Mimo że od ostatniego gwizdka na turnieju minęły niemal cztery miesiące, spółka koordynująca organizację mistrzostw nadal robi remanent po Euro. – Czekamy na raport z działalności, w którym mają zostać zgromadzone cała wiedza i doświadczenie w przygotowaniu tak wielkiej imprezy – wyjaśnia Katarzyna Kochaniak, rzecznik resortu sportu, który powołał spółkę celową.

Ostateczny termin rozliczenia się spółki to koniec tego roku. Do tego momentu będą obowiązywać kontrakty menedżerskie zarządu. Cały budżet na ten rok ma zamknąć się w kwocie 11,2 mln zł. Dla porównania budżet w 2011 r. wynosił 11,3 mln zł, a najwięcej spółka wydała w 2009 r. – ok. 16,2 mln zł. Jak tłumaczą jej pracownicy, wtedy wystartowało najwięcej kluczowych projektów. Po rozliczeniu z resortem sportu szefom PL.2012 (Marcinowi Herze oraz Andrzejowi Boguckiemu) kontrakty gwarantują sowite odprawy – 2,7 mln zł. Takie kwoty budziły emocje w mediach i wśród polityków. – Raport będzie w formie książki i znajdą się w nim rekomendacje, jak przygotowywać tak wielką imprezę. Zweryfikujemy również wyliczenia raportów przygotowanych jeszcze przez Euro – wyjaśnia Mikołaj Piotrowski z PL.2012.

Według Ministerstwa Sportu części spośród ok. 60 pracowników już skończyły się umowy, ale i ci, którzy jeszcze pracują, zaczynają się rozglądać za innymi posadami. – Myśleliśmy, że pracując przy tak dużym projekcie jak Euro 2012, będziemy rozchwytywani na rynku. Tak jednak nie jest – przyznaje ze smutkiem jeden z naszych rozmówców.

Pracę spółki rozliczy jeszcze Najwyższa Izba Kontroli, która swój audyt rozpocznie na początku przyszłego roku. Kontrolerzy przyjrzą się finansom i realnie wykonanej pracy. Dotąd niezwykle krytycznie oceniali działalność spółki. Wytykali, że jej szefowie zlecali zewnętrznym firmom zadania, które powinny być wykonane przez nią samą. – Zlecali również usługi, których celowość trudno uzasadnić, np. na badanie nastrojów społecznych wydano 154 tys. zł – mówił rzecznik izby Paweł Biedziak. Co więcej, działo się tak, mimo iż PL.2012 miała podpisaną umowę z Uniwersytetem Warszawskim, od którego otrzymywała takie informacje. Podobne wątpliwości budziło kupno systemu Project Portfolio Management za niemal 1,5 mln zł, choć wcześniej kupiono inne narzędzie informatyczne.

Sam prezes Marcin Herra, według mediów, był wymieniany jako następca odwołanego prezesa Narodowego Centrum Sportu. Nie został nim, jednak według nieoficjalnych informacji ma szansę objąć np. stanowisko wiceprezesa w NCS, które ma w końcu podpisać umowę z Ministerstwem Sportu i stać się operatorem Stadionu Narodowego w Warszawie.