Liczyło się tylko jedno – zniwelowanie wczorajszego pesymizmu i kupno akcji przed przemówieniem Bena Bernanke w Jackson Hole. Uważni obserwatorzy dostrzegli jednak jeszcze jeden warunek sprzyjającym bykom – window dressing na koniec miesiąca.

Po wczorajszych spadkach, na większości parkietach nastroje dzisiaj o poranku wcale nie były najlepsze. Start notowań przebiegał więc w spokojnej atmosferze i przy niewielkich zmianach indeksów. Wydawało się, że rynki przeszły w stan czuwania przed zaplanowanym na godzinę 16:00 przemówieniem prezesa Fed. Okazało się jednak, że przy bardzo nisko ustawionej poprzeczce dla Ben Bernanke, opłacało się akcje kupować przed jego wykładem. Zachęcały wczorajsze spadki, a na GPW również wcześniejsze zniżki, gdyż od połowy sierpnia ciężko było indeksowi lokalnych blue chipów się podnieść. Na GPW uderzenie popytu przyszło dość szybko, gdyż już po pierwszej godzinie notowań zwyżki sięgały 1%. Na parkietach zagranicznych na większe wzrosty trzeba było poczekać dłużej i dopiero słowa Benoita Coeure, członka zarządu EBC, że bank pracuje nad możliwością interwencji na rynkach długu, stały się zapalnikiem do zakupów.

Inwestorzy na rynek patrzyli wybiórczo, nie tylko dlatego, że gro obrotu generowały największe spółki i to one najsilniej zyskiwały. Również dobiegające informacje były filtrowane i szybko zapomniano o porannych rewelacjach prasowych, że nad rezygnacją zastanawiał się szef Bundesbanku. Teoretycznie brak najpoważniejszego oponenta sprzyjałoby rozpoczęciu agresywnych zakupów przez EBC, ale okazuje się, że Jens Weidmann ma pozostać na stanowisku. Może to oznaczać, że Mario Draghi będzie musiał iść na kompromis i nie wyprowadzać wielkiej „bazuki”, na którą prezes Bundesbanku z pewnością by się nie zgodził.

Wszystkie te dywagacje były jednak ignorowane i rynek po sporych zwyżkach spokojnie czekał na godzinę 16:00 i tekst przemówienia Bena Bernanke. W tym czasie niemal niezauważenie przeszły publikacje danych makroekonomicznych. Nie były to bardzo ważne dane i nie odbiegały znacznie od oczekiwań, ale warto wspomnieć, że indeks Chicago PMI kosmetycznie spadł, jednak utrzymał się powyżej newralgicznego poziomu 50 pkt. Nieźle zaprezentowały się zamówienia w przemyśle, które w lipcu wzrosły o 2,8%, wobec oczekiwań zwyżki o 1 pkt. proc. mniejszej. Lepsze od oczekiwań okazały się również finalne dane o poziomie indeksu Uniwersytetu Michigan. Z kolei słowa Bena Bernanke niejako zgodnie z oczekiwaniami zawiodły.

Otóż prezes Fed nie powiedział nic nowego. Powtórzone zostały argumenty za ilościowym luzowaniem, które ma być remedium na uporczywie wysokie bezrobocie za Atlantykiem. Jednakże nic nie zostało powiedziane, kiedy Fed ponowie uruchomi prasy drukarskie, użyto jedynie znanego zwrotu, iż bank uruchomi kolejny program wsparcia, jeśli okaże się to konieczne. Ceny akcji spadły, podobnie jak to było w czasie przemówienia w Jackson Hole rok czy dwa lata temu, ale spadki tak samo wtedy jak i teraz okazały się krótkotrwałe i ostatecznie udało się zachować gro wzrostów, które wygenerowane zostały na pokaźnych obrotach. Takie zachowanie każe pomyślniejszym okiem spojrzeć na rynek, ale o przełomie nie może być jeszcze mowy, gdyż zwyżka o 1,4% reguł podażowej gry nie zmienia.