Ekonomiści spodziewali się kolejnego spadku (do ok. 46,6 pkt) w trendzie trwającym od grudnia 2010 r., kiedy to zanotowano maksimum – 56,3 pkt. PMI analizuje m.in. nowe zamówienia, wielkość i koszty produkcji, stan zapasów, zatrudnienie w przedsiębiorstwach. Jego poziom poniżej 50 pkt mówi o złej kondycji firm.

– W październiku nieco wyhamował spadek nowych zamówień i produkcji. Stąd nieco lepszy odczyt indeksu PMI – tłumaczy Agata Urbańska, ekonomistka HSBC ds. Europy Środkowo-Wschodniej. Jednak był to drugi (po wrześniu) najgorszy odczyt od 38 miesięcy. – Udało się jedynie ograniczyć spadek zamówień krajowych. Spadek zamówień eksportowych był największy od 40 miesięcy – zauważa Adam Czerniak, ekonomista Kredyt Banku.

Przy spadających zamówieniach i produkcji firmy drugi miesiąc z rzędu ograniczały zatrudnienie. Tempo tego procesu było najszybsze od października 2009 r.

W efekcie, jak twierdzą eksperci, już w danych Głównego Urzędu Statystycznego za październik zobaczymy ujemną roczną dynamikę zatrudnienia w porównaniu z zerową we wrześniu. W kolejnych miesiącach odbije się to na wzroście stopy bezrobocia do ok. 13 proc. pod koniec roku z 12,4 proc. we wrześniu. Oprócz pracowników branży budowlanej najbardziej zagrożone są osoby pracujące w firmach wysyłających znaczną część produkcji na eksport – szczególnie wytwarzających wyroby z metali, gumy i tworzyw sztucznych oraz mineralnych surowców niemetalicznych, a także w przedsiębiorstwach produkujących dobra niesłużące zaspokajaniu najważniejszych potrzeb życiowych – np. samochody czy elektronikę.

Wyhamowanie spadku indeksu PMI spowodowało, że po publikacji danych złoty nieznacznie się osłabił. Euro zyskało 0,27 proc. i kosztowało 4,137 zł. Kurs franka szwajcarskiego wzrósł o 0,32 proc. do 3,426 zł. Odczyt indeksu nie miał jednak wpływu na wycenę polskiego długu. Spadek rentowności obligacji był związany z dużym popytem na rynku mało płynnym przed długim weekendem.