Głównym powodem opóźnienia w wypłacie kolejnej transzy pomocy finansowej dla Grecji jest brak porozumienia między kredytodawcami ws. sposobów na utrzymanie długu Grecji na sensownym poziomie.

Wielomiardowej pomocy udzielają Grecji Komisja Europejska (KE), Europejski Bank Centralny (EBC) oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW).

"MFW już od jakiegoś czasu nalega, aby znaleźć sposób na redukcję długu, ale EBC i poszczególne kraje długo się na to nie zgadzały. Teraz wszyscy wreszcie rozumieją, że rzeczywiście nie ma innego wyjścia i trzeba te dwie sprawy (pomoc finansową i redukcję długu - PAP) połączyć. Problem polega na tym, że w dalszym ciągu nie ma zgody co do tego, jak to osiągnąć" - powiedział PAP ekspert ds. UE w Eurobank EFG Konstantin Papadopulos.

W dotychczasowych prognozach trojka (przedstawiciele KE, EBC i MFW) przewidywała, że dzięki dwóm pakietom pomocowym w 2020 roku grecki dług zostanie zredukowany do 120 proc. PKB tego kraju. Ostatnio jednak coraz częściej pojawiają się głosy, że będzie to niemożliwe bez dalszej restrukturyzacji zadłużenia. Prawdziwa redukacja długu podobna do tej, jaka nastąpiła w marcu, jest jednak niemożliwa, głównie dlatego, że ponad dwie trzecie zadłużenia znajduje się w rękach sektora publicznego, czyli państw eurolandu, a także EBC i MFW.

"Nie ma szans na to, aby państwa będące głównymi wierzycielami Grecji (Niemcy, Finlandia i Holandia - PAP) zgodziły się na coś podobnego, bo byłyby to pieniądze ich podatników. W przypadku EBC byłoby to z kolei po prostu nielegalne. Istnieją jednak inne sposoby" - powiedział PAP Tanos Dokos z ateńskiego think tanku ELIAMEP.

Jak powiedział w rozmowie z PAP analityk brukselskiego Centrum Polityki Europejskiej (EPC) Janis Emmanuilidis, trojka debatuje obecnie nad różnymi możliwościami i prawdopodobnie na jej podejście do Grecji złoży się co najmniej kilka elementów takich jak obniżka odsetek od udzielonych Atenom pożyczek czy wydłużenie okresu zapadalności greckich obligacji. Możliwe również, że EBC sprzeda Grecji obligacje, które poprzednio zakupił po bardzo niskiej cenie, i cały osiągnięty w ten sposób profit przekaże bankom centralnym krajów eurolandu, a te z kolei - Atenom.

Emmanuilidis uważa także, że temat rzeczywistej redukcji greckiego długu będzie jeszcze omawiany, ale dopiero po wyborach w Niemczech, które odbędą się we wrześniu 2013 r.

"Ten temat jeszcze wróci na agendę, ale nie teraz - grecki dług jest w dalszym ciągu bardzo duży, więc nie będzie wyjścia" - powiedział analityk PAP. Dalsza redukcja greckiego długu będzie - jego zdaniem - zależała od tego, czy Grecja będzie wypełniała swoje zobowiązania wobec wierzycieli. "Jeśli będzie je realizować, to na pewno (redukcja nastąpi - PAP). I znowu będzie to najprawdopodobniej kreatywne połączenie różnych elementów" - dodał.

Ekonomista Bart Van Craeynest z biura maklerskiego Petercam uważa jednak, że wszelkie wysiłki w kierunku zredukowania długu Grecji są i będą fragmentaryczne i przyniosą jedynie tymczasowe rezultaty.

>>> Czytaj też: Feta, oliwki i grecki jogurt, czyli szansa dla Grecji na wybicie się z kryzysu

Przekazanie Grecji zysków ze sprzedaży obligacji przez EBC "to całkowicie sztuczna konstrukcja prawna, a największy problem polega na tym, że jest to w dalszym ciągu rozwiązanie tymczasowe" - podkreśla Van Craeynest. Jego zdaniem "Grecja i tak będzie potrzebowała więcej pieniędzy - i w przyszłym roku, i w latach kolejnych. Skoro już teraz euroland musi używać tak skomplikowanych konstrukcji, żeby pomóc Grecji, to co będzie dalej?".

Ekonomista uważa, że rozwiązanie kryzysowej sytuacji nie tylko w Grecji, ale i w całej strefie euro może nastąpić jedynie dzięki reformie strukturalnej całego systemu, ale kraje członkowskie nie posiadają wystarczającej woli politycznej, aby taką reformę przeprowadzić.

"Europa nie ma problemów zewnętrznych ani finansowych. Problem polega na tym, że nie jesteśmy prawdziwą unią i dopóki nie rozwiążemy tego dylematu, sytuacja się nie polepszy. Główne pytanie brzmi, czy jesteśmy w stanie stworzyć prawdziwą unię, czy jesteśmy w stanie jako Europejczycy zaakceptować fakt, że przyszedł czas na prawdziwą unię - i bankową, i transferową. Ja uważam, że nie jesteśmy na to gotowi" - zaznaczył Van Craeynest.

Emmanuilidis jest jednak o wiele bardziej optymistyczny. "Decyzja o tym, jak ocalić Grecję, będzie podjęta na poziomie politycznym. Będzie to decyzja stopniowa, fragmentaryczna i jeśli ktokolwiek oczekuje, że euroland nagle ogłosi coś na kształt Planu Marshalla, to grubo się myli" - zastrzega.

"Jeśli jednak Grecja udowodni, że robi wszystko, co możliwe, aby dotrzymać swoich zobowiązań - mimo że jest to niewiarygodnie trudne, mimo że społeczeństwo protestuje, a ludzie osiągnęli granice wytrzymałości - i że jest zdeterminowana, aby zostać w euro, to szansa (na ratunek Grecji - PAP) istnieje" - powiedział PAP. Dodał przy tym, że alternatywa, czyli wyjście Grecji ze strefy euro, byłaby dla obu stron po prostu zbyt kosztowna.

W środę parlament grecki, pomimo gwałtownych protestów opozycyjnych partii oraz masowych ulicznych demonstracji, przegłosował wprowadzenie kolejnego drakońskiego pakietu oszczędnościowego, od którego uzależniano przekazanie Atenom następnej transzy pomocy (31,5 mld euro). Zatwierdzenie wypłaty tej sumy miało początkowo nastąpić podczas spotkania ministrów finansów eurolandu w Brukseli 12 listopada. W piątek jednak źródła w Brukseli podały, że decyzja w tej sprawie zostanie prawdopodobnie podjęta w późniejszym terminie.

>>> Zobacz też: Neonaziści większym zagrożeniem dla Grecji niż wyjście z eurolandu