Sesje w Europie zakończyły się w środę spadkiem indeksów, przecena we Frankfurcie i w Paryżu sięgała 2 proc., a w Madrycie 2,3 proc. Dzień rozpoczął się jednak zwyżkami, dopiero w południe nastroje zdecydowanie się odwróciły i wszystko wskazuje na to, że przyczyną zmiany tonu był wynik wyborów prezydenckich w USA. Zwycięstwo Obamy jest też zwycięstwem Demokraty, tymczasem w niższej izbie parlamentu kontrolę sprawują Republikanie. Ich przedstawiciele nie omieszkali o tym przypomnieć oświadczając, że jeśli kongres nie rozwiąże problemów fiskalnych, amerykańska gospodarka straci 0,5 proc. w przyszłym roku. Chodzi o tzw. klif fiskalny - wygaśnięcie niektórych ulg podatkowych i automatyczne podniesienie podatków oraz ścięcie wydatków federalnych na łączną kwotę 607 mld USD. 

Również inwestorzy w USA obawiają się, że kompromis polityczny okaże się albo bardzo trudny, albo niemożliwy do wypracowania, a nagły wzrost podatków (właściwie wygaśnięcie ulg) będzie ciosem dla gospodarki. Dlatego S&P stracił na wczorajszej sesji 2,4 proc. i był to jego najgłębszy spadek od roku. Trzeba jednak dodać, że w drugiej części dnia przewagę osiągnęli łowcy okazji, dzięki czemu przecena została powstrzymana i zminimalizowana. Dopiero  w ostatnich minutach górą ponownie był strach. 

W Azji indeksy także spadały dziś rano, choć nie w takiej skali jak na Wall Street. Nikkei stracił 1,5 proc., także z tego względu, że zamówienia fabryczne spadły o 4,3 proc., a oczekiwano spadku o 2,1 proc. Jest to skutek słabnącego eksportu. Na kwadrans przed końcem notowań Kospi stracił 1,2 proc., a Shanghai Composite spadał 1,6 proc. w dniu rozpoczęcia zjazdu partii komunistycznej, która ma wybrać nowego I sekretarza. Przynajmniej wiadomo, że ktokolwiek nim nie zostanie, będzie miał większość parlamentarną za sobą przez kolejne 10 lat. 

Dzięki zatrzymaniu spadków w drugiej części dnia na Wall Street, inwestorzy w Europie mogą wziąć płytki oddech dziś rano. Pretekstem do odbicia może być wynik głosowania w greckim parlamencie, który poparł cięcia wydatków i wzrost podatków na kwotę 13,5 mld EUR mimo protestów 100 tys. Greków przed budynkiem, a nawet mimo opuszczenia budynku przez pracowników administracji, którzy zorientowali się, że głosowanie dotyczy także obniżek ich pensji. Odbicie ma jednak wątłe podstawy. W drugiej części dnia inwestorzy liczyć będą na ich umocnienie przez komunikaty Banku Anglii i ECB.