Zbliżający się koniec roku i likwidacja rządowego programu „Rodzina na swoim” powodują, że Polacy znów biorą kredyty mieszkaniowe, do których dopłaca budżet państwa.

Z danych Banku Gospodarstwa Krajowego wynika, że w ubiegłym miesiącu Polacy zaciągnęli ponad 5131 takich kredytów, czyli o 1378 więcej niż miesiąc wcześniej. Wynik z października jest więc najlepszy od września ubiegłego roku, kiedy to boom na kredyty z dopłatami nakręciła zapowiedź drastycznej obniżki limitów cen dostępnych w ramach „RnS”. Wówczas banki udzieliły 5757 kredytów. Według prof. Jacka Łaszka z warszawskiej SGH podobnego wzrostu należy się spodziewać w listopadzie i w grudniu, czyli w ostatnich miesiącach działania programu.

Jest o co walczyć, bo dopłata z budżetu może wynieść nawet ponad 70 tys. zł. Z wyliczeń analityków wynika, że klient, który w ramach „RnS” kupił mieszkanie za 289 tys. zł, będzie płacił przez osiem lat o 852 zł niższą ratę niż osoba, która zaciągnęła taki sam kredyt komercyjny (na 25 lat, bez wkładu własnego i oprocentowany na 6,4 proc.).

Worek zawiązany w styczniu

Nic więc dziwnego, że od 2007 roku, czyli od momentu wprowadzenia programu, z preferencyjnych kredytów skorzystało w sumie 170 890 gospodarstw domowych. Łączna kwota udzielonych pożyczek przekroczyła 31 mld zł.

Od stycznia jednak worek z dopłatami zostanie zawiązany. Argumentem za wygaszeniem programu są wysokie koszty obsługi, które rosną, w miarę jak przybywa kredytobiorców. Co prawda rząd zapowiedział, że zamiast „RnS” wprowadzi nowy program wsparcia o nazwie „Mieszkanie dla Młodych”, ale już wiadomo, że nie będzie on tak atrakcyjny jak „RnS”.

Przede wszystkim dopłata będzie jednorazowa i uzależniona od liczby dzieci, a także od średniego kosztu budowy w danej lokalizacji. Z wyliczeń analityków wynika, że maksymalna dopłata dla rodziny wychowującej co najmniej troje dzieci wyniosłaby 57,9 tys. zł. Single oraz małżeństwa bez potomstwa dostałyby co najwyżej 28,9 tys. zł.

Nie wiadomo też dokładnie, kiedy program wejdzie w życie. Minister transportu i budownictwa Sławomir Nowak oświadczył w październiku, że chciałby go wdrożyć w drugiej połowie 2013 roku.

Czekanie się nie opłaca

Według ekspertów to wystąpienie ministra także przyczyniło się do zwiększenia liczby składanych wniosków w ramach RnS.

– Decydują się na to przede wszystkim ci, którzy planowali zakup mieszkania, ale wstrzymywali się z decyzją, czekając na dalszy spadek cen nieruchomości – wyjaśnia prof. Łaszek.

– Dziś już wiedzą, że nawet jeśli ceny dalej będą maleć, to czekanie się nie opłaca. I dodaje, że zapowiedź zmian prawnych zawsze nakręca popyt na rynku nieruchomości. – Tak samo było pod koniec 2001 roku, gdy rząd likwidował dużą ulgę podatkową od zakupu nieruchomości – przypomina profesor