Nowe przepisy zwiększą zapotrzebowanie na usługi profesjonalnych zakładów zajmujących się przetwarzaniem zużytych urządzeń AGD. Założenie takiego biznesu nie należy jednak do tanich.

Rynek recyklingu w Polsce jest skazany na wzrost. UE nakłada na kraje członkowskie coraz większe wymogi nie tylko w zakresie zbierania zużytego sprzętu elektronicznego i elektrycznego, lecz także jego odzyskiwania.

Prawo sprzyja

Obecnie na polskim rynku powinno być zbierane 35 proc. tego, co zostanie wprowadzone przez producentów do sprzedaży. W 2016 r. poziom ten ma już wzrosnąć do 40 proc., a w 2021 r. do 65 proc. – W 2018 r. mają też zostać podniesione poziomy recyklingu i przetwarzania zebranego zużytego sprzętu o 5 proc. W branży dużego AGD trzeba będzie więc przetwarzać już 85 proc. tego, co zostanie zebrane, w małym AGD – 75 proc., a w IT – 80 proc. – tłumaczy Wojciech Konecki z CECED Polska, zrzeszenia producentów AGD.

W tym samym roku przewidziana jest też zmiana kategorii produktowych, w których ma być prowadzony recykling. Cały sprzęt działający na zasadzie wymiany temperatur będzie ujęty w jednej grupie, podobnie jak małogabarytowy czy wielkogabarytowy. Ma to na celu zwiększenie efektywności przetwarzania w obrębie poszczególnych urządzeń. Teraz gdy chłodnictwo było w jednej grupie z pralkami, producenci realizowali obowiązek recyklingu głównie dzięki pralkom, które nie tylko łatwiej, ale też korzystniej jest przetwarzać, choćby ze względu na większą ilość wartościowych metali.

By nowe zapisy dyrektywy obowiązywały w Polsce, potrzebna jest jeszcze zmiana ustawy o zużytym sprzęcie elektrycznym i elektronicznym. – Obecnie prowadzone są nad nią prace, które mają się zakończyć w 2013 r. – zaznacza Wojciech Konecki.

Ale to niejedyne zmiany, jakie są przewidziane na polskim rynku. Właśnie został przyjęty przez rząd i skierowany do Sejmu projekt nowej ustawy o opakowaniach i produktach opakowaniowych. Weszła też w życie nowa ustawa o odpadach komunalnych.

Złe i dobre wieści

Co nowe przepisy oznaczają dla przedsiębiorców? Jeśli chodzi o odpady komunalne, dla działających już firm biznes się skomplikuje. Od przyszłego roku to gminy będą wybierały w przetargach odbiorców śmieci i narzucały im stawki. Lobbują za taką nowelizacją ustawy, aby zakłady komunalne, które do nich należą, mogły odbierać śmieci na terenie gminy w trybie bezprzetargowym. Zdobycie kontraktu może być więc utrudnione, bo gminne zakłady komunalne mogą być faworyzowane. Tak więc zakładanie firmy odbierającej śmieci nie ma sensu, bo z góry prywatny biznes będzie na gorszej pozycji. Szanse na tym rynku będą mieli tylko potentaci, tacy jak Sita, Byś, Remondis, którzy będą mogli zaoferować znacznie lepsze warunki nawet niż zakłady komunalne.

Największe zmiany, do tego na lepsze, szykują się w ustawie o opakowaniach i zużytym sprzęcie elektronicznym i elektrycznym. Pojawia się bowiem szansa na zlikwidowanie w tych sektorach szarej strefy, przez którą profesjonalne zakłady przetwórcze mają problem z osiąganiem zysków.

– Ma to nastąpić przez wprowadzenie audytów dokumentów potwierdzających recykling. Poza nadzorem i monitoringiem chcemy też wprowadzić standardy, jakie będą musiały spełniać zakłady przetwórcze i firmy transportowe – wymienia Wojciech Konecki.

Obecnie bowiem panuje na tym rynku wolna amerykanka. Wiele zakładów przetwórczych, przez to że kontrola ze strony inspektorów środowiska polega wyłącznie na sprawdzeniu dokumentów uprawniających do działalności, wystawia lewe kwity producentom. To znaczy deklarują w nich, że przetworzyły o wiele więcej sprzętu gospodarstwa domowego czy szkła, niż to w rzeczywistości zrobiły.

