Jej mit prześciga samo życie. Miał ją Benjamin Franklin, który wstawał wcześnie, trzymał się swojej listy 13 cnót i codziennie analizowanie swojego postępowanie. Mają ją najlepsi sportowcy, wykorzystując dyscyplinę do trenowania wytrwalej niż wszyscy inni żeby zdobyć złoto. Według moich czytelników również ja mogę się nią poszczycić, ponieważ mam długą listę dobrych nawyków i osiągnięć, od regularnej aktywności fizycznej przez poranne wstawanie po oszczędzanie.

Ale to wszystko mit.

Mam nadzieję, że kiedy zaakceptujecie że fakt, że to tylko mit, pozbędziecie się wyrzutów sumienia w związku z brakiem zdyscyplinowania i zainspiruje was to do wykształcenia w sobie nawyków, które chcielibyście mieć – i nie będziecie do tego potrzebować owej mitycznej dyscypliny.

Dlaczego dyscyplina jest mitem?

Problem polega na tym, że dyscyplina brzmi jak zupełnie rozsądne pojęcie – dopóki się w nie nie zagłębić. Weźmy na przykład pierwsze zdanie jednego z artykułów na jej temat:
„Dyscyplina nie jest zagadką.”

Otóż jest! Czym jest dyscyplina? Ile właściwie jej masz? Jak można mieć jej więcej? Jeśli poprzez jej ćwiczenie, to jak można ją ćwiczyć, jeśli w ogóle się jej nie ma? Jeśli nie masz ochoty czegoś robić, to jak użyć dyscypliny, żeby się do tego zmusić?

Wielokrotnie dyskutowałem z osobami, które silnie wierzą w mit dyscypliny. Zwykle wyglądało to mniej więcej tak:

Ja: Co to jest właściwie dyscyplina? Czym się różni od motywacji (która jest zestawem czynności, które możemy faktycznie podjąć)?
Znajomy: Motywacja ciągnie cię w jakimś kierunku i sprawia, że sam chcesz coś zrobić. A dyscyplina cię w jakimś kierunku popycha i sprawia, że robisz coś, na co nie masz ochoty.
Ja: OK., więc ja nie mam w ogóle dyscypliny, skąd ją wziąć?
Znajomy: Trzeba ćwiczyć. Dyscyplina jest mięśniem, który wzmacnia się w miarę ćwiczeń.
Ja: Ale jak mam ćwiczyć jeśli w ogóle nie mam dyscypliny?
Znajomy: Zacznij od czegoś małego i konsekwentnie to ćwicz.
Ja: Ale do tego trzeba dyscypliny. Co konkretnie muszę zrobić, żeby zmusić się do robienia czegoś, czego nie chce mi się robić?
Znajomy: Zmuszasz się do tego mimo wszystko.
Ja: Ale to wymaga dyscypliny, której nie mam. OK., powiedzmy więc, że siedzę na kanapie i chcę wyjść pobiegać, albo usiąść przed komputerem i zacząć pisać. Jak mam się do tego zmusić? Co mam konkretnie zrobić?
Znajomy: Hmmm. Zwizualizuj sobie efekt końcowy, coś czego chcesz.
Ja: To sposób na motywację, nie na dyscyplinę.
Znajomy: OK. To ustal sobie jakąś nagrodę. Nie, to motywacja. Hmmm. Spróbuj się nakręcić i powtarzać sobie, że możesz to zrobić. Nie, to też motywacja. Powiedz innym, że to zrobisz. Nie, też motywacja. Skup się na przyjemnych aspektach… albo rób tylko rzeczy, które lubisz. Nie, to wszystko sposoby na motywację. Hm.

Każda czynność, którą możesz podjąć żeby zmusić się do zrobienia czegoś, jest motywacją. Nie dyscypliną.

I właśnie dlatego samodyscyplina jest mitem. Może i brzmi dobrze, ale nie jest przydatną koncepcją. Kiedy chcesz podjąć konkretne kroki, dzięki którym zmusisz się do zrobienia czegoś, na co nie masz ochoty, możesz się uciec jedynie do motywacji. Nie do dyscypliny. Od lat proszę ludzi, żeby podali mi przykład czynności związanej z dyscypliną, która nie jest przykładem motywacji – nikomu się nie udało.

Budowanie nawyków konsekwencji

Kiedy ludzie mówią, że potrzebują w życiu dyscypliny, zwykle mają na myśli to, że chcieliby w czymś być bardziej konsekwentni. Może chodzić o uprawianie sportu, medytację, pisanie albo inne kreatywne zajęcie, finanse, jedzenie, czy produktywność w pracy.

To wszystko jest do zrobienia bez idei dyscypliny. Zamiast tego powinieneś wyrobić sobie nawyk.

Większość z nas źle rozumie pojęcie nawyku. Wiąże się on z takimi koncepcjami, jak odruchy, pozytywne i negatywne informacje zwrotne, konsekwencja, motywacja, odpowiedzialność, wsparcie i innymi, które pomagają budować nawyki.

Nie są to jednak ulotne idee, ale konkretne techniki, które pomagają wytworzyć w sobie nawyk. Jeśli chcesz być w czymś konsekwentny, podejmij kroki konieczne do wyrobienia sobie takiego nawyku. Zacznij od nieznacznych czynności i buduj go sukcesywnie. Kiedy już zakorzeni się jako faktyczny nawyk (co może zająć od kilku tygodni do kilku miesięcy), możesz zacząć go rozszerzać.

Kluczem do konsekwencji są nawyki. Nie dyscyplina.

Zapewniam, że kiedy zbudujesz konsekwentny, dobry nawyk, jest on czymś wspaniałym. Czujesz się zdyscyplinowany, silny i masz dobre samopoczucie – nawet jeśli, tak jak ja, żyjesz jako ucieleśnienie mitu.

Tak chyba mniej więcej muszą się czuć greccy bogowie.

Autor artykułu prowadzi bloga ZenHabits.net