Dlaczego? Bo warto dokładniej skupić się na słowach Bena Bernanke. Wprawdzie powtórzył on to, co słyszeliśmy już podczas ostatnich posiedzeń FED – QE3 zostanie uruchomione, jeżeli będzie taka potrzeba – co nieco zawiodło tych, którzy liczyli na bardziej „gołębi” zwrot w kontekście zapisków z ostatniego posiedzenia. Ale chwilę później szef FED dodał, iż bierze też pod uwagę „niepewności i ograniczenie swoich instrumentów”. Z jednej strony można to odebrać jako sygnał pewnej słabości FED, ale z drugiej jako dowód na to, iż formuła programu QE3 będzie inna od dotychczasowych działań przeprowadzanych przez bank centralny. W rannym komentarzu pisałem, że bardziej elastyczna forma działań banku centralnego polegająca na tym, iż nie anonsuje się zawczasu wartości całego programu, może sprawić, że FED zdecydowałby się na taki ruch już 13 września. Chociaż warto postawić tutaj jeden warunek – jeżeli nie będzie jednoznacznie pozytywnego zaskoczenia w publikowanych w przyszłym tygodniu istotnych danych (ISM dla przemysłu w czwartek, oraz comiesięcznych danych z rynku pracy w piątek).

Dane makroekonomiczne, które poznaliśmy dzisiaj były mieszane – indeks Chicago PMI spadł na koniec sierpnia do 53 pkt. (oczekiwano 53,5 pkt.), ale nastroje konsumentów sporządzane na koniec miesiąca przed Uniwersytet Michigan były już lepsze – wzrost do 74,3 pkt. (szacunki wynosiły 73,6 pkt.). Trudno, zatem doszukać się tu jakichś impulsów dla rynku.
Agencje cytowały dzisiaj szeroko wypowiedź członka Europejskiego Banku Centralnego, Benoit Couere’a, który przyznał, że ECB pracuje nad programem interwencji na rynkach obligacji opartym o krótkoterminowe papiery, który będzie jednak obwarowany wieloma warunkami, a także będzie elementem współdziałania z europejskimi mechanizmami ratunkowymi EFSF i ESM. W zasadzie to nic nowego, ale rynek uznał, iż jest to sygnał, że w czwartek należy spodziewać się opublikowania większej liczby szczegółów (wszak Mario Draghi daje ostatnio do zrozumienia, że jest bardzo zapracowany).

Wspólnej walucie pomogło też mocne wsparcie pozycji Jensa Weidmanna, szefa Bundesbanku przez Angelę Merkel, w kontekście pojawiających się spekulacji o jego dymisji w proteście wobec polityki lansowanej przez szefa ECB.

Około godz. 16:37 kurs EUR/USD wahał się w okolicach 1,2595, a więc nieco poniżej wobec nowego lokalnego szczytu, jaki został dzisiaj ustanowiony na poziomie 1,2636. Niezaprzeczalnym faktem jest jednak to, iż udało się pobić ubiegłotygodniowe ekstremum na 1,2588. Potencjalnym czynnikiem ryzyka dla utrzymania zwyżki w perspektywie handlu w poniedziałek w nocy, są teraz dane z Chin, jakie poznamy w sobotę o godz. 3:00. Mowa o rządowym indeksie PMI dla przemysłu, który mógł spaść w sierpniu do 50 pkt. z 50,1 pkt. w lipcu. Jeżeli ruch będzie głębszy, to powrócą obawy związane z twardym lądowaniem gospodarki Państwa Środka i dolar może nieco zyskać na bazie wzrostu awersji do ryzyka.

Dzisiejszy szczyt na 1,2636 jest też dość blisko rocznej linii trendu spadkowego, co może chwilowo ograniczać potencjalne zwyżki. Reasumując – istnieje ryzyko spadku EUR/USD w okolice 1,2562 (wsparcie oparte o korpusy świec), ale nie musi się ono zmaterializować. W perspektywie przyszłego tygodnia (czwartkowe posiedzenie ECB) powinniśmy ustanowić nowy lokalny szczyt powyżej 1,2636.