Mitt Romney utrzymuje, że polityka Baracka Obamy może w najlepszym wypadku wydłużyć okres powolnego odradzania się gospodarki USA. Urzędujący prezydent zapowiada zaś, że plany kandydata Republikanów spowodują kolejną, ciężką recesję. Żaden z nich nie ma racji.

>>> Polecamy: Wybory w USA: relacja na żywo

Bez względu na wynik dzisiejszych wyborów gospodarka Stanów Zjednoczonych w najbliższych czterech latach będzie rozwijać się szybciej niż zapowiadano. Dzięki ograniczeniu zadłużenia społeczeństwa do najniższego od niemal dziesięciu lat poziomu konsumenci przestali dziś panicznie oszczędzać i wydają coraz więcej. Na nowo rosną też ceny domów, a banki chętniej udzielają pożyczek.

Mark Zandi, główny ekonomista z Moody’s Analytics, uważa, że gospodarka objęła dobry kurs i dostała silny wiatr w żagle. Według jego prognoz powinna urosnąć o 2 proc. w nadchodzącym roku i o dwa razy więcej w latach 2014 i 2015; wszystko to dzięki wzrostowi konsumpcji, zatrudnienia i budownictwa.

>>> Czytaj też: Wybory prezydenckie w USA 2012: wyniki sondaży wskazują na remis

Jest jednak jeden warunek. Prezydent-elekt będzie musiał zmierzyć się z koniecznością ograniczenia federalnego deficytu budżetowego, który wynosi dziś 1,1 bln dol. Biuro Budżetowe Kongresu ostrzega bowiem, że gdy na początku 2013 r. w życie wejdzie tzw. fiscal cliff, czyli gwałtownie zacieśni się liberalna polityka fiskalna, USA czeka kolejna recesja.

Większość ekonomistów pozostaje optymistami – wierzą, że mimo początkowych trudności nadchodzący rok będzie dobry dla amerykańskiej gospodarki. Świadczy o tym chociażby większy niż zapowiadano wzrost poziomu zatrudnienia – w październiku pracę znalazło aż 171 tys. ludzi. Dzięki pozytywnym, najlepszym od czterech lat nastrojom konsumentów odżywa także rynek budowlany i samochodowy, choć wśród producentów aut przewidywany jest chwilowy zastój związany z huraganem Sandy.

USA zyskają sporo dzięki poprawie sytuacji na świecie, m.in. w Chinach, gdzie spowolnienie gospodarcze powoli odchodzi w niepamięć. Ekonomiści są przekonani, że także strefa euro prędzej czy później pożegna się z kryzysem. O ile jednak jutrzejsze wybory mogą w pewnym stopniu wpłynąć na decyzje przedsiębiorstw, to wśród specjalistów panuje niemal pewność, że ich wynik sam w sobie nie będzie miał kluczowego znaczenia dla rozwoju amerykańskiej gospodarki.

>>> Polecamy: Ekonomiczni suflerzy Obamy i Romneya