Przedstawiciele Stowarzyszenia Polskich Brokerów, Ministerstwa Sprawiedliwości i ludzie nauki dyskutowali w redakcji DGP o zaletach i wadach deregulacji zawodu brokera i innych zawodów finansowych.

Ma do niej dojść w drugiej transzy deregulacyjnej, która ma objąć 91 profesji. Wśród tych związanych z rynkami finansowymi na liście znaleźli się – poza brokerami ubezpieczeniowymi – doradcy inwestycyjni, księgowi, agenci celni i doradcy podatkowi. Trwają właśnie konsultacje społeczne w tej sprawie, jako że z deregulacją wiąże się niejedno ryzyko.

– Nie rozumiemy, jaki jest cel deregulacji naszego zawodu – zastanawiał się Jacek Kliszcz, prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych. – To, co rząd chce przeprowadzić, to decertyfikacja – dodał.

W jego ocenie dostęp do zawodu ogranicza jedynie stopień kompetencji kandydata. Złożoność zasad wykonywania zawodu i niepełne uregulowania legislacyjne powodują konieczność tworzenia przez środowisko samorządowe zasad regulujących praktykę. – Konieczność zdania egzaminu to ważny element zrozumienia przez kandydata na brokera reguł wykonywania zawodu oraz roli brokera na rynku ubezpieczeń. To jedyny moment, kiedy kandydat musi się zapoznać ze wszystkimi przepisami i ustawami związanymi z jego przyszłym zawodem. Co będzie, gdy ten obowiązek zniknie? – zastanawiał się Kliszcz.

Pośrednicy ubezpieczeniowi odpowiadają: jeśli zniknie obowiązek zdawania egzaminu na agenta i brokera, to klient będzie mniej bezpieczny. W branży pojawią się niedouczeni pośrednicy, u których o błąd nie będzie trudno. Pomyłki i niewiarygodne działania przełożą się zaś na postrzeganie całej branży.

Przedstawiciele resortu sprawiedliwości zapewniali, że zależy im na utrzymaniu wysokiego poziomu usług oferowanych przez przedstawicieli poszczególnych zawodów. – Poprzez deregulację chcemy tylko zdjąć część obowiązków kontrolnych z państwa – wyjaśniał Miłosz Rojek z departamentu strategii i deregulacji Ministerstwa Sprawiedliwości. – Tym bardziej że liczba regulowanych zawodów w Polsce na tle Unii Europejskich należy do jednej z najwyższych – dodał.

W jego ocenie kryzys zadłużeniowy pokazał, że rządy wzięły na siebie za dużo, jeśli chodzi o regulację w różnych dziedzinach życia. Teraz należy przeprowadzić przegląd i tam, gdzie trzeba, złagodzić, a gdzie można – znieść zupełnie nadzór państwa.

– W przypadku agentów ubezpieczeniowych to zakłady ubezpieczeniowe zawierają z nimi umowy i powinny ściśle kontrolować działalność agentów jako swoich przedstawicieli. Ponieważ działania zakładów ubezpieczeń są i muszą być kontrolowane, nadzór państwowy powinien być skoncentrowany właśnie na nich. Stosowanie podwójnego nadzoru może prowadzić – i rzeczywiście takie przypadki się zdarzają – do rozmywania odpowiedzialności między instytucją finansową a pośrednikiem – stwierdził Rojek.

Jacka Lisowskiego, profesora z Katedry Ubezpieczeń Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, zaniepokoiło jednak, co się stanie w przypadku multiagentów, którzy nie podlegają jednemu towarzystwu ubezpieczeniowemu. – Kto zadba o odpowiedni poziom usług oferowanych przez niezwiązanych z żadnym zakładem pośredników – zastanawiał się prof. Lisowski. – Tym bardziej że przygotowywane przepisy przewidują zniesienie obowiązku uzyskania przez niego przynajmniej średniego wykształcenia – dodaje. W myśl nowych wymagań konieczne będzie wyłącznie szkolenie w zakładzie ubezpieczeń. Nie będzie nawet potrzebny egzamin po jego ukończeniu. Projekt przewiduje wprawdzie, że kandydaci do tej profesji nadal mają zdawać egzamin weryfikujący wiedzę, ale będą mogli się także ubiegać o zwolnienie z niego. Jeśli absolwent studiów licencjackich lub magisterskich zaliczył już sprawdziany, których tematyka pokrywała się częściowo z egzaminem brokerskim, będzie miał prawo także wnioskować o zwolnienie z tej części egzaminu. Co więcej, projekt otwiera wielu kandydatom furtkę do działalności brokerskiej bez konieczności zdawania sprawdzianu przed komisją egzaminacyjną działającą przy Komisji Nadzoru Finansowego. Nie będą musiały do niego podchodzić osoby mające co najmniej sześć lat doświadczenia zawodowego w dziedzinie ubezpieczeń. Warunkiem jest jednak, aby zdobyły je w ciągu dziesięciu lat bezpośrednio poprzedzających złożenie wniosku o rozpoczęcie działalności brokerskiej.

Obecnie jest tak, że aby zostać agentem, trzeba mieć wykształcenie minimum średnie, skończyć kurs i zdać egzamin w zakładzie ubezpieczeń.

W ocenie branży to konieczne wymagania, do sprzedawania ubezpieczeń potrzebna jest bowiem specjalistyczna wiedza. Bez niej agent nie będzie nawet umiał wytłumaczyć klientowi, czym różni się jego udział własny w szkodzie od udziału własnego w sumie ubezpieczenia.

