Z Arturem Migoniem z firmy Antal International rozmawia Ewa Wesołowska.

Jak osłabienie gospodarcze i wzrost bezrobocia wpłynęły na mobilność Polaków?

Wśród specjalistów i menedżerów, w których rekrutacji się specjalizujemy, nie widzę rewolucji. Ale w tej grupie zawsze obserwowaliśmy dużą gotowość do przeprowadzki za pracą. Z naszych badań wynika, że aż 75 proc. inżynierów czy wysokiego szczebla menedżerów gotowych jest do zmiany miejsca zamieszkania, jeżeli dostanią satysfakcjonującą ofertę. Co ciekawe, połowa z nich równie chętnie deklaruje chęć przeprowadzki do innego miasta w kraju, jak i za granicą. A zarówno 10 proc. zaznacza, że w grę wchodzi tylko migracja do innego kraju.

Wobec niższych zarobków u nas?

Wynagrodzenia realne w Polsce wcale nie są dużo niższe niż np. w Niemczech. W Wielkiej Brytanii czy Irlandii można zarobić więcej, ale rosnące bezrobocie sprawia, że ofert pracy dla specjalistów z Polski wcale nie jest dużo. A jeśli pojawiają się, to pracodawcy stawiają bardzo wysokie wymagania.

Które miasta i rejony w Polsce cieszą się największą popularnością?

Te, które oferują najlepszą jakość życia. Od lat są to np. Kraków, Wrocław, Katowice, Gdańsk. Natomiast mniejszym powodzeniem cieszą się Łódź, Lublin, Rzeszów czy Szczecin. Wiele też zależy od firmy, z którą podpisuje się kontrakt. Niektóre oferują pracownikom z innych miejscowości tzw. bonusy relokacyjne. Na przykład przez trzy miesiące opłacają wynajem mieszkania albo oferują dodatkową pensję na zagospodarowanie się.

Czy specjaliści migrują za pracą sami czy z rodzinami?

Przede wszystkim na przeprowadzkę decydują się zwykle single. Osoby, które mają rodziny, robią to mniej chętnie. I zwykle przez rok czy dwa lata decydują się dojeżdżać do rodziny na weekendy. Dopiero gdy kontrakt trwa dłużej niż dwa lata, kupują dom lub mieszkanie i zapuszczają korzenie w nowym miejscu. Na to jednak potrzebne są pieniądze, więc np. specjaliści niższego szczebla czy fachowcy rzadko się decydują na ściągnięcie rodziny. Zwykle mieszkają sami w wynajmowanych mieszkaniach lub niedrogich pokojach.

Jak Polacy wypadają na tle innych unijnych nacji, jeżeli chodzi o mobilność za pracą?

Plasujemy się w tej samej grupie co Grecy, Słoweńcy i Rumuni, gdzie mobilność jest najniższa w Europie. W ostatnich latach obserwujemy jednak wzrost skłonności do przeprowadzki za pracą. Potwierdzają to Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL), z których wynika, że odsetek osób dojeżdżających do pracy w ogólnej liczbie pracujących wzrósł w latach 2008–2010 o 2 proc. i wyniósł 64,5 proc. Jedną z kluczowych cech wpływających na zróżnicowanie mobilności jest wiek. Najbardziej skłonni do dojeżdżania do pracy są pracownicy w wieku 20–34 lata. Odsetek przemieszczających się do pracy przekracza w tej grupie 70 proc. Osoby starsze, w przedziale wiekowym 45–64 lata, są mniej skore do relokacji – odsetek mobilnych jest niższy niż 60 proc. i kształtuje się poniżej średniej. Najmniej mobilne są osoby w wieku przekraczającym 65 lat. Tylko 37,6 proc. pracujących 65+ dojeżdża do pracy. Drugim czynnikiem jest wykształcenie: najmniej mobilni są pracownicy z wykształceniem zasadniczym zawodowym (56,9 proc.) oraz gimnazjalnym i niższym (41,5 proc.).