Problem nazywa się Yme – to norweskie złoże gazu, w którym Lotos ma 20 proc. udziałów. Na planach jego eksploatacji spółka oparła niemal całą strategię, ale przez wady konstrukcyjne platformy wydobywczej i opieszałość operatora koncesji, firmy Talisman, inwestycja od trzech lat nie może ruszyć. Lotos w Yme zainwestował już 1,7 mld zł, a w II kw. musiał dokonać prawie 1 mld zł odpisu. Dziś już wiadomo, że uruchomienie produkcji nie nastąpi wcześniej niż pod koniec 2015 r.

Lotos nie wyklucza więc, że będzie dochodził od Kanadyjczyków odszkodowania. – Mamy doradców prawnych i biznesowych, z którymi analizujemy, w jaki sposób Talisman realizuje ten projekt. Na tej podstawie będziemy podejmować dalsze kroki – tłumaczy Paweł Olechnowicz, prezes koncernu.

Lotos o pomoc zwrócił się do Andrzeja Mikosza, byłego ministra skarbu państwa w rządzie Kazimierza Marcinkiewicza, i Krzysztofa Walenczaka, który jeszcze osiem miesięcy temu pełnił funkcję sekretarza stanu w Ministerstwie Skarbu Państwa. Koncern podkreśla, że Mikosz i Walenczak to świetni eksperci. – Obaj doprowadzili do rozwiązania sporu z Eureko. Teraz też liczymy na pozytywne efekty – wyjaśnia Olechnowicz.

Krzysztof Walenczak od 2008 r. – z ramienia Lehman Brothers – doradzał Skarbowi Państwa w sporze z Eureko (po jego zakończeniu został wiceministrem skarbu). Andrzej Mikosz był z kolei liderem zespołu specjalistów z zakresu bankowości inwestycyjnej oraz prawników, który opracował strukturę ostatecznej ugody pomiędzy Polską a holenderskim ubezpieczycielem. Ta zakończyła dziesięcioletni spór dotyczący kontroli nad PZU.

Walenczak od maja jest dyrektorem generalnym w Societe Generale w Polsce; Mikosz pracuje dla kancelarii K&L Gates. Obie firmy mają duże doświadczenie w sporach dotyczących umów międzynarodowych o ochronie inwestycji. Żadna z tych firm nie chciała jednak skomentować zlecenia, jakie otrzymały od Lotosu.

Mimo że koncern związany ze Skarbem Państwa na doradców wybrał byłych ministrów, i to bez przetargu, eksperci są przekonani o dobrych intencjach stron. – W takich sytuacjach mogą pojawiać się wątpliwości natury etycznej, ale co do zasady obecność byłych polityków w biznesie nie jest niczym nowym ani dziwnym – tłumaczy Witold Jarzyński, ekspert Forum Obywatelskiego Rozwoju. Jak zaznacza, w biznesie i politycy często potrzebne są te same umiejętności. – Dobrym przykładem jest właśnie Ministerstwo Skarbu, gdzie wielu ludzi to świetni fachowcy w swoich dziedzinach. Doświadczenie z biznesu mogą przenieść do resortu, i odwrotnie – z resortu do biznesu. To nic złego. Tak dzieje się wielu krajach Europy Zachodniej i USA – dodaje.