Koszty i zyski

Pojawi się zatem zapotrzebowanie na profesjonalne usługi. Obecnie według danych Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska w kraju działa ponad 170 zakładów przetwórstwa. Ponad połowa z nich faktycznie nie funkcjonuje, a kolejne 20 proc. nie jest przygotowanych na to, by przetwarzać zgodnie z wytycznymi Unii, czyli na przykład nie posiadają urządzeń, dzięki którym gaz znajdujący się w sprzęcie chłodniczym przy jego rozkładaniu na części pierwsze nie wydostanie się do środowiska.

Barierę wejścia mogą jednak stanowić koszty.

Postawienie zakładu uzdatniania stłuczki szklanej wymaga kapitału rzędu co najmniej kilkanastu milionów złotych. Na przykład Krynicki Recykling, który wybudował w Pełkiniach koło Jarosławia zakład przetwórstwa odpadów szklanych, wydał na to 50 mln zł. W tym przypadku działalność jest jednak opłacalna. – Za tonę przetworzonej i oczyszczonej stłuczki szkła białego huta płaci od 220 do 300 zł. Obowiązuje zasada: im więcej i lepszej jakości, tym drożej, bo duże dostawy uzdatnionego szkła zapewniają hutom oszczędności energii i mniejszą emisję CO2 – wyjaśnia Adam Krynicki, prezes zarządu Krynicki Recykling.

Huty wymagają stłuczki szklanej posortowanej na kolory (bezbarwne, zielone, brązowe) i oczyszczonej z drobin metali i plastiku.

Taniej wychodzi założenie zakładu przetwórczego w zakresie zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego. Koszt jednej linii do przetwarzania zużytych urządzeń waha się od 1 do ponad 14 mln zł. Trzeba jeszcze kupić środki transportu. Wystarczą auta dostawcze do 3,5 tony. To wiąże się z wydatkiem kolejnych 2 mln zł. By zakład był rentowny, trzeba przerabiać 1–2 tony na godzinę.

– Zakład ręcznej przeróbki, a takich w Polsce jest najwięcej, nie wymaga takich kosztów. Wystarczy hala, kilku pracowników, środki transportu i narzędzia. To koszt rzędu kilkaset tysięcy złotych – zauważa Henryk Buczak, prezes zarządu spółki Biosystem Elektrorecykling.

Dziennie jednak taki zakład jest w stanie przerobić zaledwie 3–4 tony. Zmiana przepisów może oznaczać kres takich firm.

Zakład przetwórstwa musi mieć zgodę marszałka województwa. Musi też być wyposażony w nieprzepuszczalne podłoże wraz z urządzeniami do usuwania wycieków i separatorem cieczy, o ile w czasie magazynowania może nastąpić wyciek, posiadać zadaszenie zapobiegające oddziaływaniu czynników atmosferycznych oraz zabezpieczenie uniemożliwiające dostęp osobom postronnym. Potrzebne jest też pozwolenie na wytwarzanie odpadów z uwzględnieniem zbierania, transportu i odzysku.

A co opłaca się najbardziej przetwarzać? – Sprzęt komputerowy. Zbiera się go dużo i przetwarza łatwo. W drugiej kolejności są elektronarzędzia, pralki i odkurzacze, czyli wszystkie urządzenia które posiadają duże silniki, w których są uzwojenia z cennej w odzysku miedzi – mówi Henryk Buczak.

Współpracy z profesjonalnymi zakładami będą szukać nie tylko producenci, lecz także organizacje odzysku, które wykonują obowiązek recyklingu w imieniu producentów za pośrednictwem zewnętrznych podmiotów. Od organizacji za przetworzenie tony sprzętu można dostać 350–400 zł.

Organizacje non profit

Można jeszcze spróbować założyć organizację odzysku. Działa ich na rynku dziewięć, a zyski osiągane przez niektóre sięgają nawet 50 proc. przychodów. Jest to więc bardzo opłacalny biznes. Jak na razie, bo producenci chcą, by to była działalność non profit. By założyć organizację trzeba być wprowadzającym sprzęt na rynek. W praktyce wystarczy przewieźć przez granicę jedno żelazko. Kolejnym krokiem jest wpis do rejestru Głównego Inspektora Ochrony Środowiska oraz dysponowanie kapitałem w wysokości 5 mln zł, z czego 2,5 mln trzeba zdeponować na osobnym koncie w gotówce.

By działalność była opłacalna, trzeba pozyskać przynajmniej kilku dużych producentów, w imieniu których organizacja będzie realizować obowiązek recyklingu i którzy będą jej na ten cel dawać pieniądze. W skali miesiąca, przy zautomatyzowanej, nowoczesnej linii, trzeba przerabiać na przykład przynajmniej 2–3 tys. ton zużytych sprzętów.