Należy przypomnieć, że 29 października 2010 r. Sejm skierował do prac w komisji trzy różne projekty ustawy o zapłodnieniu in vitro (Małgorzaty Kidawy-Błońskiej z PO, Jarosława Gowina też z PO oraz Bolesława Piechy z PiS), a odrzucił projekt Teresy Wargockiej z PiS. Można było wówczas z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że projekty te „utoną” w komisji. Tak też się stało. Zbliżały się wybory parlamentarne i posłowie nie chcieli zawracać sobie głowy kontrowersyjną sprawą.

Trzeba podkreślić, że Sejm słusznie postąpił, odrzucając projekt Teresy Wargockiej. Zakładał on, że tworzenie zarodków in vitro jest przestępstwem zagrożonym karą pozbawienia wolności do dwóch lat. Otóż gdyby zapłodnienie in vitro zostało uznane za przestępstwo, byłaby to kompromitacja zarówno polskiego parlamentu, jak i polskiego prawa karnego. Bo czy można w cywilizowanym kraju karać więzieniem za stosowanie metody, której twórca otrzymał Nagrodę Nobla?

Niedawno premier zapowiadał, że określenie procedury in vitro nastąpi w rozporządzeniu ministra zdrowia, a więc z pominięciem Sejmu. Zapewne z obawy przed krytyką ze strony konserwatywnej części parlamentu, ale także konstytucjonalistów premier zredukował całą sprawę do ministerialnego projektu zdrowotnego.

W liście Episkopatu przeznaczonym do odczytania w kościołach w niedzielę Świętej Rodziny w dniu 28 grudnia 2008 r. biskupi napisali m.in.: „Bóg i tylko Bóg jest Panem życia. Dzieci są jego darem, a nie jednym z dóbr konsumpcyjnych. Nie istnieje prawo do dziecka. Nie jest to opinia – jak czasami usiłuje się sugerować – Episkopatu Polski, ale zwyczajne nauczanie Kościoła katolickiego, dawno już wyłożone w oficjalnych dokumentach”. Pierwsze dwa zdania są z dziedziny wiary, wobec czego pozostają bez komentarza. Kilku uwag wymaga jednak negacja prawa do dziecka.

Zgodnie z postulatem krytycyzmu, czyli zasadą dostatecznej racji, każde twierdzenie, które nie jest aksjomatem, powinno być należycie uzasadnione, jeżeli ma zostać uznane za prawdziwe. Odwołanie się do bliżej nieokreślonego nauczania Kościoła katolickiego nie spełnia postulatu krytycyzmu, a więc nie stanowi należytego uzasadnienia kategorycznego twierdzenia, że nie istnieje prawo do dziecka. W konsekwencji trudno byłoby to twierdzenie uznać za prawdziwe.

Nieuzasadnione twierdzenie, że nie istnieje prawo do dziecka, jest niesprawiedliwe wobec osób niepłodnych. Każda kobieta ma prawo do urodzenia własnego dziecka, niezależnie od tego, czy może zajść w ciążę w sposób naturalny, czy też wymaga sztucznego zapłodnienia. Prawo do urodzenia własnego dziecka jest przyrodzone, a nie nadane. Dlatego żadne nauczanie nie może tego prawa zanegować. Żadna doktryna świecka lub religijna nie może uzasadniać negacji prawa do dziecka.

Prawo do dziecka istnieje tak samo jak prawo do wolności. Dziecko jest zaś dla matki źródłem sensu życia. Każda próba zamknięcia drogi do tego źródła jest niehumanitarna.

Prawie do końca lat 70. XX wieku medycyna niewiele mogła pomóc niepłodnym parom. Dopiero w 1978 roku narodziło się pierwsze dziecko z probówki. Do dziś urodziło się już ich około czterech milionów. To wielki sukces biologii i medycyny. Metoda in vitro stała się szansą dla niepłodnych par, które tylko dzięki niej mogą mieć potomstwo.

Niepłodność uważana jest przez Światową Organizację Zdrowia za chorobę. Jeżeli zapłodnienie in vitro uznamy za dopuszczalną metodę leczenia tej choroby, co zresztą dyktuje nam zdrowy rozsądek, powstaje problem wytwarzania i zamrażania zarodków nadliczbowych, a także problem selekcji embrionów.

Przy rozwiązywaniu tego problemu może być pomocna następująca zasada: jeżeli dozwolony jest określony cel, to tym samym dozwolone jest takie działanie, które stanowi warunek konieczny do osiągnięcia tego celu. Jeżeli więc dozwolone jest zapłodnienie in vitro, dozwolone jest takie działanie, które stanowi niezbędny warunek tego zapłodnienia. Zdaniem profesora Jacka Zaremby, który jest genetykiem i wiceprzewodniczącym Wydziału Nauk Medycznych PAN, wytwarzanie zarodków nadliczbowych stanowi integralną część procedury in vitro („Gazeta Wyborcza” z 19 grudnia 2008 r.).

