Kongres (62 proc. respondentów), banki i instytucje finansowe (54 proc.) oraz duże korporacje (47 proc.). Oskarżenia kierowane są również pod adresem administracji dwóch ostatnich prezydentów USA. Tylko 8 proc. uważa, że wina leży po stronie samej klasy średniej.

Pomimo malejących dochodów Amerykanie wciąż wierzą w wartość pracy. Dwie trzecie ankietowanych przedstawicieli klasy średniej uważa, że ciężka praca pozwala na awans społeczny. 29 proc. twierdzi natomiast, że determinacja w połączeniu z ciężką pracą nie gwarantują sukcesu. 

>>> Czytaj też: Do 2030 r. klasa średnia zwiększy się o kilkaset milionów ludzi