– Można założyć, że jeśli uwolni się zawód brokera, to wszyscy będą zadowoleni – powiedział Lisowski. – Ale przecież nikt z nas nie chce usługi powszechnej i taniej, ale bezpiecznej i profesjonalnej – dodał.

Miłosz Rojek zapewnił, że zagwarantuje to nowy wymóg, jaki pojawi się po deregulacji, a mianowicie doświadczenie adekwatne do wykonywanego zakresu działalności. – Odpowiedni okres przepracowany na danym stanowisku zagwarantuje, że dana osoba będzie dysponowała wiedzą i umiejętnościami, aby odpowiednio obsłużyć klienta – wyjaśnił przedstawiciel MS.

W ocenie Grzegorza Płatka z departamentu strategii i deregulacji MS należy wreszcie zerwać z fikcją, że to certyfikatorzy wiedzą lepiej i więcej na temat działalności w danej branży niż klienci i osoby, którym wydaje się certyfikat. – Zacznijmy proces uświadamiania społeczeństwa, nie mówmy im, co jest dla nich lepsze – stwierdził Płatek. – To, co proponujemy, nie jest całkowitą dereglamentacją, to nie jest propozycja dzikorynkowa – zapewnił.

Miłosz Rojek dodał, że najważniejsza w procesie uświadamiania będzie właśnie rola zakładów ubezpieczeniowych. W ten sposób bowiem kształtują one sobie klientów.

O tym, że rynek poradzi sobie z weryfikacją działających na nim brokerów, przekonany jest też prof. Leszek Jasiński, dyrektor Instytutu Nauk Ekonomicznych Polskiej Akademii Nauk. – Przypomnijmy sobie, jak było przed laty, gdy pojawili się pierwsi niekoniecznie profesjonalni pośrednicy. Rynek szybko sam to uregulował – mówił profesor. – Nie ułatwiałbym za to zostania maklerem giełdowym. W tym wypadku jestem konserwatystą – dodał. W jego ocenie argument przeciwdziałania bezrobociu i zwiększenia konkurencyjności na rynku jest jak najbardziej słuszny. Jednak należy pamiętać o zapewnieniu bezpieczeństwa usług, odpowiedniej jakości obsługi.

– Tym bardziej – podkreślił prof. Lisowski – że zawód brokera jest trudny i osoba go wykonująca musi dysponować podstawową wiedzą z ekonomii i prawa, ponieważ ponosi wobec klienta dużą odpowiedzialność finansową.

– Jest jeszcze jedna kwestia – zaznaczył Lisowski. – Pojawił się projekt unijnej dyrektywy, która ma na celu objęcie kontrolą wszystkich, którzy cokolwiek sprzedają. Może się więc okazać, że coś, co teraz zderegulujemy, trzeba będzie za jakiś czas znów objąć wzmożoną kontrolą państwa – dodał profesor.

Obecnie prawo europejskie wymaga m.in., aby pośrednicy ubezpieczeniowi działający na rynku europejskim byli zarejestrowani we właściwym organie państwa członkowskiego. Muszą też spełniać ściśle określone wymagania dotyczące ich umiejętności zawodowych, nieposzlakowanej opinii, zakresu odpowiedzialności.

Proponowane zmiany mają na celu podniesienie tej poprzeczki, aby wzmocnić ochronę konsumenta. Zmierzają więc raczej do zaostrzania kontroli na rynkach finansowych. Z tego też powodu Komisja Nadzoru Finansowego opowiada się za utrzymaniem licencji. Wojciech Kwaśniak, wiceprzewodniczący KNF, już wcześniej zastrzegł, że sprawa dotyczy szczególnych zawodów związanych z zaufaniem. Co więcej, wykonywanych na rynku siłą rzeczy regulowanym i związanych ze szczególnym charakterem, czyli zarządzaniem albo przyjmowaniem od klientów środków pieniężnych.

Komisja podkreśla, że kierunek unijnych działań nadzorczych i regulacyjnych jest raczej konserwatywny, zmierza do większej regulacji, a nie jak wcześniej – deregulacji. Powód? System deregulacji, który część państw stosowała, zakładając, że instytucje najlepiej wiedzą, jak zarządzać, kogo zatrudniać i jak dzielić wypracowane zyski, był głównym źródłem obecnego kryzysu międzynarodowego.

Takie stanowisko jest wodą na młyn Stowarzyszenia Polskich Brokerów. Jacek Kliszcz zapewnia, że kontrola dostępu do zawodu jest skuteczniejsza, gdy należy do organu publicznego, aniżeli miałaby się odbywać na zasadach samorządowych. – Jeśli czyniłby to organ samorządowy, wówczas pojawiałby się zarzut, że jest to ograniczenie korporacyjne dostępu do zawodu – dodaje. Jednak regulacja zasad wykonywania zawodu oraz reagowanie na zmiany rynkowe są skuteczniej realizowane przez powszechny samorząd. Delegacja części uprawnień państwa na samorządy odciąża państwo i profesjonalizuje procesy kontroli nad sposobem wykonywania zawodu. Ma to znaczący wpływ na poprawę bezpieczeństwa osób korzystających z usług profesjonalisty. Samorząd jest najlepszym organizatorem systemu edukacji ciągłej. Wzmocnienie roli samorządu to przejaw demokratyzacji państwa i oddawania części uprawnień władczych w ręce obywateli.