Popyt na polski dług nie słabnie. Od początku roku rentowność dziesięciolatek spadła o ponad 1,5 p.p. do ok. 4,3 proc. Wzrost cen obligacji dodatkowo wsparła decyzja Rady Polityki Pieniężnej o obniżce stóp procentowych i zapowiedź kolejnych cięć. Ministerstwo Finansów wykorzystując napływ zagranicznego kapitału już na przełomie trzeciego i czwartego kwartału ogłosiło 100-proc. sfinansowanie tegorocznych potrzeb pożyczkowych. Niskie rentowności zachęcają do tego, aby jeszcze w 2012 roku prefinansować nawet jedną piątą przyszłorocznych potrzeb.

Sukces polskich papierów sprawia, że Polska zaczyna być traktowana jak bezpieczna przystań dla zagranicznego kapitału. Wzrostowi cen obligacji towarzyszy również spadek kosztu ubezpieczenia od niewypłacalności Polski – notowania CDS na obligacje pięcioletnie od końca maja br. spadło z 280 do poniżej 90 p.b. Jednak co takiego zmieniło się w ostatnich miesiącach, że zasłużyliśmy na awans do wyższej ligi? Bo jeśli nic, to warto się zastanowić czy przypadkiem nie mamy do czynienia z pompowaniem bańki na polskich obligacjach.

Na koniec września inwestorzy zagraniczni trzymali w portfelach 184,2 mld zł polskiego długu, co dawało im 35,5 proc. udziału w rynku. To o 23,4 mld zł więcej niż przed rokiem (+18,2 proc. r/r) , kiedy ich udział wynosił 31,7 proc. Nie trudno więc zgadnąć, że chęć wycofania się przynajmniej przez część z nich odbiłaby się już nie tylko na rentowności papierów skarbowych, ale również na notowaniach złotego.

W scenariuszu, który zakłada osłabienie notowań złotego wskutek końca obligacyjnej hossy, po kieszeni zostaliby uderzeni również importerzy i konsumenci. Chociażby ci z kredytami denominowanymi w walucie obcej. Na razie kosztem odczuwalnym przez inwestorów indywidualnych są niższe odsetki od obligacji detalicznych. Przykładowo od lipca br. oprocentowanie stałokuponowych dwulatek spadło o 0,75 p.p., do 4 proc. Mniej można zarobić również na pozostałych obligacjach skarbu państwa.

Napływ zagranicznego kapitału zwiększa również nadpłynność wśród krajowych instytucji finansowych. W połączeniu z luzowaniem polityki pieniężnej może powodować to głębsze spadki stopy WIBOR niż wynikałoby to z oczekiwań wobec RPP. Notowania stawki WIBOR 3M znajdują się obecnie poniżej rentowności dziesięciolatek. Po raz ostatni z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w 2008 roku, kiedy banki na nadmiar płynności na pewno nie mogły narzekać. Wówczas skończyło się to mocnym luzowaniem polityki pieniężnej. I tym razem na jednej obniżce się nie skończy. Choć oczywiście niska rentowność obligacji to nie przyczyna cięcia stóp, a raczej wskaźnik wyprzedzający.

W Polsce właściwie brak reform, które zmierzałyby w kierunku ograniczenia zadłużenia. Dlatego tak nagła zmiana postrzegania polskich obligacji skarbowych może dziwić. Najwyraźniej zagraniczni inwestorzy uznali, że w gospodarczo nieciekawych czasach Polska – jako jedyny kraj z dodatnim PKB podczas ostatniej recesji – znowu wyjdzie obronną ręką i nie zraża ich najnowsza prognoza Komisji Europejskiej, która zakłada spowolnienie wzrostu PKB do 1,8 proc. w 2013 roku. Oby jednak ci sami optymistycznie nastawieni inwestorzy nie zmienili zdania z dnia na dzień.