Zaledwie 18 proc. bezrobotnych aktywnie poszukujących zatrudnienia otrzymało w tym roku ofertę z urzędu pracy – wynika z badań NBP.

Głównie dlatego, że do pośredniaków trafia tylko 16 proc. wakatów, jakie pojawiają się na rynku. Jednak eksperci NBP zastrzegają, że pod tym względem występuje ogromne zróżnicowanie lokalne, bo są powiatowe urzędy pracy, w których połowa bezrobotnych otrzymuje propozycje zatrudnienia, ale są i takie, w których uzyskuje je mniej niż 2 proc. zarejestrowanych osób bez zajęcia. Przy tym z danych resortu pracy wynika, że niewiele jest osób bez zajęcia, które odrzucają oferty z pośredniaków. Dlatego we wrześniu z rejestru bezrobotnych wykreślono tylko 4,8 tys. osób (o 39 proc. mniej niż przed rokiem), które odmówiły bez uzasadnionej przyczyny przyjęcia odpowiedniej pracy lub innej formy pomocy. Stanowiły one zaledwie 0,2 proc. ogółu bezrobotnych.

Równocześnie bardzo dużo osób bez zajęcia samodzielnie podejmuje intensywne próby znalezienia etatu. Potwierdzają to badania NBP. Według nich ponad połowa bezrobotnych była na rozmowie kwalifikacyjnej u pracodawców, choć nie otrzymała z urzędu pracy żadnego skierowania.

Z kolei z badań aktywności ekonomicznej ludności prowadzonych przez GUS wynika, że w drugim kwartale tego roku aż 80 proc. osób bez zajęcia próbowało znaleźć pracę poprzez krewnych lub znajomych. Bo na ogół wiedziały, że jest to najbardziej skuteczna metoda znalezienia etatu, gdyż w większości małych i średnich firm zatrudnia się pracowników głównie z polecenia, czyli po znajomości. Robi tak ponad 63 proc. małych przedsiębiorstw i ponad 57 proc. średnich firm – wynika z ubiegłorocznych badań przeprowadzonych przez Katedrę Socjologii Ekonomicznej SGH na zlecenie PKPP Lewiatan. Eksperci są przy tym zgodni, że nie ma w tym nic zaskakującego w sytuacji, gdy dotyczy to firm prywatnych. Są nawet przedsiębiorstwa, które w ramach polityki zatrudnieniowej płacą swoim pracownikom za wskazanie kandydata na określone stanowisko.

– To jest najlepsza metoda pozyskiwania dobrych pracowników. Ten, kto kogoś poleca, wystawia mu odpowiednie referencje i jednocześnie bierze za niego odpowiedzialność. To się sprawdza w praktyce – podkreśla prof. Zenon Wiśniewski z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Dodaje, że nieetyczne, naganne i karalne jest jednak zatrudnianie w firmach państwowych i publicznych kogoś z polecenia tylko dlatego, że jest on znajomym lub członkiem rodziny. – Obowiązuje w nich zasada wyłaniania pracowników w drodze konkursu, w którym decydują kompetencje kandydata – mówi prof. Wiśniewski. Czasem ta zasada jest bezprawnie łamana, ale bezrobotni tym się nie zrażają, wysyłają swoje życiorysy i listy motywacyjne wszędzie tam, gdzie pojawi się oferta, nawet gdy przypada na nią po kilkaset kandydatów do pracy.