W różnych krajach lekarze zgadzają się z tym, że zarodki nadliczbowe muszą być wytwarzane, ale nie muszą być niszczone. Profesor Zaremba twierdzi, że bez tworzenia zarodków nadliczbowych i bez ich selekcji metoda in vitro byłaby nieefektywna. Według niego dzięki mrożeniu zarodków i diagnostyce preimplantacyjnej rodzą się zdrowe dzieci.

Z wypowiedzi prof. Zaremby jasno wynika, że wytwarzanie i zamrażanie zarodków nadliczbowych jest warunkiem koniecznym skuteczności metody in vitro. Zarodki nadliczbowe zamraża się po to, aby nie umarły i aby w razie potrzeby można było dokonać ponownej implantacji do organizmu kobiety.

Selekcja zarodków warunkuje rodzenie się zdrowych dzieci. Nie jest to eugenika. Nie chodzi o doskonalenie człowieka pod względem fizycznym i umysłowym, ale tylko o zdrowe dzieci. Embriony z poważnymi defektami genetycznymi nie nadają się do wszczepienia. Muszą zostać zniszczone. Nie jest to bezprawie.

Według prawa polskiego przerwanie ciąży dopuszczalne jest m.in. wtedy, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu. A skoro dozwolone jest usunięcie ciężko upośledzonego płodu, to – a maiori ad minus – tym bardziej dozwolone jest zniszczenie zarodka obciążonego poważnymi wadami genetycznymi. Przecież z takiego zarodka mógłby powstać ciężko upośledzony płód. I właśnie dlatego nie można tak samo traktować zarodków zdrowych i chorych.

Polscy biskupi nie tylko krytykują, ale wręcz potępiają metodę in vitro. Co więcej niektórzy nawet grożą ekskomuniką posłom popierającym tę metodę. Nie wiem, czy taka groźba jest zgodna z duchem Ewangelii, ale to nie moje zmartwienie.

Ksiądz prof. Franciszek Longchamps de Berier powiedział przed dwoma laty na konferencji prasowej, że embrion nie może być stawiany na równi z tkanką czy komórką. Zapewne tak, ale czy embrion może być stawiany na równi z człowiekiem? I dalej: czy zniszczenie embrionu może być traktowane jak zabójstwo człowieka? Zgodnie ze zdrowym rozsądkiem nie może!

A jeśli między embrionem a człowiekiem nie można postawić znaku równości, to kiedy zaczyna się człowiek? W chwili poczęcia nie ma jeszcze realnego człowieka, a jest tylko zarodek, czyli coś w rodzaju potencjalnego człowieka.

Życie człowieka jest najwyższą wartością indywidualną. Ochrona tej najwyższej wartości nie jest jednak absolutna, ma swoje granice. Znaczy to, że w sytuacjach wyjątkowych wolno zabić człowieka (obrona konieczna, wojna obronna, a także wykonanie wyroku śmierci, jeśli w danym kraju ta najsurowsza kara jest stosowana). W wypadkach określonych w ustawie wolno przerwać ciążę (zagrożenie życia lub zdrowia kobiety ciężarnej, ciężkie upośledzenie płodu, ciąża jako skutek czynu zabronionego, a zwłaszcza zgwałcenia). Wolno też zniszczyć zarodki, które ze względu na poważne wady genetyczne nie nadają się do implantacji, o czym już wyżej wspomniano.

Biskupi chcą za wszelką cenę wykluczyć in vitro, mimo że dzięki tej metodzie powstaje nowe życie tam, gdzie w naturalny sposób powstać nie może. Mają oni prawo do moralnej oceny uchwalanych przez Sejm ustaw, ale nie powinni wywierać nacisku na posłów, aby skłonić ich do głosowania w określony sposób. Przecież Polska to nie Iran. Biskupi powinni mieć na uwadze to, że wprowadzanie doktryny katolickiej do prawa państwowego może być rozwiązaniem problematycznym, gdyż prawo to dotyczy nie tylko katolików, lecz także ludzi innych wyznań, a także niewierzących. Tym wszystkim niekatolikom nie można zamykać drogi do in vitro tylko dlatego, że ta metoda, zdaniem biskupów, nie odpowiada doktrynie katolickiej. Konkluzja jest następująca: metoda in vitro nie jest złem, lecz szansą dla niepłodnych par.